poniedziałek, 31 grudnia 2018
Najlepszego!
Szampańskiej zabawy i wszystkiego co najlepsze w nowym roku. Niechaj będzie lepszy od poprzedniego. Niechaj wszystkie problemy się rozwiążą, a nowe nie nadejdą. Niechaj czekolada idzie w cycki. Niechaj hybrydy się trzymają. Niechaj urlopy się udają i niech w pracach nie wkurwiają ;-)
wtorek, 18 grudnia 2018
Zanikający czas
Kurde, znów mi się gdzieś czas zapodział. Nie widzieliście go? Uciekł franca jedna, trzy tygodnie zabrał i oddać nie chce. Dni mijają nie wiem kiedy. Już drugi weekend zapominam do łojca zadzwonić, a przeca potrzebuje przepis na bigos. Na sylwestra sobie wolne wzięłam to mogę po pichcić.
Szał prezentów trwa między szałem lakierów. Okazało się ostatnio, że mam ich aż trzynaście (po ostatnim prezencie od MNKMM - 14) także mam więcej zabawy niż czasu na nią :P Do tego dziś przyszedł zestaw od Nekusia (opierdzieliłam go bo umawialiśmy się na kartki, świąteczny drań, trzy lata temu ten sam numer mi zrobił :P), za diabła jeszcze nie wiem co zrobić z tymi lakierami, bo jest ich aż osiem i nie są to hybrydy ale na pewno znajdę jakieś zastosowanie na nie ;-)
Propos hybryd to nadal się ostro bawię, co jakiś czas pewnie pochwalę się Wam rezultatami, bo oczywiście wszystko dokumentuje jak chińczyk w europie - pstrykam zdjęcia xD
Razem z Zaklęciem ubraliśmy już choinkę (zdjęcie powyżej). Ustawiliśmy ją na ściance meblowej a obok postawiliśmy prezenty od Pani Krainy które przyszły poczta. Swoją drogą szalona to kobieta, prosiłam ją by mi kupiła hurtem kilka kartek angielskich świątecznych, zestawy po dwa trzy funty (wybrałam kilka i okazało się, że kartek mam na kolejne 7 lat :P) a ona mi nie dość, że wysłała prezenty (jeszcze nie rozpakowane bo Zaklęcie powiedział, że na święta odpakujemy) to jeszcze kupiła mi moje ukochane Mikado... paczek z 15ście. Szalona kobieta :P
Trochę się obawiałam co mój kot na choinkę. Ale Miziak tylko wlazła na górę popatrzyła.
- No spoko nawet znośnie Wam to wygląda. Można tak zostawić, tylko jedna.. jedyna rzecz tu nie pasuje.
- Co takiego?
- No ta babka w kształcie muffinki. Mówię Ci ona lepiej wygląda na podłodze, o tak. Uwierz mi ja się na tym znam, mam doktorat z dekoracji :P
Po czym zrzuciła bąbkę stojącą na podłogę. Na całe szczęście wszystkie bombki są plastikowe ^^
Ah no i jeszcze się nie mogę zdecydować który kalendarz drukować ;-) Poradźcie :)
Szał prezentów trwa między szałem lakierów. Okazało się ostatnio, że mam ich aż trzynaście (po ostatnim prezencie od MNKMM - 14) także mam więcej zabawy niż czasu na nią :P Do tego dziś przyszedł zestaw od Nekusia (opierdzieliłam go bo umawialiśmy się na kartki, świąteczny drań, trzy lata temu ten sam numer mi zrobił :P), za diabła jeszcze nie wiem co zrobić z tymi lakierami, bo jest ich aż osiem i nie są to hybrydy ale na pewno znajdę jakieś zastosowanie na nie ;-)
Propos hybryd to nadal się ostro bawię, co jakiś czas pewnie pochwalę się Wam rezultatami, bo oczywiście wszystko dokumentuje jak chińczyk w europie - pstrykam zdjęcia xD
Razem z Zaklęciem ubraliśmy już choinkę (zdjęcie powyżej). Ustawiliśmy ją na ściance meblowej a obok postawiliśmy prezenty od Pani Krainy które przyszły poczta. Swoją drogą szalona to kobieta, prosiłam ją by mi kupiła hurtem kilka kartek angielskich świątecznych, zestawy po dwa trzy funty (wybrałam kilka i okazało się, że kartek mam na kolejne 7 lat :P) a ona mi nie dość, że wysłała prezenty (jeszcze nie rozpakowane bo Zaklęcie powiedział, że na święta odpakujemy) to jeszcze kupiła mi moje ukochane Mikado... paczek z 15ście. Szalona kobieta :P
Trochę się obawiałam co mój kot na choinkę. Ale Miziak tylko wlazła na górę popatrzyła.
- No spoko nawet znośnie Wam to wygląda. Można tak zostawić, tylko jedna.. jedyna rzecz tu nie pasuje.
- Co takiego?
- No ta babka w kształcie muffinki. Mówię Ci ona lepiej wygląda na podłodze, o tak. Uwierz mi ja się na tym znam, mam doktorat z dekoracji :P
Po czym zrzuciła bąbkę stojącą na podłogę. Na całe szczęście wszystkie bombki są plastikowe ^^
Ah no i jeszcze się nie mogę zdecydować który kalendarz drukować ;-) Poradźcie :)
poziomy
czy pionowy?
