niedziela, 30 października 2016

A działo się cz 11 - Karty Graficzne

Krótki zawsze był fanem nowinek technicznych. Obecnie posiada komputer, który kosztuje tyle co roczna pensja w Polsce, laptopa, który kosztuje polowe tego, smartphone'a, a także tableta. należy też wspomnieć o całej masie pomniejszych ale nie mniej kosztownych zabawek, jak cały zestaw, wierna kopia z jakiegoś samolotu do latania, bo przecież w grze Starcityzen jakimś tam byle gównem latać nie będzie po kosmosie. Mikrofon studyjny, który kupił do nagrywania na YouTube oraz masę innych pomniejszych rzeczy, bo za jakość trzeba płacić.

Krótki kocha grać. Gier ma tyle, że gdyby miał wszystkie w pudełkach zabrakłoby miejsca na suficie. Oczywiście, jako zapalony gracz musi mieć wszystko co najlepsze, wiec i grafika musi być co najmniej zajebista.

W Polsce Krótki nie mógł sobie pozwolić praktycznie na nic, bo bo jak z taką pensją? Zatem w UK odbijać sobie zaczął, począwszy od porządnego samochodu, poprzez telefon, komputer, rower, sprzęt... Osiem lat odbijania sobie Polski..

Pan Murów zabraniał jej się sprzeciwiać na zabawki Krótkiego, toteż zgadzała się na kolejny dysk twardy, nową obudowę, ramy do laptopa...

Jego karty graficzne kosztowały zawsze najwięcej, odkładał na nie pracującymi sobotami. No dobrze odłożył na 80% pierwszej... drugą kupił mu ojciec. Vill nigdy nie mogła zrozumieć dlaczego karty graficzne muszą być dwie, ale Krótki znał się na komputerach. Jeśli Krótki mówił, że mają być dwie bo to zwiększa wydajność to miały być dwie. Nawet jeśli jedna kosztowała 400 funtów.

Jakieś dwa miesiące po śmierci ojca Krótkiego wyszły najnowsze Tytany X od Nvidii. Super mega hiper zajebiste karty graficzne. Najlepsze, najnowsze długotrwałe, wydajność szybka jak japońskie pociągi i gładka jak pupcia niemowlęcia. Pikseli nie uraczysz, chyba że gra spierdolona. No po prostu cud miód i orzeszki.

Któregoś wtorku wróciła z terapii nieco uspokojona i z nowym zadaniem domowym. Krótki jak zwykle, gdy wracała z terapii, był w łazience, bo jak przyszedł z pracy musiał najpierw pograć, nim poszedł się myć, nie mówiąc już o tym, że jak obiadu poprzedniego dnia nie zrobiła to liczyć nie mogła nawet na to by wstawił zupę..

Weszła więc do domu, położyła torebkę na swoje miejsce, zdjęła buty i ruszyła do kuchni. Strona Nvidii odpalona na jego komputerze rzuciła jej się w oczy. Zatrzymała się, przyjrzała... przetarła oczy i przyjrzała raz jeszcze. Ponownie przetarła oczy, przerażenie wkradło się do jej wnętrza gdy przecierała oczy po raz trzeci.

Ale nie, nie pomogło. Nic się na ekranie nie zmieniło.

Krótki zamówił dwie karty graficzne.
Nie mówiąc jej nic.
Wydal na nie nieco ponad 2 tysiące funtów.

Serce zamarło jej ze strachu, rzuciła się na konto bankowe sprawdzając czy nie użył ich oszczędności. Na szczęście nie, czyli odpowiedź była tylko jedna.

Zapytany o to stwierdził, że przecież pieniądze po jego tacie to są jego pieniądze, ze on to odda, że nakład się kończył, a poza tym ona dostanie jego karty graficzne, że po cholerę marudzi, że to jego pieniądze były i niech go nie wkurwia....

czwartek, 27 października 2016

A działo się cz 10 - Dom?

Jakiś czas wcześniej Krótki wpadł na cudowny pomysł powrotu do Polski. Dopiero gdy to rzekł zrozumiała, jak bardzo pragnie wrócić do domu. Ustalili zatem, że jak znajdzie pracę, w jakieś dwa lata uzbierają na kredyt hipoteczny znaczną część, kupią mieszkanie w rodzinnym mieście Vill i w końcu wrócą do domu.

