Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Widzialne Nuty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Widzialne Nuty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2020

Jezioro


Revelation By Dimotai

Powoli opadała. Włosy falowały wokół jej twarzy. Wyciągnęła rękę w górę, jakby chciała chwycić księżyc, albo złapać mężczyznę, który wypuścił ją z objęć. Zacisnęła pięść, jakby chciała zatrzymać wspomnienie…

Jego zimne dłonie obejmujące jej plecy. Serce bijące z ekscytacji, kiedy oparła ręce o jego tors w geście obrony. Wiedziała, że go nie odepchnie. Nie była już tak silna jak kiedyś. Nie wiedziała, czy znów będzie. Niczego nie wiedziała. Jego teren. Proszę odejdź. Nie chcę krzywdy… Krzyk i ból kiedy wbił kły. One zawsze są głodne. Nie weź wszystkiego...

Tafla zamknęła się za nią. Czy wiedział, że jeszcze żyła? W okół niej, robiło się coraz ciemniej, coraz zimniej. Kim był? Czy był to od zawsze…? Czy istniał od czasu Harpii i Syren, czy może skądś przywędrował? Nawet nie zdążyła go poznać…

Delikatnie opadła na dno pentagramu. Dotknęła prawą dłonią gładkiego kamienia. Fiolet rozjarzył się jak głodne oczy bezimiennego mężczyzny, który wrzucił ją do jeziora jak zużytą zabawkę. Moc, którą tak pieczołowicie i z ledwością zamknęła w krysztale wepchnęła się w nią najpierw pojedynczym strumieniem, aż w końcu cała falą.

Dzika i nieokiełznana.

Fioletowe żyły pojawiły się na jej nadgarstku i wystrzeliły w stronę ramienia. Poczuła wypełniającą ją moc. Wrzasnęła i przed oczami zobaczyła fioletowo zabarwione bąbelki. W panice zerknęła w lewo, żyły ozdobiły już lewą rękę. Czuła, jak policzki palą ją od napływającej magii, jak skóra pęka, jak moc sączy się przez pęknięcia wokół ust. Wiedziała, że jest za słaba by ją teraz utrzymać.

Mocno odbiła się stopami od dna i wystrzeliła w górę jak z armaty. Nawet nie zauważyła czy wzięła haust powietrza gdy znalazła się nad jeziorem. Dłonie paliły ją żywym ogniem. Błyszczące fioletem oczy skierowała na odchodzącego mężczyznę.

- Uciek...aj… - wydobyło się z niej zwielokrotnionym głosem.

Obrócił się i uniósł głowę patrząc na nią. W jego czerwonych oczach najpierw zobaczyła zaskoczenie, a potem lęk. Czuła jakby zaraz ją miało rozsadzić. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, a jego kły błysnęły w świetle księżyca. Poczuła, jak koło oka pękła jej skóra. Powiedziała więc pierwsze co przyszło jej do głowy. Zamknęła w słowa początek zaklęcia które nie istnieje.

- System Call – zabrzmiało to jak „systemu kolu”

Wsunąć fiolet w ramy, okiełznać nieokiełznane, nazwać nienazwane. Uciekaj! Chciała krzyknąć, ale miast tego z jej ust wydobyło się wiązanie. Fioletowe skrzydła wystrzeliły z jej pleców

- Salamandra!

Kiedy ametystowy ogień opadł, a jej stopy dotknęły ziemi, na śniegu pozostała tylko nadpalona trawa wokół kupki popiołu. Vill spojrzała na to i zapłakała. Chwile później ciemność pochłonęła jej jestestwo, a ostatnie co poczuła, to zimna tafla wody zamykająca się nad nią i ostatni chłodny płatek śniegu głaszczący jej policzek tuż przed tym...

środa, 25 grudnia 2019

A spróbuj na nowo

- Spróbuj na nowo - powiedział Znaczek
- Ale jak na nowo, przecież stracę ich wszystkich... Neila, David, Elenea... Inuki?
- Pewnie tak, ale niektórzy z nich może się odnajdą - odparł - skoro od dwóch lat nie możesz odzyskać PozaŚwiata to spróbuj stworzyć nowy.

Czasem biorę sobie cudze rady do serca...

