Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PozaŚwiat 2.0. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PozaŚwiat 2.0. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2020

Ortana


Serce waliło jej jak młotem, a oni wcale się nie kończyli. Delikatny wietrzyk rozwiał jej włosy, kiedy łapała kolejny oddech. Skąd się do cholery wzięli? Nie, to złe pytanie, nie mogła przecież dłużej okłamywać sama siebie. Uderzyła kijem z dzikim wrzaskiem bezsilności. Rozpacz. Byli tworem jej rozpaczy. Szarawe humanoidalne bezmyślne kształty chcące ją pochłonąć, chcące zatopić ją w tej szarości. Zatłukła już ilu? Setki, tysiące? Obróciła się i zamachnęła ponownie, odrzucając od siebie pomniejszą grupkę Rozpaczniaków, jak ich nazywała. Nie mieli twarzy, choć z dziur po oczach płynęły im ciągle czarne jak smoła łzy.

Sama miała ochotę płakać, mimo że minęło tyle czasu, mimo że to był tylko kot. Mimo, że to było tylko ciepłe futerko. Mimo, że wielu nie rozumiało, rozpaczy tak wielkiej, że przeniknęła do PozaŚwiata. Rozpaczy tak potężnej, jakby straciła rodzone dziecko. Jednak walczyła. Bo tak naprawdę tylko to w tej chwili jej pozostało. Nie dać się szarości i brnąć do przodu.

Kolejny pół obrót i krąg wokół niej zrobił się na chwilę luźniejszy. Żałowała, że jeszcze nie skończyła projektu, na który pomysł podsunęła jej nieświadomie Lerra. Ledwie zaczęty leżał teraz w piwnicy, do której nie mogla uciec, bo utknęła tu z tymi szarymi płaczącymi stworzeniami. Sama przeciw armii łez.

Miała jeszcze jedno zaklęcie. Eksperymentalny ładunek magiczny. Zanim sięgnie po ostateczność, zanim wskoczy do jeziora i chwyci nieokiełznane. Uderzenie i wrzask, który milknąc miał zamiar przerodzić się w słowa zaklęcia.

Nagle poczuła czyjąś obecność za plecami. Obecność, która sprawiła, że płacząca szarość nagle przestała być ważna. Była zimna i niepokojąco szybka. Vill spięła się gwałtownie i już zaczęła się obracać kiedy poczuła chłodne ręce na swym ciele. Cichy krzyk wyrwał jej się z ust, gdy kły zatopiły się w jej szyi. Ostatnie co zapamiętała to kij upadający na trawę.

***
Było miękko i przyjemnie. Pachniało znajomo, delikatnie różami. Bez trudu rozpoznała własne łóżko. Nie otworzyła jednak oczu, wyczuwając towarzystwo.

- Chyba nie sądzisz, że nie zauważyłam twojego przebudzenia? - kobiecy chłodny głos.

Vill otworzyła oczy i spojrzała na swoją rozmówczynie. Kobieta pół leżała, pół siedziała oparta na poduszkach na drugiej połowie łóżka. Nogi splecione miała w kostkach i czytała jakąś księgę o uprawianiu ziół. Nie podniosła oczu na Vill, jakby wielce zainteresowana lekturą. Miała białe, krótkie włosy, wygolone z jednej strony, z drugiej opadające swobodnie dłuższe z przodu przy brodzie. Oblizała wargi i przewróciła stronę. 

- Co tu robisz? - zapytała Vill
- Przeglądam twoje książki. Nie powinnaś tyle spać, nie uderzyłam cię aż tak mocno – odparła tamta.

Faktycznie Vill czuła ból w karku, pomasowała się tam delikatnie, jej palce natrafiły na dwa małe punkciki na szyi.

- Piłaś ze mnie – zauważyła.
- Ledwie zasmakowałam, choć trzeba przyznać smakowita jesteś – w końcu kobieta spojrzała na nią czerwonymi oczami – tyle się męczyłaś z tymi szarakami, że już mi się odechciało patrzeć.
- Gdzie oni są?
- Zniknęli kiedy straciłaś przytomność – białowłosa odłożyła książkę.
- Czy wy przypadkiem nie potrzebujecie zaproszenia, by wejść do cudzego domu? - zapytała zgryźliwie.
- Oh, to bujda – wampirzyca lekko się uśmiechnęła.
- Kłamiesz.
- Owszem – odparła tamta.
- Więc jak tu weszłaś? I kim u licha jesteś?

