Jakiś czas temu o
[TU], pisałam Wam o mojej „przygodzie” z uczuleniem na hybrydy.
Od tego czasu temat trochę ucichł, bo czasu pisać nie miałam
jakoś i niekiedy chęci i w ogóle sorry for it.
Anyway.
Patrząc na
poprzedni w tej tematyce wpis, mała aktualizacja: pozbyłam się
wszelkiego NeoNaila, wszelkiej Claresy, a także Rosalind i Venalisy,
więcej nie wrócę.
Aktualizacja nr 2:
testy skórne z lakierów to była głupota.
Aktualizacja nr 3: w
międzyczasie udało mi się dostać do dermatologa i zostały mi
zrobione testy płatkowe. Okazało się, że uczulenie jest na NIKIEL
(no nie domyśliłabym się, aczkolwiek tego, że jest w pomidorach,
kukurydzy czy szpinaku już bym się nie domyśliła), TIURAMY
(składniki gumy, żeby była bardziej elastyczna) oraz ZŁOTO
POLLADOWE.
Reasumując, jeśli
chodzi o lakiery hybrydowe nic mi z tego nie wynika, bo za grzyb w
składach tychże lakierów nie widzę tego typu rzeczy, ale ja tam
nie widzę żadnych rzeczy bo nie rozumiem co tam jest ponapisywane
:P (ale podobno akurat tiuramy w lakierach lubią się znajdować)
Tak czy owak w
międzyczasie przeszłam detox paznokciowy i pozbyłam się całej
swojej kolekcji, co za tym idzie musiałam zacząć wszystko od
początku. Ech…
Na pierwszy ogień
więc poszły zachwalane wszem i wobec lakiery firmy Kabos (seria
Gelike) kupiłam bazę, top, kolor i ich cudowny Magic Oil i już
około sierpnia zdecydowałam się na pierwszą próbę.
Ku mej uciesze
okazało się, że nie uczulają! (hurra) ale także ku mej rozpaczy,
że za długo się nie trzymają. Nie wiem zresztą od czego to
zależy, bo pamiętam, że pierwszy set trzymał mi się całe dwa
tygodnie (poza tym to się ściąga zmywaczem bez acetonowym no
bajka!), a potem już były odpryski, choć dam sobie rękę uciąć,
że robiłam wszystko tak samo. Idąc więc za radami dziewczyn z
grupy zakupiłam proszek akrylowy. Pomogło na pierwsze dwa sety,
potem znów odpryski, więc sięgnęłam po bonder od Kabosa (w
międzyczasie moja kolekcja się rozrastała) i tu również pomogło
wydłużyć manicure o cały jeden dzień. Dodam, że wtedy już
trzymały się jedynie 5-7 dni…
Lekko podkurwiona w
październiku sięgnęłam po firmę Constance Caroll, czaiłam się
na nich już od kwietnia, ale obiecałam sobie, że najpierw Kabos.
Oh, jakaż była moja radość gdy CC utrzymało się z proszkiem
akrylowym bite dwa tygodnie bez najmniejszego nawet odprysku (Tylko
top mi się porysował. Na zdjęciu pierwsze trzy, te z ciemnym
fioletem). To była moja pierwsza i na razie ostatnia próba z CC
(dodam, że również nie uczuliło), bo od tamtej pory usilnie
próbowałam ogarnąć o co chodzi Kabosowi i …
… nie dowiedziałam
się absolutnie nic.
W związku z
powyższym podkuszona sukcesem CC oraz Black Friday postanowiłam
zakupić lakier w promocji z firmy Comsetic Zone. Niestety tam muszą
być jakieś tiuramy albo co, bo uczulenie mi wylazło. Na szczęście
bardzo obserwowałam i już na najmniejsze oznaki postanowiła zdjąć
lakier. Żałuje bardzo bo CZ ma naprawdę najpiękniejsze zielenie
jakie widziałam na oczy… Dwa tygodnie przerwy pozwoliło mi
zaobserwować, że moje pazury zrobiły się miękkie i to mnie
normalnie załamało.
Na święta zrobiłam
sobie kolor z Kabosa bo bardzo chciałam go zobaczyć na sobie
(zdecydowanie lepiej wygląda na wzorniku), poszłam też wtedy za
radą jednej podolożki i postanowiłam zrobić pazury bez proszku
akrylowego.
Oj nie, w moim
przypadku to błąd, zwłaszcza gdy ma się, jak to ona określiła
po zdjęciu, przepiłowaną płytkę. Zdjęłam lakier już w
pierwszy dzień świąt rano (testując nową frezarkę) i teraz mam
góry i doliny, bo ślepa jestem i nie widzę gdzie kończy się
baza, a zaczyna naturalna płytka (choć możliwe jest, że bazę
nadal mam na paznokciach i te góry i doliny są właśnie w niej)
A zatem kolejna
przerwa i na maxa olejowanie wszelkimi możliwymi olejami (i chyba
zrobię kurację żelatyną, co polecała Lena).
Obecnie próbuje się
doszukać co po drodze robiłam źle przy ściąganiu hybryd, że
doprowadziłam się do takiego stanu ;/ A lakiery stoją i wyglądają.
Jak nie urok, kurwa,
to przemarsz wojsk..