Sybrid - Planinski Briz | EPIC VOCAL ACTION

Zamknięte oczy. Pustka. Nicość i dryfowanie w ciemności. Ręce i nogi szukające oparcia i wszechobecny spokój. Uczucie zbliżania się czegoś W oddali jakby śpiew... Kilka głębokich oddechów... i uczucie opadania...

Nagle stopy dotknęły podłoża, rozpoczęła bieg. Trawa, była zielona i zdrowa, po prawej minęła jezioro, kątem oka zauważyła je i już wiedziała, że będzie ważne. Przyśpieszyła. Przeskoczyła kilka pomniejszych skałek i biegła dalej. Trawa, kwiaty, jasne niebo, słońce, w oddali śpiew, fortepian i bieg!

Wpadła między drzewa. Śpiew wzmógł się i nagle leciała. Ptasie skrzydła harpii rozłożone były na pełną szerokość, leciała w stadzie, była Harpią, była stadem, była radością odkrywania, wiatr szumiał w jej piórach. Szybowała, wzlatywała i opadała. Głęboki wdech...

...Znów śpiew i kopyta dotknęły piachu, wiatr czesał grzywę kiedy w stadzie koni przebiegała plażę. Po prawej miała białe klify, po lewej szumiące morze Radość odkrywania, radość nowości, radość wolności. Zarżała wyszczerzona. 

Troszkę zwolniła oglądając zarośnięte puszczą ruiny kolumn i niedawnych budynków. Wbiegła na okolone trawą schody i minęła kamienną bramę, trawa połaskotała ją w łydki, kiedy na chwile się zatrzymała i przeszła w marsz...

.... Woda była przyjemnie słona kiedy wraz z innymi syrenami skakała między falami, słońce mieniło się iskierkami w ich włosach i jej ogonie, wszystkie były uśmiechnięte, fale napierały, a one ścigały się z wodą i same ze sobą.Coraz szybciej i szybciej by wyprzedzić koleżanki...

... Widziała z góry stado syren, kiedy wiatr przeczesywał jej harpie pióra, jakiż to był cudowny widok! 

Śpiew i wrzask odkrywania, ponownie była w wodzie, szybciej, szybciej, by wyprzedzić rybie siostry... Wyskoczyła w górę i łukiem zanurkowała. Szybciej!  I już wiedziała, że zostaną w tyle, ponieważ napędza ją moc odkrywania...

... i nagle skończyło się morze. Odwróciła się gwałtownie i jednocześnie zawisła w przestrzeni. Świat był dyskiem na wielkiej skale pełnej kryształów. Jeszcze się tworzył. Uśmiechnęła się tylko zadowolona, wyczerpana biegiem i szczęśliwa... 

środa, 27 listopada 2019

Widziałam nuty...


Bezkres ciemności.

Gdzieś bardzo daleko błyszczą gwiazdy

Droga mleczna usłana jest ciszą, planety milczą

Czas.. kierunki.. i przestrzeń… nie istnieją

Bezkresny, bez grawitacyjny bezwład

Uczucie dryfowania...

Była nigdy.. i nigdzie..

Nagły, pierwszy oddech!

***
Otworzyła oczy gwałtownie od razu usiadła. Pokój był w opłakanym stanie. Wielkie łoże z baldachimem połamane. Ciężkie zasłony przy oknach pozrywane. Za szybą panowała ciemność. Komoda z ciemnego drewna była przewrócona, nie miała dwóch nóg, leżały nieopodal. Lustro toaletki rozbite, kawałki szkła ozdabiała krew. Na podłodze kilka porwanych ubrań. Przewrócone krzesło nie dawało się już do niczego. Dywan był podarty, jakby poharatany szponami. Rozglądała się po pomieszczeniu próbując ustalić co właściwie się stało, czuła przerażenie. Bolała ją głowa, a w gardle ugrzązł wrzask. Objęła się ramionami.