Podjęła ten pomysł radośnie, mimo, że on wtedy nadal nie miał pracy, ale myśl o powrocie do domu, po ośmiu latach siedzenia w klatce (kawalerce z pokojem trzy metry na pięć) napawała ją nadzieją, że może w końcu się ułoży...

Plan był prosty. Zarobić, odłożyć, wrócić, pomieszkać trochę u teścia, a potem kupić mieszkanko i pójść na swoje. Vill udała się nawet do swojej wymarzonej pracy w której pracowała nim wyjechała i rozpuściła małe wici o chęci powrotu. Co prawda znajomości miała żadne, ale przez osiem lat była jedyną stażystką, która odwiedzała dziewczyny za każdą wizytą w Polsce. Co dużo mówić, uwielbiała to miejsce i wiedziała, że to byłaby jej wymarzona praca.

Po śmierci ojca Krótkiego, okazało się, że zostały po szanownym teściu jakieś pieniądze i nawet mieszkanie. Teściowa zrzekła się swej części na rzecz swoich synów, ale Krótki stwierdził, że jego brat i Szwagrzyca powinni zamieszkać w owym mieszkaniu z racji posiadania dziecka. Vill sama w sobie nic przeciw nie miała bo raz ze mieszkać w mieście Krótkiego nie chciała, dwa, że na czwartym piętrze nie chciała, trzy, że Szwagrzyce uwielbiała i uważała, że naprawdę im się to wszystko należy. Tutaj więc pragnienia Vill jak i Krótkiego, jak nigdy zgadzały się w zupełności.

Dodatkowym plusem było to, że ojciec krótkiego zostawił też jakieś pieniądze, które jak się okazało miały bardzo pomóc i przyśpieszyć powrót do domu.

Miały...

poniedziałek, 24 października 2016

A działo się cz 9 - Pan Murów

Każdy ma swojego Pana Murów - strach, który nie pozwala im zrobić czegoś lub wręcz pcha ich do zrobienia czegoś innego.

Jej Pan Murów miał używanie przez ostatnie osiem lat. Rósł w siłę i powiększał swoje królestwo.

Kiedy po Tomku pojawił się Mag, jeszcze przed ślubem z Krótkim, Vill walczyła wszystkimi siłami z czarnymi rycerzami Pana Murów. Tymi myślami, które przekonywały ją, jak będzie i że Mag, to nie jest dobry wybór na przyjaciela. Rzeczywiście nie był, ale to nie zmieniło faktu, że rycerze ranili ją, gonili, sprawiali, że czuła się zaszczuta.

Podobnie było z Krótkim. Z tym, że w przeciwieństwie do Maga, Krótki wydawał się zawrzeć pakt z Panem Murów. Wiedziała, że to fizycznie nie możliwe, a jednak odnosiła takie wrażenie...

Niemal za każdym razem, gdy chciała czegoś innego niż Krótki, on wzbudzał w niej poczucie winy. Krzyczał, wymagał swojego, tak nią zakręcał, że w rezultacie rezygnowała z tego co zamierzała, byleby jemu było dobrze. Byleby on był szczęśliwi. Wszak jej rola tkwiła w uszczęśliwianiu Krótkiego czyż nie? To Krótki był ważny, nie ona.

Nie mów mu, że Ci się to nie podoba, zezłości się.
Nie mów mu, że chciałabyś coś innego, będzie się gniewał.
Ukryj swoje pragnienia, jeśli nie zgadzają się z jego, bo i tak po kłótni na jego wyjdzie.
Nie wyjawiaj mu jego wad, bo się obrazi.
Nie żądaj od niego zmiany, bo znów będzie spał na podłodze.

Tak więc kryła się i kuliła ze swoimi pragnieniami, a Pan Murów miał używanie...

sobota, 22 października 2016

A działo się cz 8 - Przyjaźń za darmo

Zrób coś dla nich, by coś zrobili dla Ciebie. Tak przecież działa świat. Jeden wielki interes. Nie ma nic za darmo. By coś dostać, musisz coś dać.

