poniedziałek, 28 listopada 2016

Bo pierwsze razy istnieją zawsze

Wycofaliśmy, ledwie to poczułam, lekkim kołysaniem. Ciasno było, ale co się dziwić. Upchałam plecak z laptopem między nogami i zapatrzyłam się w małe okienko. Start był, jak jazda na kolejce górskiej. Wyrwał mi się krzyk, sama nie wiem czy zachwytu czy przerażenie. Zatkane uszy, o których ostrzegała Wiedźma Rodzicielka nie były jakimś wielkim albo długotrwałym problemem.

Spać jednak się nie dało. Samoloty to jednak hałaśliwe bestie. Ludzie w samolotach też hałaśliwe.

Kiedy już pod skrzydłami pojawiły się światła miasta nie mogłam oderwać wzroku. W głowie jedna myśl, wyciskająca słone łzy na policzki JESTEM W DOMU.

Koty Wiedźmy Rodzicielki niespecjalnie zadowolone są, że ciągle je przytulam, ale co tu dużo gadać, stęskniłam się. Pół niedzieli spędziłam na kolorowankach starając się jakoś zamaskować przerażenie samodzielnego powrotu.

Panika znów wkradła się w moje myśli, mimo, że podobno mam pierw odpocząć, ona odpocząć mi nie chce dać. A jak nie znajdę pracy, a jak sobie nie poradzę, a jak skończą się pieniądze a nawet nie mam samochodu (moją ukochaną KAtkę oddać musiałam za śmieszną cenę 100 funtów... poryczałam się za samochodem, dacie wiarę?).

Staram się zająć czymś myśli w związku z czym robię dosłownie wszystko co się da. Średnio to pomaga, ale podobno potrzebny jest czas. Niestety z panem Czasem chyba ostatnio jestem pokłócona bo ni jak mi nie pomaga...

Słyszę:
Czas dla siebie
Odpocznij
Poukładaj sobie w głowie
Daj czas sobie i Krótkiemu (który notabene dziś ma pierwszą sesję terapeutyczną)
Kot
Mieszkanie
Poradzisz sobie
Znajdziesz pracę
Daj czas

Czas
Czas
Czas...

A wewnątrz mnie coś krzyczy silnie i szarpie....
Bo nie umiem okiełznać emocji i nie wiem co mam zrobić z własną głową i sercem...

wtorek, 22 listopada 2016

Kolorystycznie antystresowo?

Spraw załatwianie, nawet jak ma się plan, bywa czasami chaotyczne. Wiedźma Rodzicielka mawia, że jak chcesz rozbawić boga, powiedz mu o swoich planach. Coś w tym definitywnie jest.

Czas, który pozostał mi w UK staram się wykorzystać do maximów. Co znaczy, że uczę się do nowego kursu, by zdobyć pracę w Polsce, odprawiam się na lot zamówiony miesiąc temu (przepłacony mocno bo spóźniłam się jeden dzień ;/), próbuję sprzedać samochód i .. nie udaje mi się to.

Katunia moja najcudowniejsza, srebrne dziecię na własnej.. karcie bankowej wychowane, z wymienionym, półtorarocznym sprzęgłem, naprawionym światłem na desce rozdzielczej wymienionymi światłami i zaspawaną podłogą nie jest warta nawet połowy tego co za nią zapłaciłam, nie licząc tego co w nią włożyła. Ba nie jest warta nawet ćwierci ani jednej ósmej pieniędzy w nią włożonych. Za to jest i to bardzo... stara. Przejechałam dziś chyba z osiem komisów z czego w siedmiu powiedzieli mi, że jest za stara by ją brać. Serio? Autko ma 11 lat...

W związku z powyższym, jak również tym, że Krótki solennie obiecał zmiany, do parę dni dobija się do mnie z "kocham nad życie i na zawsze" jak również dobija się do Szwagrzycy, pisząc do niej listy miłosne do mnie, wiedząc zapewne, że one do mnie trafią, zwyczajnie wysiada mi psychika. Powoli wysiada mi też siła woli i zaczynam wierzyć Krótkiemu, że naprawdę, naprawdę kocha tak bardzo, że się zmieni.