W ułamku sekundy poczuła jak ciało wampirzycy przyciska ją do materaca. Jej blade ręce chwyciły ją za nadgarstki, twarz znalazła się bardzo blisko jej twarzy. Błysnęły białe kły.

- Grzeczniej – warknęła jej w twarz – uratowałam cię, należy mi się trochę wdzięczności.
- A mnie nieco odpowiedzi – odparła Vill niewzruszona pokazem siły. Patrzyła hardo w czerwone oczy, mimo że serce waliło jej ze strachu – Na przykład kim jesteś, skąd o mnie wiesz i jak tu weszłaś? Potem możemy skoczyć na piwo.

Usta kobiety zbliżyły się do jej szyi. Przez chwilę trwała tak, jakby się zastanawiała. Vill poczuła chłodne wargi na swojej skórze. Sekundę później wampirzyca stała już koło łóżka.

- Moje anioły cię widziały – odparła.
- Mówisz o tych kamiennych na cmentarzu? - zapytała, podnosząc się.
- Tak, przyszłam sprawdzić coś za jedna – odwróciła się, by odejść i przez chwilę stała tak z dłonią na klamce drzwi sypialni. - Ortana – zdradziła swe imię i chwile później już jej nie było.

środa, 19 lutego 2020

Rithan

W piwnicy było cicho i delikatnie chłodno. Siedziała przy biurku i zawzięcie pisała coś w notatniku delikatnie wystawiając język przy prawym koniuszku ust. Odsunęła się od notatek, spojrzała na nie krytycznym okiem, po czym wyrwała kartkę, zgniotła ja i rzuciła między kilkanaście innych walających się po podłodze. Zastanawiała się, czy nie pójść do Lerry po radę, ale uparła się, że sama do tego dojdzie.

W końcu zbudowała dom, a to już nie byle co. Przyłożyła pióro do czystej kartki i znów zaczęła kreślić obliczenia. Kropki, przecinki, nawiasy, przeniesienia, znaki mniejszości, większości i dziwne runy oraz pomniejsze zawijasy. Doszła do połowy strony i wróciła na jej początek zastępując jedną z run innym znakiem. Postukała się końcówką pióra w policzek w zamyśleniu. W końcu poprawiła kolejną runę, zmazała jeden z nawiasów po czym znów odchyliła się i spojrzała na zapiski krytycznym okiem. Nie minęła sekunda, a zapiski znalazły się na podłodze wśród innych papierowych kulek.

Wstała, podeszła do ławy i zapaliła kadzidełko. Musiała oczyścić umysł, bo myśli prowadziły ją wciąż błędnymi ścieżkami. Była pewna, że jest bliżej niż w połowie drogi do odkrycia odpowiedniej formuły, ale musiała otworzyć myśli na nowe ścieżki. Przygasiła światła zostawiając tylko to nad matą do medytacji. Usiadła po turecku, ręce złożyła na podołku i wzięła głęboki oddech. Potem drugi i...

... Ktoś zapukał do drzwi piwnicy. Vill nie poruszyła się. Pukanie powtórzyło się, Vill machnęła ręką, jakby chciała odgonić muchę, ale najwyraźniej pukający nie dostrzegł przez zamknięte drzwi tego gestu.

- Go away - powiedziała po angielsku, jakby to miało cokolwiek zmienić.

Zmieniło. Pukanie zamilkło. Zamiast tego usłyszała otwierane drzwi i kroki po kamiennych schodach.

- Vill jesteś tu? - Jego głos zabarwiony nutką wesołości jak zawsze.
- Nikt nie nauczył cię pukać?! - zrugała go, wstając.
- Pukałem - powiedział i stanął u podnóża schodów.

Zlustrowała go o stóp do głów. Miał na sobie luźne, krótkie spodenki i rozpiętą koszulę. Tak granatowe, że niemal czarne włosy zgolone miał po bokach, ale na czubku głowy były całkiem długie. Tak długie, że zaplecione w warkocz opadały mu na pierś. Jego zielone oczy nie miały pionowych źrenic jak oczy jego siostry i .. Zaraz, stóp?!