Takie przekonanie żywiła bardzo długo. Dawała więc, siebie, swój czas, swoje zdrowie, duszę... Dawała istnienie by tylko zadowolić kogokolwiek. Tkwiło w niej głębokie przekonanie, że nikt jej nie lubi, że musi zasłużyć na jakikolwiek szacunek.

I tak służyła, by zasłużyć na miłość Krótkiego. Pozwalała mu na zabawki, choć wcale nie mieli na to pieniędzy. Dawała mu czas, choć wolała go przeznaczyć na coś innego. Pozwalała mu rezygnować z pracy, mimo, że wiedziała, że popadną w długi. Oddawała mu ciało, mimo, że wcale nie chciała niekiedy (a nawet jak mu o tym powiedziała i tak nie słuchał). Oddawała mu cała siebie w zamian dostając przytulenia, składanie nowego kompa, jeżdżenie na zakupy...

Kiedy zaczynała nową znajomość, zakodowane miała w głowie, że najpierw musi dać, by cokolwiek dostać. Świat działa jak jedna wielka korporacja, wszystko to biznes. Wiec dawała siebie Tomkowi i Magowi, dawała gildii i swojemu przyszywanemu "bratu" dawała siebie, swój czas i jestestwo komu mogła, by zatrzymać ich przy sobie, by znów nie zostać samą, by ponownie nie pogrążyć się w otchłani zapomnienia...

Ale oni odchodzili, wszystko tak czy owak po czasie odchodzili, pozostawiając głębokie rany w jestestwie dziewczyny uwięzionej po drugiej stronie kabla...

Aż pojawiła się ona.

Pani Krainy.

Ta, która pokochała za nic. Ta, która obdarzyła prawdziwą przyjaźnią i pomocą zupełnie za darmo. Ta, która przewróciła do góry nogami cały porządek świata, jaki Vill miała w głowie.

A więc przyjaźń istnieje za darmo...?

czwartek, 20 października 2016

A działo się cz 7 - Sumeriusz

Tego felernego dnia wspomniała, że może pojechałaby na pół roku do Polski... odpocząć, naładować baterię, cokolwiek.

- Tak, pewnie, zostaw mnie samego - powiedział Krótki, wielce oburzony - sam będę zapierdalał, a Ty sobie jedź i odpoczywaj i zostaw mnie tu, będę sam zapierdalał. Najlepiej poznaj kogoś jeszcze.
- Ja.. tylko.. myślałam o pobycie u mamy.. - jęknęła jedynie.

Skuliła się w sobie. Wewnątrz świata poczuła jak Sumeriusz wbił w nią kolejny kolec.

Sumeriusz pojawił się dość dawno, ale ostatnimi czasy przybrał na sile na tyle, że stanowił już nie tylko istnienie ale i kształt. Wysoki, chudy w czarnym płaszczu z kolczykiem w nosie i wardze, z czarnymi włosami uformowanymi w irokeza. Jego ciemne oczy wpatrywały się w nią z pogardą. Kolce były jego bronią.

Krzywdził Poza Światami, tak jak Krótki krzywdził w realności.

- Co robisz do cholery,
- Czy Ty myślisz w ogóle?
- No rusz się!
- Nie stój tak jak kołek,.
- No zdecyduj się w końcu.
- Czemu robisz takie głupie rzeczy?!

Te i wiele podobnych słów tak często słyszanych od Krótkiego w tak prozaicznych sytuacjach jak zbicie kubka, upuszczenie łyżki, ruszenie z drugiego biegu, szarpnięcie samochodem. Każdy krzyk i podniesienie głosu sprawiało, że czuła się winna, że żyje, że istnieje, że jest kłopotem... problemem... nic nie wartym wrzodem na dupie...

A Sumeriusz wbijał igły.

Każdy pomysł, każda próba swobody, choćby odrobinę nie pasująca do wizji świata Krótkiego zwyczajnie zostawały stłamszone. Głośno mówisz? Ciszej! Śmiejesz się? No przecież nic przez Ciebie nie słyszę. Masz słuchawki na uszach? "mogłabyś mieć tyle przyzwoitości by zdjąć kurwa słuchawki jak do Ciebie mówię"

I stawała się coraz mniejsza i mniejsza, ugodzona, leżąca w kałuży krwi, leczona przez Znaczka i Panią Krainy, ale wciąż umierająca...

wtorek, 18 października 2016

A działo się cz 6 - Maski

Czerwiec przyniósł dwie wiadomości. Dobrą i .. no tragiczną.

