wtorek, 22 maja 2018

Hello darkness, my old friend

Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain
Still remains
Within the sound of silence.

piątek, 11 maja 2018

Odpocznij sobie

W pokoju był porządek. Jakby dzień wolny był od pracy. Na biurkach nie walały się papiery, a monitory były pogaszone. Za oknem świetlista łuna przesłaniała niebo zza budynku szkoły. Nic nie działało. Nie było prądu. Trwała wojna.

- Zakończę to - powiedziałam zdenerwowana - dość już tego.
- Nie ma tu nikogo innego, więc weź ze mnie - odparła M.

Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Poczułam jak w moje jestestwo wlewa się masa wątpliwości. Ale przecież M. Nie miała od tego zginąć. Miała, jeśli nie podjęłabym żadnych działań.

- Sądziłam, że w to nie wierzysz. Ze wszystkich właśnie chyba ty byłabyś najmniej przekonana.
- To nie ważne, po prostu weź, wiem, że potrzebujesz.

Rozejrzałam się jeszcze po tonącym w półmroku pomieszczeniu. Niebo za oknem wyglądało jak najdziwniejszy futurystyczny zachód słońca. Od szyb grzało ciepło, wręcz upał, mimo, że trwała noc. Raz po raz budynkiem wstrząsało nieco, jakby olbrzym bawił się zabawką.

- Dobra - zdecydowałam w końcu.

Czarnowłosa kobieta, która chyba zawsze najwięcej się śmiała podczas wspólnej pracy, podeszła z niespotykaną dla niej łagodnością i objęła mnie. Odchyliła głowę. Delikatnie odsunęłam jej niesforne kosmyki. To było takie zwykłe. Kły nawet nie zaświerzbiły. Smak nie oniemiał. Ot, po prostu zwykła zagrywka, by nabrać sił na to, co ma się wydarzyć.

***
Niebo płonęło ogniem. Na dole wzgórza miasto tonęło w bitwie. Szczupła niewysoka blondynka siedziała na jednej z ławek. Obok niej usadowił się muskularny, milczący, łysy facet. Ze trzy razy większy od niej, ze dwa od przeciętnego człowieka. Założył ręce na klacie, wyglądając przy tym jak HULK, tylko nie zielony. Blondynka majtała nogami, raz po raz spoglądając na miasto poniżej. Była jeszcze dzieckiem, na oko jakieś jedenaście lat.

Zachrzęścił żwir. Sobie znanym krokiem, lekko dysząc, doczłapałam się na szczyt wzgórza. Twarz miałam gniewną. Zwyczajnie skończyła mi się cierpliwość. Spojrzeniem zaszczyciłam blond dziecko. Znałam ją. Kiedyś razem bawiłyśmy się na podwórku. Ta podniosła na nią oczy i uśmiechnęła się promiennie.

- Przyszłaś do mnie? - zapytała.
- Przyszłam zakończyć, co zaczęłaś - padła odpowiedź

Rozłożyłam ręce, przymykając oczy. Krew M. krążyła w moich żyłach dając mi potrzebną energię. Futro mojej kotki załaskotało, gdy otarła mi się o nogi. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na nią. Miauknęła. Zerknęłam na miasto i spięłam wszystkie mięśnie, by zebrać jak najwięcej mocy. Kręgi pojawiły się w okół moich rąk. Jak runiczne dyski. Miały żółtawy kolor i wyglądały, jakby żyły własnym życiem. Czułam na sobie wzrok blond dziecka, ale facet na mnie nie patrzył. Nie wiedziałam nawet czy jeszcze tu był.

- Co chcesz zrobić - zapytała ona, bez cienia lęku, raczej z zaciekawieniem.
- Rozpierdolę te twoją armię w drobny mak.

Jakoś wiedziałam, a może przypuszczałam, że nie było już tam ludzi. Same roboty i demony. Piękny teren, by spuścić atomówkę mojej mocy. Żółty krąg magii pojawił się nad miastem niczym energetyczny dach. Zamknęłam oczy. Kot znów otarł mi się o nogi, a ja czułam jak moc we mnie wzbiera, jak krew M. we mnie buzuje, silna mocna, trochę śmieszkowata krew. Wystarczyło tylko porządnie pierdolnąć. Zebrałam moc i...