Dostrzegła długi sztylet na dywanie, leżący na zerwanej zielonej zasłonie niczym na ołtarzu, zupełnie jakby chciał by go wzięła. Patrzyła przez chwilę na niego, a serce chciało wyskoczyć jej z piersi. Ostrze upstrzone było posoką, rękojeść z ciemnego zdobionego drewna nawoływała by ją chwycić. Widok był hipnotyzujący, przyciągający, pełen chciwości. Pełen mroku i niebytu. Wyciągnęła drżącą dłoń w jego stronę ale się zawahała. Kosmyk czerwonych włosów opadł jej na twarz, nawet tego nie zauważyła. Nóż wołał a ona tak bardzo chciała go wziąć jak bardzo uciec stąd do nigdy i nigdzie. Trzymając rękę nad bronią, czuła dziwne dygotanie powietrza, jakby wypełniony był czymś więc niż tylko stalą i drewnem.

Chwyciła rękojeść w zakrwawioną dłoń.

***
Z ledwością uniknęła ciosu siedemnastolatki o długich czarnych włosach. W czerwonych oczach dziewczyny kryła się szczera nienawiść. Próbowała unikać ciosów i nienawiści, bolała ją..

- Nienawidzę Cię! - wrzeszczała Celestial – Nienawidzę tego jaka jesteś słaba! Wszyscy przez Ciebie umrzemy!

Została pchnięta na krzesło, pod plecami usłyszała trzask mebla. Od turlała się dokładnie na sekundę przed kolejnym uderzeniem. Zerwała się tylko po to by trzasnąć o ścianę. Chwyciła się zasłony i razem z nią upadła na ziemię.

- Przestań Celestial!

Została pchnięta na toaletkę. Lustro roztrzaskało się na jej policzku. Przestała unikać, zaczęła się bronić, atakować. Babka uderzyła o ramę łóżka, ale naprawdę szybko się pozbierała. Kolejny doskonały unik Pani Rodu. Nie ważne skąd nadchodziły ataki, ona zawsze unikała, a jej czerwone oczy jarzyły się złowrogo. Cios o włos uniknięty trafił w komodę. Czerwonowłosa odłamała dwie nogi.
- Wbije Ci to w serce jeśli nie przestaniesz – ostrzegła.
- I tak zginiemy przez Ciebie – wrzasnęła tamta, dopadając do toaletki. Wyrwała coś z szuflady i obróciła się z mordem w oczach.
- Nie możesz! - zawołała Vill. - Nie rób tego!
- Przestań, Celestial, nie..
Uderzenie łokciem w brzuch pozbawiło ją tchu, sierpowy w brodę sprawił, że zachwiała się na nogach. Już .. już sięgała w stronę baki kiedy poczuła nagłe ukłucie. Zabolało. Wszystko zamarło na chwilę, spojrzała w dół… Potem podniosła zbolałe spojrzenie na Panią Rodu i jęknęła. Odrzuciła głowę w tył, jej oczy poczerniały.

Ostatnie, co zapamiętała, to czarne skrzydła wyskakujące jej z pleców.

***
Łza pociekła po bladym policzku, kiedy siedziała na podłodze wśród połamanych mebli i tuliła sztylet do siebie jakby miał dodać jej otuchy. Powoli wstała, podeszła do okna i zapatrzyła się w bezkresną ciemność za szybą…

czwartek, 21 czerwca 2018

Nie godzę się

Kamienne podłoże było zimne. Kamyki wbijały się w jej ciało boleśnie i niewygodnie. Kostur leżał nieopodal, bezużyteczny, zgaszony i bez krzty magii. Jej ręce przyciskane do ziemi przez węża w ludzkiej postaci piekły otarciami do krwi. Jego oślizgły język wodził po jej ramieniu. Siedział na niej okrakiem, zdecydowanie cięższy niż mogłoby się wydawać. Zlizywał pot i krew z otartej gdzieniegdzie skóry. W jakiś irracjonalny sposób na chwile przynosiło to ulgę. Nie godzę się. Ta myśl zaświtała w jej zmęczonym umyśle. Uścisk na jej lewej ręce zelżał tylko po to, by przesunął kończynę do dogodniejszej pozycji, czyli pod swoje kolano. Teraz miał wolną rękę, Delikatnie wręcz z namaszczeniem pozwolił przepłynąć kosmykom jej włosów przez swoje palce. Pochylił się i powąchał zagłębienie jej szyi, by już po chwili polizać je rozdwojonym językiem. Poczuła jego ślinę na swoim obojczyku. Nie godzę się... Jego dłoń zatopiła się w jego włosach. Pochylił się by ją pocałować, ale odwróciła głowę. Jedynie na chwilę, bo zaraz pociągnął ją za włosy. Nie godzę się. Jej czarne już oczy spojrzały w jego gadzie ślepia, czerwona obwódka w okół źrenicy zajarzyła się.