Stop, mówi Pani Krainy i pod nos podkłada mi ... kolorowanki. Kolorowanki antystresowe, żeby było śmiesznie. Więc wzięłam te kredki i drugi dzień z rzędu koloruje co popadnie, żeby myśli zajęte były tylko i wyłącznie nie wychodzeniem za linię.

I wiecie co?

To działa.. dopóki kredki jeżdżą po papierze, do bólu ręki, a umysł zajmuje się łączeniem kolorów. Działa dopóki to robisz, dopóki widzisz te małe fragmenty i efekt jakie one dają..

.. a potem.. myśli wracają...

Sądzę, że te trzy kolorowanki które kupiłam wczoraj szybko zostaną zapełnione..


czwartek, 17 listopada 2016

Dzień pod dniu

Mijają dni, których staram się nie liczyć. Całą swoją energię próbuje przekierować na sprawy bieżące.

Pierw humor mi zepsuł bank, bo okazało się, że jeśli pragnę wypisać się ze wspólnego konta muszę z Krótkim stawić się na spotkanie. Dopiero jak wyznałam, że będzie rozwód i że wyjeżdżam, gdzieś w zakamarkach papierologii znalazła się forma, która nie wymaga naszej obecności, Wypisałam swoją część i wczoraj wysłałam do niego. Powiedział, że nie będzie mi robił z tym problemów. Cóż, pozostaje mi trzymać za słowo.

Powiedział również, że bierze antydepresanty, że idzie na terapię, co mnie osobiście dobiło maksymalnie i pękł mój łańcuszek dni bez płaczu, który i tak póki co składał się z całego jednego dnia...

Od wczoraj usiłuje sprzedać moje srebrne dziecię. Wydałam niebotyczną sumę dwunastu funtów na wypucowanie mojej KA-chan i wystawiłam ją za śmieszną cenę 350 funtów do negocjacji. Sama kupiłam ją za jakieś 1200 trzy lata temu, ale cóż. niestety wartości aut spadają wraz z wiekiem a moje dziecię ma już jedenaście lat. Mam nadzieję, że ktoś się nią zaopiekuję, bo wiem, że będzie mi jej brakować. Przywiązałam się, co tu dużo gadać, w końcu to moje pierwsze auto.

Jako, że moje nowe mieszkanko cud, miód i orzeszki po remoncie, ma nawet w zestawie meble, pozostaje mi dokupić tylko rzeczy użytku codziennego. I tak w tej kwestii wychodzi na jaw mój brak cierpliwości, bo zamiast kupować plastikowe łyżki do gotowania w Wilko, powinnam zerknąć co do zaoferowania ma amazon. Gdybym to zrobiła bogatsza bym była o piękny sylikonowy zestaw kuchenny, do tego czerwony, ale nie, ja musiałam już. Nie wiedzieć czemu, zaprzątnięta myślami kupiłam aż trzy duże deski do krojenia, zamiast trzech w różnych wielkościach. do tego kilka innych drobiazgów które są ledwie wierzchołkiem góry lodowej.

Ogólnie plan był taki, by zaopatrzyć się w rzeczy codziennego użytku w UK po czym wysłać je do polski firmą przeprowadzkową. Pierwsi znalezieni w necie usługodawcy wywalili z dupy cenę 270 funtów. Potem było już gorzej. Ostatni pan, który początkowo wydawał mi się dość ułożony i konkretny wycenił przewóz rzeczy, które upchnęłam w fordzie KA na 1250 euro. Podziękowałam ładnie i z ciężkim sercem postanowiłam wysłać swoje dobra kurierem. Przeraża mnie fakt, że w związku z tym będę musiała wyplątać z komputera obie moje karty graficzne i dysk, co poleci ze mną samolotem. Zgroza.