-  Rithan... - zaczęła - Jak..? - spojrzała na jego bose stopy.
- Oh to? - roześmiał się, miał ładny, pogodny śmiech - Kolejne kompaktowe zaklęcie Lerry - wskazał na naszyjnik. Znaczy.. - zawahał się - ogólnie jesteśmy w stanie wiesz, wychodzić z oceanu o własnych nogach, ale to zaklęcie sprawia, że gdybyś oblała mnie wodą, nie będę się rzucał jak...ah! - krzyknął gdy Vill oblała go wodą. - Widzisz? - powiedział.
- Fakt - przyznała. - To ciekawe - z akademicką ciekawością zaczęła przyglądać się jego naszyjnikowi. - A właściwie to po co przyszedłeś? - zapytała mimochodem.
- Dziś w nocy mamy święto nowego roku. Przejście zodiaku z wodnika na ryby. Taki nasz syeni sylwester - rzekł. - A ty masz urodziny i pomyślałem, że mogłabyś się wybrać ze mną na tą imprezę jako moja plus jeden.

Przestała przyglądać się jego naszyjnikowi, cofnęła się o krok i spojrzała mu w oczy.

- Dlaczego? - zapytała, z miejsca stała się podejrzliwa i spięta.
- Bo jest impreza na plaży, a ty siedzisz tu już ładnych kilka dni i pewnie nie widziałaś słońca od sporego czasu. Nie mówiąc już o gwiazdach.

Milczała przez chwilę przyglądając mu się uważnie, w końcu rzekła.

- Czy jeśli z tobą pójdę stanę się częścią twojego stada/watahy/ławicy niepotrzebne skreślić?
- Eee..? - spojrzał na nią, nie rozumiejąc.
- Czy jeśli przyjdę tam z tobą okaże się, że należę do ciebie, twojej rodziny, czy w cokolwiek się tam zbieracie? A może będę zobowiązana wykonać jakieś zadanie, znaleźć kogoś, zabić, albo odszukać jakiś artefakt, oddać krew, duszę, kawałek ciała, albo całe? - dopytywała.
- Czy ciebie nikt nigdy tak po prostu nie zaprosił na imprezę? - zapytał po chwili

Zastanowiła się wspominając szczególnie Celestial, Neile i paru innych krwiopijców.

- Nie - przyznała po dłuższej chwili.
- Podobno na wszystko musi być ten pierwszy raz - powiedział wesoło i wyciągnął do niej rękę.

Spojrzała na jego dłoń wciąż nieufna i spięta, potem przeniosła wzrok na jego roześmiane zielone oczy. Przez jej głowę przewinęły się obrazy świata, który już nie istniał, przełknęła ślinę kalkulując w głowie wszelkie możliwe ryzyko. W końcu zapytała.

- Czy obowiązują jakieś konkretne stroje?
- Najlepiej plażowe, ale głównie chodzi o wygodę, muzykę, taniec, drinki i gwiazdy - odparł z uśmiechem.

środa, 12 lutego 2020

Nowy dom?

- "Możesz wracać do domu, albo do miejsca gdzie powinien być i tam go zbudować"

Te słowa Syreny dźwięczały jej w głowie kiedy stała nad jeziorem i wpatrywała się w fioletowy kryształ. Może to jest właśnie to? Może właśnie to powinna zrobić. Stworzyć swój nowy dom. Przecież to nie może być trudne, skoro stworzyła PozaŚwiat? No cóż, to było kłamstwo. PozaŚwiat praktycznie sam się stworzył czerpiąc z jej energii i muzyki którą słuchała. Ale dom? Dom to było celowe działanie. Celowe nadawanie kształtu czemuś, co nie istniało. Celowe ubieranie rzeczywistości, naginanie jej. Używanie mocy.

Tak, to właśnie tego najbardziej się bała. Używania mocy. Bała się jej nieokiełznania, jej siły, jej braku posłuszeństwa.

Z drugiej jednak strony przecież w końcu musiała się nauczyć nad nią panować. Przecież nie mogła ciągle żyć w strachu, że rozwali cały PozaŚwiat nieumiejętnością okiełznania magii. Dom mógł być dobrym treningiem i ... miejscem należącym tylko do niej.

Spojrzała więc jeszcze raz na kryształ, po czym zamknęła oczy i skoncentrowała się. Uspokoiła oddech .... i usłyszała muzykę...

Kiedy otworzyła oczy znów spojrzała na kryształ i już wiedziała, że ma tylko swoje miejsce, do którego może wracać niezależnie od wszystkiego...