- Nie godzę się - wyszeptała.
- Przyszszszszłaśśśśś po śśśśświatło - odparł jej. - Za to jesssssst cena.
- Nie godzę się - powtórzyła.
- Nie maszzzzzzz wyboru.
- Nie godzę się - jej czarne oczy wciąż wpatrywały się w jego ślepia.
- Nie zapłaciszzzz ceny nie dossstaniesz śśśśświatła.
- Nie godzę się - kolejny szept.

Pochylił się znów, jego ogon oplótł się w okół jednej z jej nóg. Wsunął język w jej ucho tak, że przeszedł ją dreszcz. Dreszcz ten jednak nie miał nic wspólnego z przyjemnością. Zacisnęła zęby. Nie godzę się. Jej palce zakrzywiły się jak szpony, zaczęła głębiej oddychać przez nos. Każdy wdech przynosił oślizgły zapach jego żądzy, ale wydech wynosił moc jej wkurwienia. Narastało to w niej do tego stopnia, że myślała, iż za chwile wybuchnie, a wybuch ten pochłonie ją, węża, wioskę czarownic, cały ten świat i wszystkie światy. Nie godzę się!

- Anioł zagłady - wyszeptała ledwie dosłyszalnie - Aktywacja.

Wąż oniemiał. Podniósł się na chwilę zaskoczony.

- Poziom pierwszy, otoczenie elementów - powiedziała.

W jednej chwili nad nimi pojawiła się dokładna kopia Vill. Miała na sobie nawet to samo ubranie. Wyglądała jednak inaczej. Pełna siły, potęgi. Jej kostur, inny niż ten z którym przyszła. Jarzył się kolorami.

- Poziom drugi, wzmocnienie nekromanty - warknęła.

Obok poprzedniczki pojawiła się druga. Ta miała dwa krótkie pistolety i ubrana była w czarny skórzany, długi płaszcz.

- Poziom trzeci, żądza mordu.

Trzecia była przerażająca. Miała podarte ubranie, a zamiast broni długie, czarne zakrzywione szpony, rozczochrane włosy i bezdennie czarne oczy.

- Poziom czwarty, poświęcenie guardiana.

Ostatnia z nich miała czarną zbroję i długi dwuręczny czerwony miecz. Jej oczy, równie czerwone jak klinga wpatrywały się w węża.

- Połączenie - wyszeptały wszystkie pięć i nagle już nie siedział na niej.

Stała przed nim. Ubrana w wysokie buty, dopasowane spodnie. Bluzka, którą wcześniej rozerwał, była cała. Jej włosy zaplecione były w warkocz. Z pleców wyrastały jej kościane skrzydła, które poruszały się jakby oddychały. Oczy miała zamknięte. Podniósł się szybko, widocznie zabawa jeszcze się nie skończyła. Ona otworzyła oczy. To były same białka. Nic więcej, choć w ich kącikach widział nadchodzący mrok. Stałą tak ociekając mocą, aż patrzenie na nią bolało. Na chwilę wszystko zamarło, jakby czas się zatrzymał.

Skoczyła w jego stronę. Jej szybkość zwiększyła się do tego stopnia, że z ledwością unikał ciosów zadawanych krótkimi mieczami. Tańczyła z ostrzami napierając na niego całą mocą i gniewem jakie miała. Z ledwością uskakiwał i nagle ogon przestał być pomocny, bo wydawało się, że potrafiła przewidzieć każdy jego ruch!

- Nie godzę się żyć w świecie, który nie daje mi szansy! - wrzasnęła przy kolejnym ataku. - Dawaj światło!

Już nie atakował, zepchnięty o ofensywy starał się uratować własne życie. Nagle pożądanie jakie czuł przerodziło się w strach przed mocą Anioła Zagłady, którym się stała. Atakowała zapamiętale i wcale nie metodycznie. Wściekłość i moc którą obudziła gnała nią na oślep nieprzewidzianą furią.