Najbardziej z UK będzie mi chyba brakować charity (są to sklepy z używanymi rzeczami , głownie odzieżą, z których dochód idzie na cele charytatywne.). Moja tradycja i pasja wyszukiwania spódnic i bluzek w owych niestety będzie musiała zostać w kraju wyspiarskim.

Póki co staram się jakoś trzymać i nie zważać na jego listy i prośby, na jego mocne postanowienie poprawy i długi oraz bolesny rachunek sumienia. Próbuje się skupić na rzeczach w tej chwili do zrobienia i załatwienia, wczoraj był kolejny dzień bez płaczu. Yay, brawo ja. Oby tak dalej...

niedziela, 13 listopada 2016

Najciężej

Najciężej chyba czytać jego prośby i obietnice. Zdaje sobie sprawę, że zostawiłam go w wielkim szoku i bólu. Zdaje sobie sprawę, że złamałam mu serce. Jednak to już był ten moment, kiedy wybór był zbyt prosty i zbyt bolesny, by go nie podejmować.

Wiem, że zajmie mu trochę by się uspokoić i przyzwyczaić do tego, że mnie nie ma.

Twierdzi, ze teraz rozumie, teraz wie, jak się czułam. Mówi, że zawinił ignorancją i niewiedzą. Proponuje terapię i prosi o spotkanie. Uważa się za potwora i obwinia się za wszystko.

Najciężej jest nie odpisywać mu... bo jestem osobą, która pragnie pomagać, pragnie niwelować krzywdy, a nie je tworzyć. Część mnie chce wrócić, chce posłać nas na terapię, chce spróbować ten ostatni raz i zobaczyć, czy on faktycznie jest w stanie zmienić się dla mnie. Część mnie tęskni i chyba nadal trochę kocha...

Jednak druga część mnie nakazuje mi przestać. Nakazuje spojrzeć ku przyszłości i ku przeszłości. Przypomina co robił, jak się zachował, jak kurwował i jak jego zabawki były najważniejsze. I to, że nie ma racji. Nie zawinił niewiedzą, jedynie ignorancją. Rozmawiałam z nim wiele razy, prosiłam by się tak nie odnosił, że mnie to boli... prosiłam, płakałam, błagałam.. jedynie widział to jak on się czuję.. pisałam listy, a nawet zebrałam się na odwagę i zaproponowałam terapię... ze łzami w oczach. Odmówił (twierdzi, że nie wiedział, że nie sądził, że to tak poważne, bo przecież jak się komuś proponuje wspólną terapię to nie jest poważne, czyż nie?).

Najciężej jest czytać, że on nie zauważał tego jak się do mnie odnosił, że był ślepy, że powinien wiedzieć, że robi mi krzywdę. Tak powinien..

Wina leży po obu stronach. Bo też i ja zawiniłam pozwalając mu na to wszystko, cofając się przed nim, korząc i ulegając. I myślę o przyszłości jaką mogłabym mieć z nim, o tym, że nie chcę mieć dzieci a on pragnie "przedłużenia rodu" o tym, że jestem czasem infantylna, emocjonalnie głośna, niezdarna i czasami po prostu mam ochotę robić coś na odpierdol, albo się powygłupiać, pośpiewać, potańczyć... Myślę, że nawet jakby poszedł na tą terapię, to nie spodobałoby mu się jaka jest swobodna Vill.. bo Vill już od bardzo bardzo dawna przy nim swobodna nie była. Myślę, że uznałby, że jestem już całkiem inną osobą.. A ja po prostu wracam powoli do bycia sobą. Tą nie stłamszoną, tą wesołą głośną infantylną wariatką pełną wiary w uśmiech.

Tak więc najciężej jest czytać jego prośby i nie reagować. Ale wiem, ze muszę to przetrwać, że to zaprowadzi mnie do lepszej przyszłości do MOJEJ przyszłości. Do mojego domu i moich zasad i mojego szczęścia, gdzie nie będę musiała ustępować na każdym kroku, bo komuś się coś nie podoba...

sobota, 12 listopada 2016

Koniec

Rano wyszedł do pracy, przytuliłam go i życzyłam miłego dnia...