Dobra była taka, że w końcu Krótki znalazł pracę. Lepiej płatną niż poprzednia z szansą dużego rozwoju i, co dziwne, to oni zadzwonili do niego. Hurra, chwalmy pana! Krótki ma prace. Teraz będzie wszystko w porządku - dopóki znów go ktoś nie wkurwi... 

Druga wiadomość nadeszła tydzień po chwalebnym pracy rozpoczęciu. 

Zmarł ojciec Krótkiego. Nie mieliśmy innego wyjścia jak zabrać dupska w troki i pojechać do Polski. 

- Nie mam butów, ale sandały mam czarne, nie musimy nic kupować, dopiero przyjechaliśmy 20 godzin w drodze - powiedziała, 

Ale i tak zabrał ją 30 km dalej żeby kupiła te cholerne buty. Przymierzając czuła na sobie jego wzrok i milczące ponaglanie. 

- Nie będę się malować, popłaczę się i wszystko mi się rozmaże ... - powiedziała
- Masz się umalować, nie idziesz na grilla do koleżanki - odparł Krótki .

Maski, maski maski... Na pogrzebie nawet łzy nie zmyły maski. Była wszędzie i przy każdym, każdego przytulała, każdego pytała jak się czuje, każdemu dawała wsparcie. Jej nie zapytał nikt...

W domu uśmiechała się do Łojca i jego kobiety w duchu płacząc, że nie jest w stanie tej maski przed nimi zdjąć. Nie mów, nie zdradzaj, nikt ci nie pomoże, jesteś sama... krzyczały myśli, a ona paliła papierosa głaszcząc psa, powstrzymując łzy, cisnące się do oczu na widok radości Łojca i jego nowej dziołchy. 

Tuliła się do babci, modląc się w duchu, by nie był to ostatni raz kiedy ją widzi. Tuliła się do ciotki umierając z tęsknoty, Wreszcie tuliła się do Wiedźmy Rodzicielki, próbując wypowiadać postępy w terapii nie wylewając jednocześnie łez, bo dla własnej matki ma tylko jeden dzień. 

- Mam taki motyw Mamusiak - mówiła wtedy - że czasem nie dociera do mnie co ludzie mówią. Znaczy ja ich słyszę, ale jakoś jakby sens do mnie nie dociera. I mam tak odkąd te leki biorę. Błoga obojętność Mamusiak.. - urywała wtedy zapatrując się w niebo i myśląc o tym, że ma się umalować na pogrzeb...

W końcu jedna z masek pękła, przy winie, przy Szwagrzycy, wyznała, że leczy się na depresje... Wyznała, jak traktuje ją Krótki i jak bardzo czasem ma ochotę po prostu zejść mu z drogi, zejść wszystkim z drogi... 

niedziela, 16 października 2016

A działo się cz 5 - Ostrza bólu

Przez kilka dni po pogrzebie Lindy wpatrywała się tępo w skalpel. Nie było trudno go zdobyć, wszak pracowała z nożami i nożyczkami. Patrzyła na ostrze, jakby mogło jej odpowiedzieć dlaczego tak. Dlaczego Linda, ta, która tak cieszyła się każdym dniem. Ta, która miała męża, dzieci i wnuki, ta, która tryskała humorem mimo bólu jaki odczuwała.

Dlaczego ona...?
Dlaczego nie ja...?

Powinnaś być twarda, zakładać maski, przecież nikt nie może się dowiedzieć. Będą pytać, przecież im nie powiesz, co nie? Nikt nie weźmie Cie poważnie, jak bardzo trzeba być beznadziejnym człowiekiem, żeby nie radzić sobie do tego stopnia? Jakim gównem trza być, żeby dać się powalić jakiejś gównianej depresji?!

Skalpel leżał w dłoni idealnie. Zbyt idealnie. Wybrała miejsce w okolicach łokcia, nie chcąc by było to widoczne. Nikt nie może wiedzieć. Nikt jej nie pomoże...