środa, 5 grudnia 2018
Taka sytuacja.
Dnia kolejnego, któraś z rzędu ranka. Pół śpiąca jeszcze o godzinie 10tej otwieram kolejny karton. Wyciągam leki na biurko i nagle olśnienie, że nie ma papieru. Ani kawałka nawet. No nic! Zero w tyłka leki się wziąwszy.
Jak zwykle do Pani E rzuciłam się po pomoc, coby swoją magiczną rączką po numerze plomby kierowce mi znalazła, co to ja go będę musiała przekabacić coby mi łaskawie znalazł ten druk. Po odprawieniu czarów rączkami Pani E. okazało się, że nie kierowca, a kierownica, a raczej pani kierowiec.
No to łapię za słuchawkę, uradowana, bo z kobietą pewnie się łatwiej dogadam (zważywszy na to, ze ostatnio panowie kierowcy straszliwie mnie irytują obietnicami pomocy i nie wywiązywaniem się z nich). Dryyyyyń. Sygnał, jeden, drugi, trzeci....
- Słucham - odzywa się męski głos.
Ja skonsternowana, bo przecież z kobietą miałam rozmawiać. Pierwsze, co mi przyszło na myśl to, że to jakiś jej facet czy coś.
- A przepraszam, a mogę z panią Ewa?
- No nie bardzo.
- A kiedy będzie można? - wciąż w szoku lekkim.
- A może wypadałoby się najpierw przedstawić?
No fakt, z tego szoku zupełnie zapomniałam zwyczajowej formułki. Powiedziałam więc skąd dzwonie, pominąwszy własne nazwisko, bo sam mi się nie przedstawił i widzę od wejścia, że wrogo nastawiony.
Z dalszej rozmowy wywnioskowałam, że pan jest szefem pani kierowiec, albo nie wiem kim, ale kimś rozporządzającym owa osobą do której dostępu mi bronił. Pozostawiłam więc na jego barkach problem znalezienia druku, albo chociaż apteki z plomby numer podany i zobowiązałam go do wysłania mi maila.
Pół godziny później z tej samej palety otwieram kolejne pudło. W środku Vibowit i... druki mi brakujące 12 pudełek wcześniej. Druku na Vibowit brak.
Kurtyna.
Bis.
Postanowiłam po drukach odnalezionych zlokalizować aptekę do której ów Vibowit na pewno należy.
Jak zwykle do Pani E rzuciłam się po pomoc, coby swoją magiczną rączką po numerze plomby kierowce mi znalazła, co to ja go będę musiała przekabacić coby mi łaskawie znalazł ten druk. Po odprawieniu czarów rączkami Pani E. okazało się, że nie kierowca, a kierownica, a raczej pani kierowiec.
No to łapię za słuchawkę, uradowana, bo z kobietą pewnie się łatwiej dogadam (zważywszy na to, ze ostatnio panowie kierowcy straszliwie mnie irytują obietnicami pomocy i nie wywiązywaniem się z nich). Dryyyyyń. Sygnał, jeden, drugi, trzeci....
- Słucham - odzywa się męski głos.
Ja skonsternowana, bo przecież z kobietą miałam rozmawiać. Pierwsze, co mi przyszło na myśl to, że to jakiś jej facet czy coś.
- A przepraszam, a mogę z panią Ewa?
- No nie bardzo.
- A kiedy będzie można? - wciąż w szoku lekkim.
- A może wypadałoby się najpierw przedstawić?
No fakt, z tego szoku zupełnie zapomniałam zwyczajowej formułki. Powiedziałam więc skąd dzwonie, pominąwszy własne nazwisko, bo sam mi się nie przedstawił i widzę od wejścia, że wrogo nastawiony.
Z dalszej rozmowy wywnioskowałam, że pan jest szefem pani kierowiec, albo nie wiem kim, ale kimś rozporządzającym owa osobą do której dostępu mi bronił. Pozostawiłam więc na jego barkach problem znalezienia druku, albo chociaż apteki z plomby numer podany i zobowiązałam go do wysłania mi maila.
Pół godziny później z tej samej palety otwieram kolejne pudło. W środku Vibowit i... druki mi brakujące 12 pudełek wcześniej. Druku na Vibowit brak.
Kurtyna.
Bis.
Postanowiłam po drukach odnalezionych zlokalizować aptekę do której ów Vibowit na pewno należy.
sobota, 1 grudnia 2018
O kolorkach stylizacjach i drogiej zachciance i testach :P
Jakiś czas temu wspominałam Wam, że jako baba problemu nie miałam to sobie go zrobiłam w postaci zachcianki na hybrydy. Domowej roboty ofc, bo przecież ja nie cierpię płacić za coś, co mogę zrobić sama. W tym temacie jestem jak Anita Blake - staram się nie prosić kogoś o zrobienie czegoś, czego sama nie mogłabym zrobić :P
W związku z powyższym oczywiście z tematem się zaznajomiłam, a problem przerodził się w szukanie rozwiązań. I tak oto temat ucichł, ponieważ postanowiłam pierw przetestować swoją zachciankę i oczywiście wszystko udokumentować :P (tak wiem, nadgorliwość gorsza od faszyzmu ^^) .