środa, 22 stycznia 2020

Ocean

Pierwsze co poczuła to ciemność. Pierwszym co zobaczyła, była zbliżająca się fioletowa iskra. I nagle iska znalazła się w oku... Oku Mocy ukształtowanej na jej podobieństwo. Zawieszona w próżni Vill przekrzywiła głowę przyglądając się swojemu odwzorowaniu stworzonemu z Mocy. Moc również przekrzywiła głowę. To było trochę jak przefiltrowane odbicie lustrzane. Jedyną różnicą było to, że czerwonowłosa nie miała skrzydeł. Vill uniosła rękę i Moc również to zrobiła. Vill się zbliżyła i Moc również się przysunęła. Teraz dokładniej widziała przepływające przez postać fioletowe wstęgi, zauważyła też kilka czerwonych i, o zgrozo, niewiele czarnych. Coś ciągnęło ją w stronę fioletowego odbicia. Przełknęła ślinę i wysunęła rękę. Odbicie również to zrobiło. Kiedy ich palce zetknęły się, odbicie uśmiechnęło się szalonym, nieokiełznanym, szerokim uśmiechem. Poczuła jak Moc wlała się w nią gwałtownie pełna energii niszczenia!

Wrzasnęła!
__________________

Śpiew był czymś czego się nie spodziewała. Powoli i delikatnie przywracał ją do rzeczywistości, jakby prowadził. Obudziła się na czymś miękkim i dziwnie mokrym. Ona również była mokra. Chociaż nie tak ociężale jakby właśnie wyszła z jeziora, a to właśnie jezioro było ostatnim co pamiętała. Wszystko w okół, łącznie z powietrznem było mokre. Tyle, że nie było żadnego powietrza. Była pod wodą! Wrzasnęła po raz kolejny wyrzucając z siebie chmarę bąbelków.

- No już już spokojnie - usłyszała kojący, śpiewny głos. - Wdech i wydech, nie panikuj, bo niczego przez te bąbelki nie zobaczysz. Możesz oddychać, więc oddychaj.

Zamknęła oczy starając się opanować wyrywającą się na wolność panikę. Minęło dobrych kilka chwil, zanim pozwoliła sobie uwierzyć w to, że oddycha pod wodą. Otworzyła oczy i ujrzała uśmiechniętą twarz. Kobieta miała najbardziej kolorowe włosy jakie Vill kiedykolwiek widziała. Od czubka głowy były fioletowe, potem w okolicach szyi przechodziły na niebieskie, by zakończyć się morską zielenią. Falowały delikatnie jakby bawiły się prądem wodnym. Oczy jej także były intensywnie zielone z pionowymi źrenicami. Ubrana była... O, aha, zielony przewiązany materiał imitujący stanik i równie kolorowy jak włosy rybi ogon. Zaraz. Ogon?! Bąbelki powietrza znów na chwilę zasłoniły jej widok. Kiedy opanowała się na tyle by móc coś powiedzieć, postanowiła zadać najrozsądniejsze pytanie.

- Jak oddycham? - jej własny głos zabrzmiał trochę obco, jakby z butelki.
- Masz zaklęcie na wisiorku - syrena wskazała niebieskawy krysztalik. - Jestem Lerra - powiedziała i wyciągnęła rękę.
- Vill - czerwonowłosa przedstawiła się.
- Jesteś tą czarownicą mieszkającą przy jeziorze - to było bardziej stwierdzenie niż pytanie.
- Póki co - odparła. - Jak się tu znalazłam? -rozejrzała się.

Były w niedużym pomieszczeniu, Obok kanapy w kształcie muszli na której siedziała Vill znalazło się kilka skalnych półek z jakimiś kryształami w różnym kolorze i kształcie. Ściany były lekko zmatowione jakby ktoś między dwa okna nasypał piasku, a przez drzwi widziała przepływające tu i ówdzie syreny, ryby i delfiny. Mignął jej granatowy ogon, który też wydał się znajomy, choć nie zdążyła zauważyć do kogo należał.