Pięć długich nacięć, niby gwiazda, sykniecie z bólu i plaster wyjęty z szuflady.

Oszalałaś? Głupia, jesteś jakimś pieprzonym Emo czy co? Co za durny pomysł wpadł ci do głowy by się ciąć?! Nienormalna jesteś?! Zła, zła dziewczyna!

- Możesz mi coś obiecać? - zapytał Znaczek, gdy mu o tym powiedziała.
- Co takiego?
- Nie rób tego więcej proszę - rzekł lagodnym głosem - martwię się. Jestem przy tobie Vill, zawsze, pamiętaj. Jestem twoją siłą. Nie rób sobie krzywdy.

Krótki jedynie popatrzył i pokręcił głową z dezaprobatą. Poczuła wstyd i obiecała, że więcej tego nie zrobi...

Lekarka przypatrzyła się wybranemu miejscu i przepisała o połowę zwiększenie dawki leków.

Pani psycholog za to uspokoiła ja, że nie wyśle jej do wariatkowa.

W Polsce pewnie by ją wysłali.

- Pamiętaj Vill, jestem przy tobie, zawsze - powtórzył Znaczek.

piątek, 14 października 2016

A działo się cz 4 - Znaczek

Pojawił się znikąd, jak każdy z nich. Nefilim, złapany gdzieś na ukochanej wówczas grze. Od samego początku napawał ją strachem. Widziała w nim ból i ciemność, do której chciał ją wciągnąć. Stanęła okoniem. Nie tym razem, nie po Tomku, nie po Magu, dość... Nie będzie misji, nie będzie ratowania.

Na pierwszym, jakże przypadkowym, spotkaniu Poza Światami, próbował ją pocałować. Mimo ostrzeżeń zrobił to, więc przebiła go mieczem. Padł u jej stóp brocząc krwią, ale nie umarł.

Gabriel go nie cierpiał, od samego początku ostrzegał ją, że to się źle skończy, tak jak z Tomkiem, tak jak z Magiem, tak jak... zaraz, przecież mylił się co do Pani Krainy!

Nie będę go ratować, nie będę znów przechodzić tego samego, wmawiała sobie, przecież to już się działo, nie raz. Przecież wiedziała jaki będzie tego scenariusz, ile bólu jej to przyniesie. Wiedziała, że podobnie jak przez Tomka i przez Maga - umrze.. rozerwana na miliard srebrno złotych kryształów.

Wzbraniała się rękoma i nogami, Gabrielem, Panią Krainy i nawet Molly. Wzbraniała się najmocniej jak mogła, nie chcąc po raz n-ty przechodzić tego samego. Smutnym ludziom nie warto ufać, ciągną nas w swoją ciemność, otulają sobą, zaplatają łańcuchy... Broniła się mieczami i sztyletami.

Ale on wciąż trwał.

Wciąż był.

Nie chciała go ratować.

Ale on wciąż trwał.

Był obok, nawet jak kazała mu odejść. Był obok nawet gdy sama odeszła. Był obok nawet gdy wszystkim na około mówiła jaki jest zły bo ciągnie w stronę ciemności. Był obok... kiedy zasypiał Gabriel i wtedy...

... gdy pierwszy raz sięgnęła po skalpel.

czwartek, 13 października 2016

A działo się cz 3 - Schowaj się

Schowaj się, zniknij, nie mów nikomu. Wyjawić nie możesz, to zło. To wstyd, to hańba. Nie radzisz sobie. Schowaj się, bo to Twoja wina.

Biła się z myślami, skulona siedząc przy biurku, kuląc się jeszcze bardziej, gdy Księżna darła o coś ryja. W myślach w wyobraźni stawała przed Księżnej gniewem, z wymyśloną ripostą, z gotowymi odpowiedziami. W myślach, w wyobraźni pokazała jej, jaka jest silna. Wziąc tylko oddech i wypuścić słowa, tyle musiała..

I nie podołała.

Jesteś beznadziejna, nie razisz sobie. Jak mogłaś w ogóle iść po pomoc? Co Ci to da? Przecież i tak nie ma to sensu. Do końca życia będziesz na psychotropach, do końca swoich dni, będziesz kulić się przed krzykiem.

