poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Nie miej wątpliwości

Nie miej wątpliwości - to pierwsza, nie wiem czy nie najważniejsza, a na pewno dla mnie najtrudniejsza zasada Transerfingu. Nie miej wątpliwości, bo przecież świat da Ci to, co zamówiłaś. Nie miej wątpliwości, bo przecież wystarczy poczekać. Przecież na zamówienie w restauracji też się czeka.

Zastanawialiście się kiedyś jak przyrządzane jest Wasze danie w restauracji? Oczywiście, że nie. Zazwyczaj jesteście tam ze znajomymi / z rodziną. Rozmawiacie., opowiadacie i słuchacie. Nie myślicie o przygotowaniu posiłku. Wiecie, że on do Was przyjdzie - nie macie wątpliwości.

Mój świat o mnie dba - powtarzam sobie tą mantrę w chwilach najgorszego zwątpienia. W chwilach ataków histerii, gdy mocno żałuje, że nie mam przy sobie nic na uspokojenie. Żadnych tabletek, żadnych ziół. Ale mój świat o mnie dba - łkam próbując złapać oddech po pół godzinnym ryczeniu, które sparaliżowało mnie do tego stopnia, że nie byłam w stanie nawet wstać z fotela.

Nie miej wątpliwości. To, czego chcesz nadejdzie - tak mówi Transerfing. Mówi też o tym, że świat jest dualny, jest zwierciadłem, więc wszystko się odbija. No tak jest haczyk. Odbija się z opóźnieniem. Więc musisz długo, naprawdę długo mieć zamiar i nie mieć wątpliwości.

Nie zastanawiaj się nad tym jak to działa. Działa i już. Masz się skupić na efekcie końcowym, na otrzymanym zamówieniu. Zamawiasz w knajpie naleśniki i dostajesz naleśniki.

Szkoda tylko, że na naleśniki nie czeka się kilka miesięcy.

No bo jak wierzyć, że mój świat o mnie dba, jak nie mieć wątpliwości, jak mieć pewność, że dostanie się to czego chcę, że czeka to już za rogiem, za tydzień, za parę dni, jutro, za kilka godzin, skoro od czterech miesięcy wciąż nie widzę znaku, że cokolwiek się dzieje...

Jasne, zrobiłam kolejny kurs i robię jeszcze jeden. Co mi to da? Kilka złotych, trochę nerwów i papier. Jasne, dzwonią do mnie z ofertami, ja sprawdzam  i cała uradowana stwierdzam, że jest dojazd. Wysyłają, ja zapisuje to do swego rejestru. Czy ktoś oddzwania? Nie (jedna pani z firmy do której wysłałam sama zapytała czy mam orzeczenie o niepełnosprawności. Nie mam więc nie warto ze mną gadać). Cóż zatem jeszcze powinnam zrobić, jak bardzo sobie odpuścić, jak mocno zamówić przy tym jednocześnie obniżając ważność, żeby się do mnie nie dojebały siły równoważące. Czy poszłam do złej restauracji? A może mój świat wie lepiej co dla mnie dobre, mimo, że mój wybór popieram doświadczeniem i pamięcią cudownego czucia się w tego właśnie typu robocie jaką próbuje zdobyć?

Nie miej wątpliwości...

..a ja właśnie mam wątpliwości. Mój umysł i moja dusza ma wątpliwości! Bo po prawie czterech miesiącach nie mienia wątpliwości, cierpliwość potrafi się zwyczajnie, kurwa, skończyć...

środa, 18 kwietnia 2018

I tak mi wstyd

I tak mi wstyd, bo już kilka dni po tym jak napisałam tamtego posta coś się ewidentnie spierdoliło. Zapewne dlatego, ze koniec marca nadszedł i nie spełniło się moje założenie. Ba byłam zdecydowanie w głębokiej d... ze wszystkim właściwie. A zatem bezsilny gniew zapanował nade mną i nawroty choroby skaczące niczym wredne insekty.

A chciałam Wam napisać, że w końcu ruszył kurs Exela, który był na takim zadupiu Sosnowca, że musiałam sięgnąć po wsparcie obcych czterech kółek. Także o tym, że owy kurs nie nauczył mnie nic, poza kilkoma funkcjami (ale hajsy za to będą). Chciałam się podzielić przygotowaniami do egzaminu ze szkoły, który ma być w tą sobotę. A także opowiedzieć Wam historię kolejnego kursu na który w końcu się doczekałam.

Wczoraj zadzwoniła do mnie pani z Fundacji, która ma mi pomóc znaleźć pracę. Powiedziała, że kurs następny i ostatni zarazem - telefonicznej i elektronicznej obsługi klienta - ma się zacząć w ten weekend. No po prostu cudownie, zwłaszcza, że w weekend mam egzamin z Podstaw prawa cywilnego. No ale nic, Vill nie byłaby sobą, jakby nie zaczęła organizować. Zadzwoniła więc pierw do pana Mecenasa z zapytaniem ile będzie trwał egzamin i czy może zaraz po nim wyjechać, a także czy może podpisać się za cztery godziny na przód bo godzin jej zbraknie, jako, że ostatnio też jej nie było z powodu kursu Exela.

Pan mecenas rzekł, że i owszem do egzaminu mnie dopuści, ale co do godzin to mam się dogadywać z sekretariatem. Sekretariat, jak zwykle nie odebrał, ale w między czasie zaczęłam ogarniać transport z Mysłowic do Sosnowca znów sięgając po obce cztery kółka, kiedy się okazało, że jednak jest autobus, a nawet dwa. W związku z powyższym zaczęłam ogarniać notatki gdzie wsiąść, gdzie wysiąść i  o której by być w dwóch miejscach na raz.

Wedy zadzwoniła pani z Fundacji i powiedziała, że kurs przesunięty jest na następne dwa weekendy. Co oznacza, że za dwa tygodnie znów opuszczę szkołę (albo będę kombinować) i że Zaklęcie znów siedzi sam... przez ponad półtora miesiąca łącznie. Uroczo.

I wstyd mi... bo wciąż nie mam roboty i fakt ten mnie dobija. Nie potrafię zrozumieć dlaczego nikt do mnie nie dzwoni. Dlaczego moje podobno perfekcyjne CV jest opuszczane przy rekrutacji. Aż sprawdziłam trzy razy, czy na pewno jest na nim dobry numer telefonu. Nie dzwoni nikt, ani tam gdzie wysyłam sama, ani tam gdzie wysyła Fundacja. Może ryj mam jakiś zakazany?

I wstyd mi, bo nie mogę przestać się smucić (jest mi kurwa zwyczajnie smutno). Bo przecież chodzę do szkoły, by mieć zawód, latam na kursy, by mieć papier i jakąś kasę, inwestuje w to swój czas i prawie żadnych pieniędzy, a mimo to powiedziano mi, że mi to nic nie da...

I wstyd mi, bo chyba zrobiłam coś mojemu światu, że już nie chce o mnie dbać... :(