- Dawaj światło! - wrzasnęła, jakby wymagała by oddał jej ukochanego pluszaka.

Cofał się, unikał, bronił i uciekał przed jej furia. W szaleńczej panice pognał w stronę wyjścia z jaskini, ale dopadła go nim tam dotarł. Chwyciła go i potężną siła posłała na przeciwległą ścianę, Uderzył plecami zmieniając się z węża, lecz nim wylądował na ziemi i z szybkościa kobry zdołał czmychać, ona już była przy nim. Kopnęła go w pysk, tak, że poleciał na rozwalone łóżko. Nim sie otrząsnął chwyciła go za ogon i trzasnęła nim jak biczem. Pociemniało mu w oczach, ale nie pozwoliła mu odetchnąć. Ponownie rąbnęła nim o ścianę. Zmienił kształt na ludzki i uniósł ręce by zasłonić głowę.

- DAWAJ ŚWIATŁO! - darła się pędząc do niego z uniesionymi ostrzami.

Widział jej kły, długie i ostre jak jego, widział jej białka, które zaczął pokrywać mrok, widział kościane skrzydła, które żyły własnym życiem. Widział Anioła Zagłady, który miał być jego końcem.

- Ono nie isssstnieje! - wrzasnął.

Ukrył głowę w dłoniach, ale cios nie nadszedł. Zaryzykował spojrzenie na nią i oniemiał. Stała przed nim z lekko otwartymi ustami, puste spojrzenie czerniejących białek wyglądało... przerażająco wręcz smutno. Miecze upadły z głuchym dźwiękiem, a ona osunęła się na kolana.
Audiomachine - Redshift

czwartek, 10 listopada 2016

Bitwa

Horyzont rozpościerał się jasnym, bezchmurnym niebem. Wiał lekki wiatr, jakby cała okolica dawała znać, że wyczekuje tego, co ma nastąpić. Patrzyła w niebo przez chwile. Błękit kończył się, a może zaczynał czernią. Przekrzywiła głowę.

Błyszczały wypolerowane jak lustra. Jakby spędzili miliony godzin przed bitwą, by nadać im blask chwały jeszcze przed zwycięstwem, które na pewno przeczuwali. Miliony jej odbić patrzyły z lekkim lękiem na nią samą. Czarne miecze i łuki na ich plecach dodawały tylko elegancji, jak obudowy flagowych smartphonów. Uśmiechnęła się na te myśl. Miliony uśmiechów dodało jej otuchy. Powiodła wzrokiem dalej i ujrzała Jego. Starcza w szacie, z twarzą skrytą pod kapturem, wyciągał ku niej kościsty palec obleczony biała niemal skórą, a zakończony długim, czarnym, zakrzywionym szponem - Pan Murów.

- Jesteś sama - powiedział, stojąc za swoją armią.

Przekrzywiła jedynie głowę w zaciekawieniu. Na sobie miała wygodne skórzane spodnie, wysokie buty z cholewami, tunikę przepasaną pasem i krótką skórzaną kurtkę. Znad ramion wystawały jej dwie rękojeści średnich mieczy, włosy miała związane w koński ogon. Wiatr zabawił się czerwienią jej kosmyków w milionach odbić czarnych zbroi.

- Nie, nie sama - odparła.

Niebo rozdarł ryk czarnego smoka, który rzucił cień na rycerzy czarnej armii. Vill uśmiechnęła się pod nosem, kiedy obok niej pojawił się białowłosy Znaczek, z drugiej strony stanęła Molly, elektryczność otaczała ją całkowicie ujarzmiona. Przybycie Wiedźmy Rodzicielki oznajmiły dwa miauknięcia czarnych kotów. Brązowe włosy Pani Krainy rozwiał wiatr, kiedy zjawiła się wraz ze swoimi wilkami. Jej zielone oczy jarzyły się ekscytacją. Armia Znaczka pojawiła się za nimi, niczym wyłoniona z mgły, której przecież nie było. Smok na niebie zatoczył koło i ryknął raz jeszcze.

Vill wyszczerzyła kły.

- Nie sama - powiedziała.

Zagrzmiało, niebo pociemniało.

Dwie armie ruszyły do ataku!

Chappell Music - Great Ambition (Epic)