Nie mów nikomu, nie możesz. Zrobisz sobie jedynie więcej problemów i po co? Mało ich masz? Księżna na pewno wykorzysta to przeciwko Tobie. Wszyscy będą patrzeć w politowaniem, pogardą, nikt nie rozumie.

Krótki przecież nie rozumie.

On, ten, który powinien być najbliżej Ciebie, ten, który powinien najbardziej Cię rozumieć. W końcu ten, który chełpi się zawsze tym, że jak czegoś nie wie to zawsze doczyta, bo rozwój jest ważny...

Krótki nie poczytał. Krótki nie przyswoił. Krótki nie zrozumiał.

Więc biła się z myślami sama, żyjąc z człowiekiem, który pojęcia nie miał jak postępować z kimś kto ma tak silną depresję, że miejscami marzy o wieżowcu, a czasami tylko o ostrym nożu.

Ale udawała, że wszystko jest w porządku. Mimo, że wiedział, mimo, że widział, że brała leki - udawała. Nie mogła nikomu powiedzieć, przecież to oznaka słabości. Krótki nauczył ją, że radzić trzeba sobie samemu, że liczyć nie może na nikogo. A już na pewno nie na niego. Płakała więc w łazience zagłuszając łzy prysznicem.

Kiedy umarła Linda, koleżanka z pracy, która przegrała walkę z rakiem, myśli nasiliły się. To Ty powinnaś umrzeć, to Ty powinnaś być chora. Linda cieszyła się życiem, Ty nigdy sobie nie radziłaś. Ty jesteś beznadziejna. A gdybyś tak zachorowała, może w końcu wszyscy daliby Ci spokój i pozwolili w końcu umrzeć...

Księżna tuliła, gdy Vill płakała w łazience z powodu Lindy, poczęstowała papierosem, gdy trzęsącymi się rękoma trzymała zapalniczkę. Jo stala obok i pilnowała, by nie straciła przytomności od nadmiaru emocji i fajek. Na pogrzebie Vill płakała jak bóbr. Siedząc w ostatniej ławce biła się z emocjami, jednocześnie czując ulgę. Ulgę, że otwarcie może płakać i nikt nie dowie się, co jest jednym z powodów. Nikt nie zapyta, nikt nie odkryje...

Bo to taki wstyd...

środa, 12 października 2016

A działo się cz 2 - Tik tak

Tik tak, tik tak, zegar tykał, kiedy pani doktor czytała list napisany niezgrabną angielszczyzną. Tik tak, tik tak, czas mijał, a ona siedziała wpatrując się we wskazówkę sekundnika, ledwo powstrzymując łzy. Pani Doktor kiwała głową za każdym akapitem. To był stary, sprawdzony sposób, napisać list ze słownikiem, wtedy miała pewność, że niczego nie zapomni, bo medyczny angielski nie był jej najlepszym. Zresztą żaden nie był, była przecież taka beznadziejna..

Pani doktor podniosła na nią oczy i dała kartkę z testem. Zegar tykał, a słowa odmierzały czas.

Dwadzieścia pięć punktów - wynik maksymalny. Jak wyrok. To, czego się obawiała stało się faktem. Dopadło ją i puścić nie chciało. Jaki sens z tym walczyć, jaki sens robić cokolwiek? A może by tak po prostu to skończyć, zejść wszystkim z drogi, odpocząć, zasnąć.. już się nie obudzić.

Zmęczenie dawało o sobie znać nawet, gdy wypełniała test.

Wstyd nałożył na nią swój płaszcz, gdy szła do apteki po przepisane leki. Pierwsze dwa tygodnie okazały się koszmarem. Łazienka w domu i w pracy stała się stałym świadkiem płynących łez. Wewnętrzny ból aż piszczal i ranił od środka krwawiąc myślami niewypowiedzianymi. Klatka. Gdzieś głęboko w środku, klatka i łańcuchy,

Tik tak, zegar tykał. Minuty jak godziny. W środku całe dni, miesiące, lata tortur, rozrywane bólem istnienia. Tik tak, dwa tygodnie do kosza. Ból i łzy. Zmiana leków.

Dwadzieścia miligramów na początek i jakoś powoli zaczyna się uspokajać. Obojętność otula delikatnym swetrem całość jestestwa. Wszystko i nic przestaje obchodzić.