Dziesięć minut później przyjechała Jo mi pomóc. Spakowałyśmy mnie w godzinę z kawałkiem.

Kilka godzin później byłam już na miejscu.

Bitwa w moim wnętrzu nadal trwa.
Ledwo trzymam się na nogach...

On.. prosi... przeprasza... obiecuje terapię...

Ja.. płaczę, bo choć bardzo bym chciała, nie umiem uwierzyć... nie umiem ...

czwartek, 10 listopada 2016

Bitwa

Horyzont rozpościerał się jasnym, bezchmurnym niebem. Wiał lekki wiatr, jakby cała okolica dawała znać, że wyczekuje tego, co ma nastąpić. Patrzyła w niebo przez chwile. Błękit kończył się, a może zaczynał czernią. Przekrzywiła głowę.

Błyszczały wypolerowane jak lustra. Jakby spędzili miliony godzin przed bitwą, by nadać im blask chwały jeszcze przed zwycięstwem, które na pewno przeczuwali. Miliony jej odbić patrzyły z lekkim lękiem na nią samą. Czarne miecze i łuki na ich plecach dodawały tylko elegancji, jak obudowy flagowych smartphonów. Uśmiechnęła się na te myśl. Miliony uśmiechów dodało jej otuchy. Powiodła wzrokiem dalej i ujrzała Jego. Starcza w szacie, z twarzą skrytą pod kapturem, wyciągał ku niej kościsty palec obleczony biała niemal skórą, a zakończony długim, czarnym, zakrzywionym szponem - Pan Murów.

- Jesteś sama - powiedział, stojąc za swoją armią.

Przekrzywiła jedynie głowę w zaciekawieniu. Na sobie miała wygodne skórzane spodnie, wysokie buty z cholewami, tunikę przepasaną pasem i krótką skórzaną kurtkę. Znad ramion wystawały jej dwie rękojeści średnich mieczy, włosy miała związane w koński ogon. Wiatr zabawił się czerwienią jej kosmyków w milionach odbić czarnych zbroi.

- Nie, nie sama - odparła.

Niebo rozdarł ryk czarnego smoka, który rzucił cień na rycerzy czarnej armii. Vill uśmiechnęła się pod nosem, kiedy obok niej pojawił się białowłosy Znaczek, z drugiej strony stanęła Molly, elektryczność otaczała ją całkowicie ujarzmiona. Przybycie Wiedźmy Rodzicielki oznajmiły dwa miauknięcia czarnych kotów. Brązowe włosy Pani Krainy rozwiał wiatr, kiedy zjawiła się wraz ze swoimi wilkami. Jej zielone oczy jarzyły się ekscytacją. Armia Znaczka pojawiła się za nimi, niczym wyłoniona z mgły, której przecież nie było. Smok na niebie zatoczył koło i ryknął raz jeszcze.

Vill wyszczerzyła kły.

- Nie sama - powiedziała.

Zagrzmiało, niebo pociemniało.

Dwie armie ruszyły do ataku!

Chappell Music - Great Ambition (Epic)

poniedziałek, 7 listopada 2016

A działo się cz 14 - Księżniczka

Księżniczka to typ kobiety rządzącej. Taka damska wersja Krótkiego. Kiedy ma zły humor wszystkim na około się obrywa. No, wszystkim, którzy są niżsi rangą, czyli generalnie wszystkim poza szefostwem.

Bo Księżniczka wszystko wie.
Bo Księżniczka na wszystkim się zna.
Bo Księżniczka ma zawsze racje.
Bo Księżniczka ma prawo się stresować.

Zdarzyło się, iż Księżniczka w przypływie dobrego humor ostrzegła lojalnie, że może powarkiwać, bo przecież córkę lat czternaście do polski puszcza samolotem, samą. Nerwy mogą ją zeżryć, a że Wy za to oberwiecie to już inna broszka.