- Rithan cię przyniósł - powiedziała Lerra - trochę poszalałaś, aż zatrzęsło całym oceanem. Rithan to mój brat - od razu wyjaśniła.
- W jaki sposób mnie przyniósł? nie jest..? - Vill wskazała na rybi ogon Lerry.
- Oh, ależ jest Syrenem, owszem - powiedziała tamta rozpromieniona - Po prostu mamy swoje sposoby - wskazała na wisiorek dzięki któremu czerwonowłosa mogła oddychać.
- Ammm.. a gdzie jest teraz ten... Rithan..?
- Pewnie się speszył, jak tylko usłyszał że przestałam śpiewać - Lerra wyglądała na jeszcze bardziej rozbawioną - Onieśmielasz go - zachichotała. - Ale nie mów mu, że ci powiedziałam.
- Aha.. amm... okey... - popatrzyła na nią długo.- Ja cię chyba skądś znam...? - Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już widziała tę syrenę.
- Być może - odparła Lerra - Śniłaś mi się kiedyś - rzekła i uśmiechnęła się promiennie.
- Hmm... - Vill przyjrzała się dziewczynie uważnie. Skoro wymieniły jako tako uprzejmości, czas było na fundamentalne pytanie. - Czy jestem tu więźniem?

Lerra wyglądała na zszokowaną, potem zdruzgotaną, potem znów jakby dostała w twarz, a za chwilę jakby miała się popłakać. Spuściła oczy jakby chciała ukryć smutek. Wyglądało na to, że nieufność Vill sprawiła jej przykrość.

- Pomogliśmy ci - powiedziała, cichym melodyjnym głosem. Umilkła na chwilę, a potem podniosła oczy i uśmiechnęła się szeroko ukazując rekinie zęby, chociaż uśmiech ten nie miał w sobie nic drapieżnego. - więc wisisz nam za to kubełek lodów i dobrą kawę - powiedziała po czym roześmiała się serdecznie. - Nie Czarownico Znad Jeziora, nie jesteś tu więźniem. Myślę, że spokojnie możesz wrócić do domu - zamilkła na chwilę i zlustrowała Vill swymi zielonymi oczami - Albo wrócić tam gdzie powinien on być i go zbudować.

niedziela, 5 stycznia 2020

Jezioro


Revelation By Dimotai

Powoli opadała. Włosy falowały wokół jej twarzy. Wyciągnęła rękę w górę, jakby chciała chwycić księżyc, albo złapać mężczyznę, który wypuścił ją z objęć. Zacisnęła pięść, jakby chciała zatrzymać wspomnienie…

Jego zimne dłonie obejmujące jej plecy. Serce bijące z ekscytacji, kiedy oparła ręce o jego tors w geście obrony. Wiedziała, że go nie odepchnie. Nie była już tak silna jak kiedyś. Nie wiedziała, czy znów będzie. Niczego nie wiedziała. Jego teren. Proszę odejdź. Nie chcę krzywdy… Krzyk i ból kiedy wbił kły. One zawsze są głodne. Nie weź wszystkiego...

Tafla zamknęła się za nią. Czy wiedział, że jeszcze żyła? W okół niej, robiło się coraz ciemniej, coraz zimniej. Kim był? Czy był to od zawsze…? Czy istniał od czasu Harpii i Syren, czy może skądś przywędrował? Nawet nie zdążyła go poznać…

Delikatnie opadła na dno pentagramu. Dotknęła prawą dłonią gładkiego kamienia. Fiolet rozjarzył się jak głodne oczy bezimiennego mężczyzny, który wrzucił ją do jeziora jak zużytą zabawkę. Moc, którą tak pieczołowicie i z ledwością zamknęła w krysztale wepchnęła się w nią najpierw pojedynczym strumieniem, aż w końcu cała falą.

Dzika i nieokiełznana.

Fioletowe żyły pojawiły się na jej nadgarstku i wystrzeliły w stronę ramienia. Poczuła wypełniającą ją moc. Wrzasnęła i przed oczami zobaczyła fioletowo zabarwione bąbelki. W panice zerknęła w lewo, żyły ozdobiły już lewą rękę. Czuła, jak policzki palą ją od napływającej magii, jak skóra pęka, jak moc sączy się przez pęknięcia wokół ust. Wiedziała, że jest za słaba by ją teraz utrzymać.

Mocno odbiła się stopami od dna i wystrzeliła w górę jak z armaty. Nawet nie zauważyła czy wzięła haust powietrza gdy znalazła się nad jeziorem. Dłonie paliły ją żywym ogniem. Błyszczące fioletem oczy skierowała na odchodzącego mężczyznę.

- Uciek...aj… - wydobyło się z niej zwielokrotnionym głosem.