... dotarł do mnie śpiew ptaków. Świerzy powiew wiatru przebił się przez zgniły odór wojny. Pod powieki próbowało przebić się coś jasnego, lecz delikatnego, a zatem nie blask ognia. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na miasto. Światło słoneczne zaczęło przebijać się przez ciemne chmury mordu, wszystko jaśniało. Nie rozumiałam tego. Co więcej nie mogłam określić czy energia już poszła, a może zwyczajnie utkwiła. Zachwiałam się, straciłam równowagę. Czyjeś silne ręce mnie złapały. To ten nieopierzony Hulk. Posadził mnie na ławce. Z trudem otworzyłam oczy, niebo coraz bardziej jaśniało, smród zanikał, krzyki milkły. Spojrzałam na blondynkę. Miała ładną sukienkę, słoneczny kapelusz i była teraz kobietą. Uśmiechnęła się do mnie łagodnie, choć nie widziałam, żeby W. kiedykolwiek uśmiechała się łagodnie. Mówiła coś, ale nie mogłam zarejestrować co. Usłyszałam tylko ostatnie słowa.

- Odpocznij sobie teraz.

Próbowałam nie zasnąć, ale w końcu wycieńczenie mnie pokonało. Nastała ciemność, a śpiew prawdziwych ptaków wyrwał mnie ze snu.

wtorek, 8 maja 2018

Jestem rozżalona

Dnia pięknego kwietnia dwudziestego siódmego zadryndał mój telefon ukochany motywem przewodnim z Fairy Tail. Jak się okazało w trakcie rozmowy pani z Agencji Zatrudnienia dostała w łapki moje CV z Fundacji i zapragnęła ze mną taką rozmowę przeprowadzić. Odpowiadałam szczerze, ale przeszkolona na pytania zadawane, nieco w duchu się zdziwiwszy, że taka rozmowa na telefon jest ogarniana.

Na koniec jednak okazało się, że cieszyć się co nie ma wcale, gdyż, jak mi wyjaśniono, rozmowa face to face będzie jeszcze przeprowadzona. Kiedy? Hugo wie (albo Hugolina i dzieci), bo weekend długi i wszystko poprzesuwane, koleżanka z którą ma być rozmowa na majówkę wyjechała i Pani do mnie zadzwoni najpóźniej do siódmego.

Oczywiście, zdziwiona nie byłam, że siódmy minął (u Wiedźmy Rodzicielki na urodzinach) a telefonu jak nie było tak milczał.

Dzisiejszym za to rankiem dwie próby z Panem pośrednikiem skontaktowania podjęłam aż za trzecia się udało i gradem pytań zasypałam. Wedle Pana znawcy powody dwa główne być mogą powściągliwości pracodawców w dzwonieniu do mnie.

Numero uno, ze w Jaworznie mieszkam, a przeca oferty z Katowic, "a jak Pani wie, im bliżej , tym lepiej". Szkoda ino, że mi tego, gdy się zapisywałam nie powiedzieli, że pracodawcy kryterium mieszkaniowe aż tak rozważać będą.

Numero duo, że na CV napisane mam prace fizyczne (cóż, mogłam o nich nie pisać, ale ośmioletnią przerwę w zatrudnieniu pewnie by na karp małolata posiadania by zwalili i byłoby gorzej) i że doświadczenia nie mam. No ja bardzo przepraszam, ale skoro projekt nazywa się Wybierz Drogę Kariery, to ja właśnie taką drogę wybrałam. Dodam, że staże z definicji mają przygotować świeżaka do pracy w zawodzie.

Szkoda tylko, że z definicji.

Pan pośrednik kazał mi zadzwonić tam gdzie nie oddzwoniono, bo to podobno pokaże, że mi zależy. Dowiedziałam się, że termin rozmowy oczywiście będzie i że do trzynastej mnie powiadomią.

I zgadnijcie co?

Oczywiście, że do mnie nie oddzwoniono.

(zastanawiam się, czy ponowny telefon jutro będzie zależeniem mi, czy może już natręctwem?) 

I ja wszystko rozumiem, że weekend długi, ze ludzie pracują, że zajęci są i tym podobne. Ale nie mogę jakoś powstrzymać swego rozżalenia. Bo już zwyczajnie minęło tyle czasu, że ja im w nic już nie wierzę...