środa, 17 czerwca 2020

Czas pełen przygód

Ostatni czas jest pełen przygód

Skończył się długi weekend, który miałam urlopowy z powodu takiego, że jest mało pracy i mamy wybierać urlopy, bo są zwolnienia (a jak przylazłam to się nagle okazało, że mamy przyśpieszyć bo pracy jest dużo :P). Pół tego długiego weekend przeleżałam sobie we wyrze, bo pół tygodnia wcześniej uznałam, że dobrze będzie pohopkać, spalić kilka kalorii, a skoro nie Zumba (bo kolana) to Salsation (bo delikatniejsze miejscami). Praktykowałam to raz w tygodniu od trzech tygodni i, jak widać, do trzech razy sztuka ;P. Bo przecież kocham muzykę i to w zasadzie jedyna aktywność fizyczna, którą lubię. No, ale nie dla psa kiełbasa, gdyż już przy trzecim razie coś mi w biodrze strzeliło. W związku z powyższym od soboty chodziłam jak paralita nie mogąc się nawet schylić po pojemnik. Z łóżka wstawałam za którymś tam razem i ogólnie było źle. No ale do pracy poszłam na dwa dni, bo potem urlop. No i potem wyro i generalnie już nie chodzę jak paralita, chociaż miejscami nadal boli.

Przyszedł weekend prawilny tj sobota i niedziela, więc postanowiłam coś ze sobą zrobić i w niedzielę odkryłam na nowo miłość do Skyrim. Ale jak już wspomniałam, nie dla psa kiełbasa :P

W poniedziałek rano, czy też jeszcze w nocy bo coś koło piątej, poszłam do łazienki z wiadomą potrzebą. Siedzę sobie w pół zaspana i słyszę KAP.... KAP....KAP... Patrzę na kran ze zlewu, który zwykle kapie, ale nie nic nie kapie, a już na pewno nie z taką częstotliwością. KAP...KAP...KAP... Przesłuchy mam jak nic, siadło mi na głowę to leżenie we wyrze, na pewno. KAP...KAP...KAP... W końcu znalazłam źródło kapania i z miejsca zakręciłam wodę w mieszkaniu, a potem zaalarmowałam Zaklęcie. Koszt wymiany wężyka od boilera niewielki. Ulga i spokój ducha, już większa.

Zaraz potem poleciałam do Banku pozałatwiać sprawy, których nie załatwiłam w środę z powody tej cholernej nogi (za którą zrypała mnie trochę Wiedźma Rodzicielka, więc obiecałam, że tańcować już nie bydę ).

Wróciwszy i stwierdziwszy, że chwila mi jeszcze została postanowiłam ogarnąć chociaż jedną misję w mojej na nowo pokochanej grze i... ZONK.... Po wnikliwej obserwacji, kilku sprawdzeniach i przeczyszczeniach zleconych Zaklęciu (ja się sprzętu nie dotykam od pamiętnej chwili, kiedy to spaliłam dysk twardy podczas próby pędzelkiem odkurzania sprzętu wewnątrz blaszakowego) jednogłośnie stwierdziliśmy, że rąbnęło mi kartę graficzną. Drugą, a zarazem ostatnią jaką miałam. Koszt wymiany dużo większy i jak tylko go zapłacę bardzo mnie zapewne zdenerwuje.



Potem ogarnęłam obiadek, posmarowałam bolący kark i pojechałam swoją cudowną miętową limuzyną do pracy (ludzi tam już tyle, że prawie nie uraczysz wolnej przestrzeni, do tego coraz mniej osób jeździ w maseczkach, ale ja jeszcze tak).

W pracy było tylko gorzej, bo mimo, że przestałam chodzić jak paralita, to znów zaczęłam obracać się jak Batman. Bolący kark dał się we znaki, obwieszczając wszem i wobec, że mnie przewiało o.O Do tego biodro nie do końca jeszcze wyzdrowiało, więc jest po prostu cudownie!

We wtorek rano stwierdziłam, że za chwile głowa mi na poduszce zostanie a reszta ciała wstanie i pójdę do pracy bez głowy. W rezultacie czego zdecydowałam się w końcu zadzwonić do lekarza. Na szczęście przyjmował mój ulubiony lekarz, a nie ta typiara, która zawsze patrzy na mnie z góry i z politowaniem. Oznajmił, że stan zapalny mięśni karku, zalecił leki, maść, L4 i basen. Aczkolwiek nie wiem czy to ostatnie dam radę ogarnąć, ale resztę na pewno tak.

Skyrim - Lindsey Stirling & Peter Hollens

Dziś jeszcze się dzień nie skończył, a ja już zdążyłam popaść w frustrację, bo pędzelek do zdobień za który trochę zapłaciłam odmówił posłuszeństwa drug już raz, nie pomogło zalewanie wrzątkiem ani uklepywanie w topie czy bazie, a sklep w którym to kupiłam potraktował mnie protekcjionalnie i olewatorko twierdząc, że inni klienci jak do tej pory problemu nie mieli, więc mam spadać na drzewo. 