Zdarzyło się także, iż największy z klientów fabrycznego kurnika, jak zwykle potrzebował zamówienie, jak zwykle duże, jak zwykle na wczoraj. Jak zwykle w 9 godzinach trza było zmieścić trzy doby.

Księżniczka na maszynie mrożącej od rana latała jak szalona, jakby miała mrówki w gaciach. Vill raz jej niechcący stanęła na drodze.

- Vill, kurwa rusz się, pot mi się po dupie leje, nie mam czasu!

Odsunęła się zatem grzecznie. Dnia poprzedniego z powodu właśnie tego klienta została w pracy aż do siódmej. Tegoż dnia Biurokrata poprosił ją, by zapakowała ostatnie 20 sztuk. Uczyniła to więc.

W tej felernej chwili Księżniczka wpadła do pokoju.

- Po chuj to kurwa robisz? - wydarła się - tamto ci kazałam robić, to cie powinno chuj obchodzić.

Pękło coś w Vill tego dnia. A może terapia w końcu zaczęła skutki przynosić. Dość wiedzieć, że nerw ją wziął i słusznym okoniem stanęła do Księżniczki.

- Chciał bym mu to kurwa zapakowała, to mu pakuje tak?!

Księżniczka słowa nie powiedziała. Wyszła. za to Vill usiadła do swojej pracy, lekko oszołomiona cała sytuacja.

- Przysięgam ci Jo - powiedziała - jak bogackiego się z nią dziś pokłócę.
- Co? - zapytała Jo, bo maszynka do drilowania jej halasowała.
- Nic - odparła Vill, widząc, że Księżna znów nadchodzi.
- Co?
- Nic!
- Musisz poczekać aż wyjdę - powiedziała Księżna.
- No - odparła Vill zerkając na Księżniczkę, tak zwyczajnie zgodnie z prawdą.

Po dwóch i pół godzinie Księżniczka wróciła spokojna, radosna jak skowronek i wesolutka. Co się stało w jej jej blond łepetynie do dziś nie wie nikt.

piątek, 4 listopada 2016

A działo się cz 13 - Odzywki

- Chcesz pepsi do obiadu? - zapytała Krótkiego.
- Znowu poisz mnie pepsi? Chcesz mnie utuczyć?
- Pepsi kupiłam dla siebie, ciebie częstuje z grzeczności - powiedziała zagniewana nieco.
- Też nie powinnaś tego pić, dupa ci od tego rośnie.
- Przeszkadza ci to?
- Tak.

Ręce jej opadły, nie powiedziała nic więcej. Cała butelkę pepsi, dwa litry wypił sam, ona nie dotknęła, wyrzuciła wszystkie słodycze, poczuła się jak gówno... "dupa ci rośnie" dźwięczało jej w głowie.

_________________

Ruszanie z trzeciego biegu nigdy nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza jak ma się takiego Krótkiego koło siebie.

- Co Ty kurwa robisz, ja pierdole, myślisz chociaż?

_________________

Nalał sobie pepsi do butelki na napoje w drodze, poszedł do łazienki, a pepsi buzowała sobie w najlepsze. Ona nie powiedziała nic, bo po tekście o rosnącym dupsku, nie miala ochoty się odzywać. Wrócił więc zagniewany że mu się wylewa.

- Pomóż mi kobieto! - rzucił rozkaz.

Zerwała sie wiec z kanapy i przyniosła mu ścierkę.

- Papier przynieś (w domyśle ręcznik kuchenny)!
- Nie ma! - podniosłą głos zdenerwowana.
- Nie drzyj na mnie kurwa ryja!

Niedowierzanie jakie malowało się na jej twarzy zapewne nie zrobiło na nim wrażenia.

- Wiesz co, spadaj - powiedział - na drzewo najlepiej.