Obrócił się i uniósł głowę patrząc na nią. W jego czerwonych oczach najpierw zobaczyła zaskoczenie, a potem lęk. Czuła jakby zaraz ją miało rozsadzić. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, a jego kły błysnęły w świetle księżyca. Poczuła, jak koło oka pękła jej skóra. Powiedziała więc pierwsze co przyszło jej do głowy. Zamknęła w słowa początek zaklęcia które nie istnieje.

- System Call – zabrzmiało to jak „systemu kolu”

Wsunąć fiolet w ramy, okiełznać nieokiełznane, nazwać nienazwane. Uciekaj! Chciała krzyknąć, ale miast tego z jej ust wydobyło się wiązanie. Fioletowe skrzydła wystrzeliły z jej pleców

- Salamandra!

Kiedy ametystowy ogień opadł, a jej stopy dotknęły ziemi, na śniegu pozostała tylko nadpalona trawa wokół kupki popiołu. Vill spojrzała na to i zapłakała. Chwile później ciemność pochłonęła jej jestestwo, a ostatnie co poczuła, to zimna tafla wody zamykająca się nad nią i ostatni chłodny płatek śniegu głaszczący jej policzek tuż przed tym...

środa, 25 grudnia 2019

A spróbuj na nowo

- Spróbuj na nowo - powiedział Znaczek
- Ale jak na nowo, przecież stracę ich wszystkich... Neila, David, Elenea... Inuki?
- Pewnie tak, ale niektórzy z nich może się odnajdą - odparł - skoro od dwóch lat nie możesz odzyskać PozaŚwiata to spróbuj stworzyć nowy.

Czasem biorę sobie cudze rady do serca...

Sybrid - Planinski Briz | EPIC VOCAL ACTION

Zamknięte oczy. Pustka. Nicość i dryfowanie w ciemności. Ręce i nogi szukające oparcia i wszechobecny spokój. Uczucie zbliżania się czegoś W oddali jakby śpiew... Kilka głębokich oddechów... i uczucie opadania...

Nagle stopy dotknęły podłoża, rozpoczęła bieg. Trawa, była zielona i zdrowa, po prawej minęła jezioro, kątem oka zauważyła je i już wiedziała, że będzie ważne. Przyśpieszyła. Przeskoczyła kilka pomniejszych skałek i biegła dalej. Trawa, kwiaty, jasne niebo, słońce, w oddali śpiew, fortepian i bieg!

Wpadła między drzewa. Śpiew wzmógł się i nagle leciała. Ptasie skrzydła harpii rozłożone były na pełną szerokość, leciała w stadzie, była Harpią, była stadem, była radością odkrywania, wiatr szumiał w jej piórach. Szybowała, wzlatywała i opadała. Głęboki wdech...

...Znów śpiew i kopyta dotknęły piachu, wiatr czesał grzywę kiedy w stadzie koni przebiegała plażę. Po prawej miała białe klify, po lewej szumiące morze Radość odkrywania, radość nowości, radość wolności. Zarżała wyszczerzona. 

Troszkę zwolniła oglądając zarośnięte puszczą ruiny kolumn i niedawnych budynków. Wbiegła na okolone trawą schody i minęła kamienną bramę, trawa połaskotała ją w łydki, kiedy na chwile się zatrzymała i przeszła w marsz...

.... Woda była przyjemnie słona kiedy wraz z innymi syrenami skakała między falami, słońce mieniło się iskierkami w ich włosach i jej ogonie, wszystkie były uśmiechnięte, fale napierały, a one ścigały się z wodą i same ze sobą.Coraz szybciej i szybciej by wyprzedzić koleżanki...

... Widziała z góry stado syren, kiedy wiatr przeczesywał jej harpie pióra, jakiż to był cudowny widok! 

Śpiew i wrzask odkrywania, ponownie była w wodzie, szybciej, szybciej, by wyprzedzić rybie siostry... Wyskoczyła w górę i łukiem zanurkowała. Szybciej!  I już wiedziała, że zostaną w tyle, ponieważ napędza ją moc odkrywania...

... i nagle skończyło się morze. Odwróciła się gwałtownie i jednocześnie zawisła w przestrzeni. Świat był dyskiem na wielkiej skale pełnej kryształów. Jeszcze się tworzył. Uśmiechnęła się tylko zadowolona, wyczerpana biegiem i szczęśliwa...