poniedziałek, 14 października 2019

Ta siła, której potrzebuje.

Kiedy czytam Fridę to zawsze robi mi się tak jakoś nieswojo. Jakby dziewczyna siedziała w mojej duszy i przeglądała ją jak dobrze znany album ze zdjęciami. Wtedy zawsze chce mi się być szczerszą z moim własnym pamiętnikiem. Wtedy znów chcę pisać mocniej, częściej, głębiej. Bo, chociaż się nie znamy i dzieli nas tysiące kilometrów, mam wrażenie, że czasem nasze odczucia są bliźniacze.

"Jesteś moją ulubioną siostrą" powiedział mi Nekuś już niejednokrotnie. Jestem jego jedyną siostrą. Nie jesteśmy jednak ze sobą w żaden sposób spokrewnieni. Jestem jego siłą, podczas gdy nie mam własnej. Jestem jego ciepłem, przytuleniem, dobrym słowem. Jestem jego "weź kilka głębokich oddechów" gdy płacze mi do słuchawki. Jestem tam przy nim, chociaż fizycznie mnie nie ma. I za każdym razem zastanawiam się ile jeszcze wytrzymam. I wiem, że muszę jak najdłużej, bo on nie ma nikogo poza mną. I to tak bardzo boli, że nie umiem mu pomóc inaczej, jak po prostu będąc.

Nie jest ze mną dobrze. Brak mi siły by dbać o siebie. Znów przestałam liczyć te cholerne kalorie. Pewnie zaś przytyję, ale sensu w tym nie widzę. Nie widzę sensu w dbaniu o zdrowie, wpierdalaniu sałaty i pomidorów, piciu wody. Przecież w końcu i tak umrzemy.

Każda śmierć o której słyszę sprawia, że coraz mocniej myślę o własnej, o tym, że później jest wieczna ciemność, nieskończona nicość i brak przebudzenia. Po co się starać skoro później nic nas nie czeka?

Mnóstwo energii pochłania mi udawanie, że wszystko jest w porządku. Że tak naprawdę nie mam nawrotu, że jestem tylko zmęczona. Mnóstwo energii, której nie mam... Bo jak wytłumaczyć, że ta wesoła rzucająca żartami dziołcha która ze zwykłego wyjścia na dungeon potrafi zrobić wesoła historyjkę, nagle zrobiła się cicha, bo ma wrażenie, że cokolwiek powie jest to tak bardzo nie ważne jak śnieg w zeszłym roku. I wszystko jest sztuczne i grane jak w teatrze i nieprawdziwe i każdy uśmiech jest wyuczony. I każda odpowiedź "jestem zmęczona" jest kłamstwem i prawdą jednocześnie.

I męczy mnie praca, nie moja, lecz ludzie. I męczy mnie nowa, która za grosz nie umie logicznie myśleć. I męczy mnie stara, która kłapie jęzorem i czuje się przy niej zagrożona i męczy mnie Pani Kierownik, która nie życzy sobie by mówić do niej szefowo i krzywo na Ciebie patrzy, bo nie chcesz jechać na delegacje. I męczy mnie zdrowie i latanie po lekarzach i świadomość, że w końcu czeka mnie zabieg i męczy mnie strach przed nim.

I nie mam tej siły, której potrzebuję, a Znaczek pyta mnie czy nadal jest przyjacielem. A ja nie potrafię/nie chcę bo sensu nie widzę, wyjaśnić mu mojego postrzegania przyjaciela tak, żeby mi focha nie strzelił bo jego fochy też mnie męczą...

I chcę zniknąć.

I chcę być.

I chcę przestać

I chcę zacząć.

I nic z tego chcenia mi nie wychodzi...

środa, 9 października 2019

Stare Pamiętniki

Normalnie powodzi mi się, tak sobie pomyślałam. To już trzeci wyjazd do rodzinnego miasta w tym roku. Kiedy mieszkałam w UK to się nie zdarzało. Ale kiedy mieszkałam w UK to kosztowało dwa razy więcej. I było 4 razy dalej.  Jednak mimo, że bilety nie są tanie bo podróż w tą i z powrotem kosztuje bagatela 120 zł, to i tak nie jest tragicznie.

Tym razem pojechałam na urodziny do siostry Wiedźmy Rodzicielki, mojej ukochanej cioci Toć to Anioł Nie Kobiety.

(Szkoda Tylko, że ciocia nie ogarnęła, że laktoza jest nie tylko w mleku i porobiła same ciasta ze śmietanami :P Nie pojadłam nic a nic! )

Nocowałam w domu rodzinnym, czyli u Łojca. Jak zwykle kiedy tam jestem powoli zabieram wszystkie swoje rzeczy. Nie wiem dlaczego, może ma to związek z tym, że podświadomie czekam na moment kiedy znów się pokłócimy?

Anyway.

Pogrzebałam w swoich starych półkach, których większość zajmuje już kobita mojego Łojca, i wygrzebałam stare pamiętniki. No nie powiem niezłe to były historie, choć sposób pisania mocno dziecinny, no ale trudno się dziwić skoro czytałam zapiski z pół życia temu.

Liceum to był naprawdę aktywny czas dla mnie, aż dziwne, że miałam na to wszystko siłę. Ciągłe wyjścia, ciągła nauka, rozwód rodziców, koledzy, harcerze (sama nigdy nie dałam się namówić na bycie harcerką), trochę koleżanek i wieczna rozkmina czy temu albo owemu się podobam. Niby normalne problemy nastolatki, ale czy na pewno?

Dowiedziałam się przez to czytanie kilku rzeczy.