__________________

- Kochanie - zagaiła, już prawie zrobiła zupę ogórkowa - nie ma śmietany.
- Nie pojadę teraz. Albo będzie bez albo zabiel zabielaczem.
- Do kawy? - zapytała zaskoczona - nie, do herbaty - odburknął.
- Więc będzie bez - odparła, zaczęła przygotowywać stół. Sos sojowy dla niego, magi dla niej, pieprz sól...
- O co ci znowu chodzi, czego się zachowujesz jak głupie dziecko?! - wrzasnął ni stąd ni zowąd, najwyraźniej za głośno postawiła solniczkę i pieprzniczkę, bo nie mogła zrozumieć o co mu chodzi.. że niby ona robi problem bo nie ma śmietany, co?

__________________

Obudziła się w środku nocy głodna jak wilk. Po kilkunastu minutach poświęconych na bezskuteczne próby zaśnięcia poszła do toalety. W żołądku kiszki zrobiły sobie niezły koncert. Uznała, że nie zaśnie. Wstała udała się do maleńkiej kuchni i sięgnęła do lodówki po kabanosy.

- Co ty robisz? - zapytał Krótki.
- Głodna jestem.
- Czy ty rąbnięta jesteś? Kabanosy w środku nocy jeść? O tej porze się śpi, a nie je kabanosy.

Od tej pory zapychała się wodą, jeśli w środku nocy obudził ją głód.. wszak nie chciała być rąbnięta...

___________________

Nie cierpiała kiedy do niej kurwował.. kiedy miał pretensje o byle co. Kiedy próbował wmówić jej, że sobie coś wmawiała. Nienawidziła tych chwil... chwil, które po śmierci teścia stały się coraz częstsze, wręcz codzienne..

środa, 2 listopada 2016

A działo się cz 12 - Konto bankowe

Tego już było jej za wiele. Poczuła się oszukana i na domiar tego niezbyt bezpieczna finansowo. Bo skoro wydał pieniądze po tacie, to co go powstrzyma przed wydaniem ich oszczędności?

Po kilku dniach namysłu utworzyła osobne konto bankowe. Uznała, że skoro i tak wszystko jest na niego, to ona mu będzie wysyłać część swojej wypłaty, ale połowę ich oszczędności weźmie do siebie.

Chorobliwie uczciwa z niej jednak dziewczyna...

Był wtedy długi weekend. Przez całe cztery dni tulił się i uśmiechał, głaskał i nawet obejrzeli film. Ona zaś przez całe cztery dni zastanawiała się jak mu powiedzieć. Bolał ją żołądek z nerwów, bo przecież się wścieknie, bo przecież to wbrew temu co on sobie postanowił.. Ale powiedzieć trzeba, ślubowała uczciwość małżeńską..

- Założyłam osobne konto - powiedziała drżącym głosem.
- A kiedy się rozwodzimy ? - zapytał krótki.
- Za tydzień - odparła, myśląc, że gładko poszło, że żartował.

Jakże się myliła,,,

On poczuł się zdradzony. No bo jak ona może mu nie ufać? Dlaczego? Co on takiego zrobił, przecież nie ruszył ich wspólnych pieniędzy. Jak ona mogła tak postąpić. To co? Nie ufa mu teraz? To może od razu powinien się wyprowadzić? Ależ proszę, niech ona to zrobi, ale niech weźmie także konsekwencje na siebie, niech przekieruje część obciążeń konta na swoje. Proszę bardzo skoro tak bardzo mu nie ufa. On się najlepiej wyprowadzi, bo już ma wszystkiego dość.

Potem oczywiście zagrał najgorszą kartką, taką, którą wiedział, że ją zrani.

- I co na podłodze będziesz spać? - zapytała przez łzy.
- A po co masz spać w jednym łóżku z kimś komu nie ufasz?
- No dobra, nic nie zrobię! - skapitulowała.

Spał na podłodze przez tydzień czasu, potem na łóżku, ale nogami przy jej głowie. Kara przecież musi być. Nieposłuszna żona śmiała mężowi nie ufać!