A co tam u Was moi mili? Jak spędzacie czerwiec?

sobota, 13 czerwca 2020

Paznokciowych perypetii ciąg dalszy

Wspominałam już Wam ze dwa razy, że miałam uczelnie na hybrydy. Jak również to, że w końcu znalazłam markę, która mnie nie uczula. Jak również to, że mimo wszystko co jakiś czas zdradzam tę markę, bo trwałość, bo krycie, bo kolory (jak słowo daję, nadal nie mogę doczekać się królewskiej ciemnej zieleni w ich ofercie)






Previously:

Po przepiłowanej płytce i odrośniętych paznokciach postanowiłam spróbować wychwalaną bazę budująca Indigo. Byłam zachwycona jej blaskiem i tym, jak układała się na paznokciach, a także blaskiem gęstością i.. czy wspominałam jak to pięknie błyszczało? To czym mniej byłam zachwycona okazało się wysypanie mnie na obu rękach, jakby ktoś mnie po nich przeczesał pokrzywką. W związku z powyższym musiałam się pozbyć wydanej stówy za odzyskane 35zł i dopisać kolejny punkt na rzecz uczulenia.




Punktacja wygląda następująco 2:2 między mną a uczuleniem, czyli

MOGE
- Kabos
- Costance Carroll

NIE MOGĘ
- Cosmetic Zone
- Indigo
(Następne w kolejce mam Perrie Renne, ale o tym ciii :P )

W dzisiejszym odcinku:

Naprawdę nieźle podkurwiona opchnęłam raz użyta bazę, raz użyty kolor i całkowicie nowy top za bagatela 35 zł. Tym bardziej wkurzona, że mój przeczuwany znak wiążący się z dostępnością Indigo na miejscu okazał się totalnym fiaskiem.


Ale ja zawsze mam plan. I plan zapasowy i zapasowy plan zapasowego planu. Sięgnęłam więc po kolejna opcję i wróciłam do Kabosa z podkulonym ogonem sięgając po ich bazę budującą.


Pierwsze wrażenie? "Myślałam, że będzie bardziej kryjąca" Jako tako jednak udało mi się ją położyć na paznokciu. Pierwsze szpony po przerwie miały być w naprawdę wielkim stylu a ... wyszło tak, że nawet Wam nie pokażę (spędziłam nad nimi cały niedzielny ranek, a potem popołudnie nad poprawieniem ich i wyszło tak:).


Set wytrzymał dwa tygodnie bez odprysku, ale już bardzo ostrożna byłam przy zachwycie. Zwyczajnie bałam się zapeszyć. Zrobiłam więc drugi set z kolorem z CC (kolor chodził za mną od jakiegoś czasu do tego jest gęsty, kremowy i pięknie się nakłada) Niestety set wytrzymał tydzień czasu i do dziś nie wiem czy winą było połączenie obu marek, tego, że kolor nie do końca się utwardził (odkryłam to całkiem przypadkowo przejechawszy paznokciem po kartce i zostawiwszy zielony ślad), czy może źle zmatowiłam płytkę przy tej zmianie. Nie wiem, już wnikać nie będę. Koloru się pozbyłam i położyłam (nieudolnie i na szybko) beżowy odpowiednik podkładu pod francuski manicure.

Po tygodniu (również robiły się odpryski,a ja byłam coraz bardzie zła) zdjęłam i w końcu zrobiłam prawilny set pomarańczowo nektarowy), na pseudo owalnych paznokciach i okazało się, że wytrzymało całe dwa tygodnie.


Spróbowałam więc znów z kwadratami, ale budowa wyszła mi jakoś koślawo, choć połączenie kolorystyczne bardzo mnie urzekło (pomijając moją nieudolność w robieniu pionowego ombre na paznokciach - na wzornikach łatwiej) Ta stylizacja również wytrzymała dwa tygodnie dając mi zdecydowanie za długie paznokcie.


Postawiłam teraz na króciaki, które mnie nie denerwują, ale kształtem też nie bardzo się podobają bo to ni kwadrat ni owal ni to sinokoperkowwy róż :P Do tego (bez zaskoczenia) dowiedziałam się, że moja lewa ręka nawet nie zamierza w współpracować w kwestii tak prostej jak robienie kropek sondą, czego rezultatem są bardzo, ale to bardzo koślawe stokrotki :P


W między czasie podszkoliłam się również ze zdobień, a nawet zaliczyłam kurs taki pół poważny. Z certyfikatem. I co z tego, że certyfikat jest w PDF i nie ma na nim informacji co dokładnie uczyłam się na kursie? Zdobienia zrobiłam wszystkie więc uważam, że zasłużyłam ;-)





piątek, 5 czerwca 2020

Zbliża się

Generalnie jestem a polityczna, aczkolwiek ciężko nie myśleć i nie zajmować się polityką patrząc na to co dzieje się teraz w naszym pięknym kraju. Skoro już zdecydowano kiedy odbędą się wybory i nawet pozwoli mi się na nie iść (zamiast głosować korespondencyjne) zamierzam się wybrać i Was także namawiam.

A na poprawienie humoru mój ulubiony komik: Abelard Giza :) ( i choć to stary program nadal tak bardzo aktualny ^^) Enjoy ;-)