1) Rozwód rodziców trochę bardziej mnie trzepnął niż gotowa to byłam przyznać wtedy.
2) Odkąd zasmakowałam możliwości bycia w towarzystwie innych ludzi, nigdy już nie chciałam być sama
3) Naprawdę pragnęłam wtedy miłości i zauroczyłam się dosłownie kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt razy. Aż mi wstyd jak to czytam, jaka naiwna czasami byłam.
4) Moi znajomi chodzili ze sobą a potem przeplatali się z kimś innym a ja byłam zazdrosna, że co rusz ten, czy owa mają kogoś.
5) Wiecznie brakowało pieniędzy, nawet na nowy zeszyt to pamiętnika.
6) Wtedy już byłam mocno internetowa i chociaż obecnie zamieniłam Irca i GG na FB i gry online, w zasadzie nic się nie zmieniło w tej kwestii.
7) Nie pamiętam dwóch osób o których pisałam i za chiny nie mogę sobie ich teraz przypomnieć.

Pamiętniki moje urywają się na Blondim (strasznie rył beret z tymi swoimi krzyczącymi wierszami), bo w tamtym okresie chyba już dostałam neostradę (o rety jestem dzieckiem neo :P) i przeniosłam się na bloga, któremu notabene dawałam max trzy miesiące życia.

Ciekawie jest poczytać tak stare czasy.

Choć czasem szkoda, że z nikim stamtąd nie mam już kontaktu...

czwartek, 3 października 2019

Hajdi

O Hajdi chciałam Wam już wcześniej opowiedzieć, ale jakoś nie mogłam się zebrać.

Dziewczynę poznałam w pracy. Szkoliła mnie i początkowo miałam wrażenie, że mnie nie lubi. Może to za sprawą miliona pytań, które zadawałam, bo chłonna byłam wiedzy i wszystko chciałam mieć zapisane na już. Z czasem jednak okazało się, że mamy trochę wspólnych zainteresowań, a szczytem było kiedy Hajdi miała wysłać mi coś na messangera.

Wiecie wszak, bo wspominałam nie raz, że na Facebuku jestem poukrywana jak się tylko da, więc gdy podałam Hajdi nazwę mojego konta była troszkę zaskoczona. Ja byłam bardziej kiedy zawołała mnie na antresole i konspiracyjnym szeptem zapytała, czy lubię anime.

I tak pojawiła się miedzy nami więź. Więź łącząca wspólną tajemnicę "chińskich bajek". Pojawiło się zaufanie i coś w rodzaju kumplowania.

I tak się to rozwijało. Ta dziewczyna jak nikt inny potrafi sprawić, że dni w pracy bywają znośne, a na spacer z nią w stronę przystanku czekam z utęsknieniem. W końcu umówiłyśmy się na piwo, które jeszcze nie doszło do skutku, ale mam nadzieję, że soon.

Jednak nie ze wszystkimi dziołchami w pracy da się dobrze żyć. Jak to z kobietami jest, jedna na drugą nagaduje. Nie jestem lepsza, ale zdaje sobie z tego sprawę przynajmniej i potrafię wytknąć także własne błędy. Tak czy owak Hajdi jest specyficzna, wesoła i pozytywna,  na popołudniówkach zachowuje się inaczej niż na rankach, zresztą, jak my wszystkie.

Nie obyło się jednak bez donoszenia i jakimś cudem szefowa wie, że Hajdi podśpiewuje w pracy (dziwne bo ja śpiewam na rankach i jeszcze nikt na mnie nie doniósł) i parę innych rzeczy. Skąd? Wniosek nasuwa się sam. Ktoś chlapie.

Nawet wiemy kto. Z Hajdi doszłyśmy do wspólnego wniosku. I właśnie wczoraj ta osoba jakimś cudem domyśliła się/dowiedziała, że jest podejrzewana. Wygłosiła mowę. Zupełnie z dupy i nie do tematu który był poruszany chwilę przed tym. Mowa miała na celu niby udowodnienie, że rzeczona osoba nie jest kablem (czy wspomniałam jak nie cierpię pracować z babami?), zwróciła się zresztą bezpośrednio do Hajdi z tekstem, że to nie od niej szefowa wie, że Hajdi podśpiewuje. Niby nic, bo Hajdi podśpiewując też pracuje, zresztą tak samo jak ja, ale chodzi o fakt.

W związku z powyższym Hajdi napisała do mnie, że ktoś musiał tej osobie powiedzieć i ona już nikomu nie ufa. Więc siła rzeczy zapytałam, czy mnie również. Zdążyłam się prawie popłakać w kącie zanim odpisała, że mi ufa.

Dlaczego czułam się tak podle?

Nie, nie dlatego, że ja powiedziałam tej osobie, bo tajemnice Hajdi trzymam głęboko ukryte. Poczułam się podle, bo poczułam się bezsilnie. Bo ktoś namieszał, a ja przez to mogłam stracić zaufanie Hajdi, zaufanie, którym i ja ją obdarzyłam pokazując jej "Melodie" i moje wydane opowiadanie Yuri. Zaufanie które w jakiś sposób jest mocno dla mnie ważne.

I powiem szczerze, że jestem przerażona.

Przerażona faktem, że Hajdi może tyle dla mnie znaczyć, mimo, że znam ją rok.

Przerażona faktem, że ja dla niej nie znaczę tyle co ona dla mnie.

Przerażona faktem, że mogę przekroczyć jakąś granicę, jak kiedyś pewna mała Asurka i stać się dla Hajdi ciężarem.

Przerażona tym, że chciałabym mieć w Hajdi przyjaciółkę...