A zatem na początku listopada stałam się szczęśliwą posiadaczką zestawu startowego z firmy NeoNail, kosztującego bagatela ponad 2 setki, ale czego się nie robi dla piękna (nie, żebym wcześniej jakoś nie raczyła nigdy chodzić na paznokcie do kosmetyczki, ale jak wspominałam przy ostatnim marudzeniu o ubraniach (a może nie) - kobieta mi się włączyła)
Zestaw przyszedł bardzo szybko, a ja uzbrojona w filmiki i wszelaka wiedzę od wujka google zabrałam się do dzieła. Zajęło mi to ze dwie godziny. Wybrałam zielone kocie oko (to taki lakier którego drobinki zbierane są przez magnes i mają w zamiarze tworzyć efekt kociego oka 3D), zupełnie nie przygotowana (znów przyżydziłam na magnes za 15 zł :P) więc w ruch poszedł najzwyklejszy magnes z lodówki (pamiątka z Krakowa)
W związku z powyższym oczywiście z tematem się zaznajomiłam, a problem przerodził się w szukanie rozwiązań. I tak oto temat ucichł, ponieważ postanowiłam pierw przetestować swoją zachciankę i oczywiście wszystko udokumentować :P (tak wiem, nadgorliwość gorsza od faszyzmu ^^) .
A zatem na początku listopada stałam się szczęśliwą posiadaczką zestawu startowego z firmy NeoNail, kosztującego bagatela ponad 2 setki, ale czego się nie robi dla piękna (nie, żebym wcześniej jakoś nie raczyła nigdy chodzić na paznokcie do kosmetyczki, ale jak wspominałam przy ostatnim marudzeniu o ubraniach (a może nie) - kobieta mi się włączyła)
Zestaw przyszedł bardzo szybko, a ja uzbrojona w filmiki i wszelaka wiedzę od wujka google zabrałam się do dzieła. Zajęło mi to ze dwie godziny. Wybrałam zielone kocie oko (to taki lakier którego drobinki zbierane są przez magnes i mają w zamiarze tworzyć efekt kociego oka 3D), zupełnie nie przygotowana (znów przyżydziłam na magnes za 15 zł :P) więc w ruch poszedł najzwyklejszy magnes z lodówki (pamiątka z Krakowa)
Najpierw należało wypiłowac pazurki i lekko je zmatowić, co tez uczyniłam.
Potem nałożyć bazę utwardzić, kolor, utwardzić i zaś kolor i utwardzić (same wiecie) trwało to koszmarnie długo ze względu na pożyczony z lodówki magnes :P
A taki oto efekt uzyskałam
I tak wiem, niedomalowane pod skórki :P
Testowałam te hybrydki dość ekstremalnie tzn myjąc gary, sprzątając i generalnie pracując (grzebiąc się między kartonami). Po kilku dniach odpadł mi kawałek na palcu wskazującym lewej reki,, ale go naprawiłam, dopiero potem dowiedziałam się, iż powinnam top trzymać aż minutę pod lampą a nie 30 sekund. Tak czyniłam z ręką prawą, własnie dla testu. Z ręki prawej odpadł mi mały kawałeczek po prawie dwóch tygodniach. Po prawie dwóch tygodniach miałam też zaczapiste odrosty, ale twardo trzymałam się do weekendu (pierwsze hybrydy robiłam czwartkowym wieczorem) coby spokojnie móc się wszystkim zająć. A więc w piątek, czyli po 15 dniach moje pazurki wyglądały:
Toteż ponownie uzbrojona w wiedzę od wujka Google zabrałam się za ich ściąganie. Zmatowienie lakieru to było dla mnie coś nowego. W małych palcach nawet się dotarłam do płytki paznokcia, ale nie na tyle by zrobić sobie krzywdę. Potem już tylko należało przytulić się do acetonu (tudziez zwykłego lakieru z acetonem za 1,50 w szklanej buteleczce, działa tak samo - testowałam), owinąć paluszki jak kuraka do piekarnika i włączyć coś do oglądania na 15 min.
Zdrapywanie drewnianym patyczkiem poszło całkiem gładko, choć wyglądały koszmarnie dopóki ich nie umyłam :P Skróciłam je (bo okazało się, że mam dwa rozdwojone, zapewne ostatnim razem nie zadbałam o nie należycie) i dałam im pooddychać do dzisiejszego popołudnia.
Zresztą wyglądały lepiej niż się spodziewałam!
Na koniec postanowiłam się zabawić (nie mogąc się, jak to kobieta zdecydować co właściwie chce) i zabawa ta zajęła mi sporo koło dwóch godzin. Niestety chciałam być bardzo dokładna i pozalewałam nieco skórki, więc nie wróżę im aż dwóch tygodni. Ale to nic, bo już mam pomysł na następną stylizację. A póki co wygląda to tak:
Subskrybuj:
Posty (Atom)