Pierwsza wizyta u psychologa, półtorej godziny płaczu i żalu. Diagnoza na odpowiednią terapię i kolejne tygodnie czekania. Nadzieja, która wyrywa się jak z procy, lecz gaśnie bardzo szybko, jakby nigdy nie istniała, jak płomień zapałki, nie zostawiając po sobie nic..

Tik tak, ten czas i ten wyrok.

Depresja...

poniedziałek, 10 października 2016

A działo się cz 1 - Rozpoznanie?

Jakoś we wrześniu tamtego roku dostali do łapek kontrakty. Po przeczytaniu owych, Krótki stwierdził, że rzuca tę robotę, bo firma nie obiecuje płatnych dni wolnych w przypadku braku pracy, co jednoznacznie wskazuje na kontrakt zero godzin.

Zaznaczyć należy, że to jest nie pierwszy raz, kiedy jej szanowny małżonek rzuca pracę z jakiegoś błahego powodu (np że "ludzie go wkurwiają, bo się kolesiostwo zrobiło"). Ostatnią zatem pracę rzucił właśnie z takiego powodu drobnego i postanowił wydać ostatnie z owej pracy pieniądze na sprzęt do nagrywania celem zarabiania kroci na You Tube. Może pamiętacie, a może nie, jak reklamowała jego kanał na swoim blogu. Tak czy owak, jako, że on jest inteligencja z wyższej półki on nie będzie z siebie robił idioty i jego filmy skierowane są do dorosłego dojrzałego widza. W związku z powyższym ma całe 30 subskrypcji. Przez pół roku zarobił dolara dziesięć. Potem znalazła mu pracę (tak, ona mu znalazła, bo wepchała go na chama do fabryki w której pracowała), z której zrezygnował z wyżej wymienionego powodu. Dodać trzeba, że ona pracuję tam do tej pory i nie miała ani dnia wolnego niepłatnego z powodu braku pracy. 

Nie mniej jednak zgodziła się na kolejny jego wybryk opuszczania pracy nie mając następnej i ... 

...dopadło ją coś.

Zmęczenie sięgało zenitu, każdego dnia coraz trudniej było jej wstać z łóżka. Wszelkie aktywności straciły sens. Potrawy smak, muzyka swe obrazy. Wstawała, szła do pracy, tyrała ,wracała, widziała męża i jego odpaloną grę, jadła i kładła się do wyra, a co piątek patrzyła, jak oszczędności, które udało im się jakoś zgromadzić przez wcześniejszy rok, które ona pilnowała, by w ogóle były gromadzone, lawirując między jego drogimi płytami głównymi i innym komputerowym badziewiem - znikają... 

sobota, 8 października 2016

Powrót, czy kroki wsteczne na chwilę?

Już od jakiegoś dłuższego czasu zastanawiałam się nad powrotem do nowego miejsca. Niestety, łatwo nie jest i nadal nie wiem, czy wróciłam na stałe, czy może tylko na chwilę. Dość wiedzieć, że pragnę znów coś nie coś skrobać ale... inaczej, szczerzej, prawdziwiej.

Wielu z Was lubiło moje posty, bo głównie były zabawne. Jednak, gdy życie posypało mi się na tyle, że nawet zabawności nie umiałam już udawać, zamknęłam poprzedni blog do odwołania. 

Myślę, że nie będę go ponownie otwierać. Decyzje które podjęłam i w których realizowania jestem w trakcie wydają się zamykać, odcinać pewien rozdział, pewną część mnie. 

Wiem, że wypisuje tu teraz jakieś zakręcone tajemnice niczego nie wyjaśniając, ale muszę na nowo nauczyć się otwierać, tym razem naprawdę szczerze i prawdziwie. Nie ukrywać uczuć pod płaszczykiem ironicznego opisywania wesołych historyjek z mojego życia.

W kilku najbliższych postach obiecuje szczerze i prawdziwie wyjaśnić co sprawiło, że przestałam pisać i z czym nadal walczę. 

Mam nadzieję, że chociaż część z Was zechce znów mi towarzyszyć w tej niezgrabnej probie powrotu do czegoś, co niegdyś kochałam - blogowania.