piątek, 6 marca 2020

Pustka w sercu

Pustka w domu...

Jakbym wyniosła wszystkie meble...

Echo pustych ścian..

A przecież pochowałam tylko kilka małych, należących do niej rzeczy...

Przecież tylko pozamiatałam żwir..

Przecież tylko pomyłam miski...

I budzę się rano, a idąc do kuchni myślę czy zostawiłam wystarczającą ilość przegotowanej wody, kieruje się w stronę parapetu gdzie leżały jej leki, przecież nie mogę zapomnieć dać jej Apelki. Ale woda już jest nie ważna, bo nie ma miski. I leki są nie ważne bo nie ma już leków.

Za każdym razem jak idę do kuchni albo łazienki, chcę wejść do jej pokoju, zatopić dłoń w miękkim futerku. Ale futerka też już nie ma...

Trzeci dzień ryczę co parę chwil, co paręnaście nie potrafię uwierzyć,  co kilka minut w głowie wciąż trzymam jej łapkę, patrze jak ciężko oddycha, słyszę jak mnie woła, jak płacze, że boli... Widzę ją w szpitalu, na grzewczym kocyku z podłączoną kroplówką. Tulę ją ostatni raz kiedy ona już mnie nawet nie poznaje, tulę i życzę jej przyjemnych snów wiedząc że ja nie będę spać i z samego rana znów tu przyjdę. Tulę ją obiecując, że za parę dni zabiorę ją do domu...

Ale ona nie wraca już do mnie. Odchodzi za tęczowy most zostawiając ziejąca pustką wyrwę w moim sercu... Pozostawiając echo ścian pustego domu, który staje się tylko mieszkaniem... Pozostawiając łzy i nie możność normalnego funkcjonowania...

Moja najcudowniejsza Mizia, kochana Mrunia, mięciutka TuliKotka przegrała w środę wieczorem walkę z niewydolnością nerki.

Jest mi tak przeraźliwie źle, że nie potrafię tego opisać...

niedziela, 1 marca 2020

Rzecz o czajniku i problem za trzy złote

Usiądźcie sobie wygodnie, albowiem opowiem Wam historię kolejną z mojego burdelu zwanego pracą. 

(Czy wspominałam, że z babami się źle pracuje?) 

Otóż siedzimy w jednym pokoju, jakieś osób obecnie szesnaście. W pokoju tym mamy kącik socjalny gdzie stoi czajnik (wymieniany już od czasu gdy tam pracuje z jakieś 4 razy), dwa krzesła na krzyż i jakieś szuflady zawierające przeterminowane herbaty, które nikomu nie smakują, więc są wspólne :P 

Rzeczony czajnik, bo o nim będzie ta opowieść zrypał się po raz n-ty. W związku z powyższym Białowłosa postanowiła zabrać go na gwarancję i kupić nowy, tym razem droższy coby z jakością wyższą dłużej zechciał podziałać. Zapytała wszystkich czy złożą się na takowy i zgodę uzyskawszy spacerkiem po wódeczkę do marketu się udała czajnik przy okazji kupując.

Nadmienić trzeba, że i na poprzedni czajnik się składaliśmy. 

Reklamacja (o której niemal wszyscy już zapomnieli) przebiegła pomyślnie i pieniądze za sprzęt poprzedni zostały zwrócone. 

I tutaj cały ambaras się zaczął, bo przecie Białowłosa miast oddać hajsy tym co je dały postanowiła ręce umyć i rzeczone złotówki w łapki Wszechwiedzącej złożyć, tym samym odpowiedzialność na nią zrzucając. Wszechwiedząca natomiast, dobrym pomysłem (nie przeczę) postanowiła coś dla ogółu zrobić i zebrawszy głosów większość (bo ustrój polityczny demokratyczny jest u mnie w pracy się dowiedziałam właśnie) piniądze (za las?:P ) czym prędzej wydać poleciała. 

Przychodzę więc ja po urlopie i staje przed faktem dokonanym jakoby dla dobra ogółu Kawa z biedronki została kupiona i cieszcie się dziewczynki. 

Zaraz, zaraz, protest song mi się włączył, przeca ja z tego dobra ogółu zupełnie nic nie mam. Bierę więc telefon i błąd pierwszy życiowy poczyniam, do Turystki Japońskiej pisząc z zapytaniem, o co pięć z tą kawa i pieniędzmi resztą, co wiszą na tablicy przypięte w woreczku. Ja kawy nie pije, czy zatem te heajsy są dla mnie i dziewczyn które napoju kofeinowego w pracy nie tykają kijem ani palcem?  Turystka Japońska kazała mi się Wszehcwiedzacej zapytać dnia następnego, co też uczyniłam i to był mój drugi błąd życiowy.

Wchodzę na pokój na zmianę drugą, pierwsza jeszcze siedzi, ja od wejścia spokojnie, choć gotuje się we mnie w środku. 

- Cześć dziewczyny, powiedzcie mi proszę która z Was tymi pieniążkami rozporządza co z czajnika zwrot był? 

I wtedy się zaczęło. Wrzask, zgrzytanie zębów, szpony, kły, pazury, jakby nie paleciak, to Wszechwiedząca na kawałeczki by mnie rozszarpała. Albo drugiego zawału dostała, nie wiem co szybciej. 

Że problemy robię, że o trzy złote, że to nie poważne jest. Żebym sobie te pieniądze wzięła. Że (tu wtrąciła się Jot Odpowiedzialna) konfliktową osobą jestem, że szukam dziury w całym. Że (tu Lodówkowa swoje trzy grosze wrzasnąć musiała) dziewczyny na wodę nie jeżdżą, że paliwo marnują, że też im się za ich czas należy. 

No więc stoję tam sobie na środku atakowana ze stron trzech, czekająca, bo wiem, że akurat Wszechwiedzącej nie przewrzeszcze, bo szkoda strzępić ryja. Dopiero za trzecim "czemu się pani unosi" lekko spuściła z tonu. 

Drogie Panie, po pierwsze nie chodzi o to, że to trzy złote są. Chodzi o fakt, że a) pominięto mnie mimo, że dałam takie same pieniądze jak Wy. b) nie poinformowano mnie jakoby cokolwiek z tymi pieniędzmi zostanie zrobione, co za tym idzie bez mojej wiedzy i zgody rozporządzono moją ciężko zarobioną gotówka c) ja kawy nie piję i z tego co wiem nie tylko ja, więc nawet dla większego dobra nie skorzystam z tego wcale, co za tym idzie, gdzie tu sprawiedliwość. d) z tego co wiem Białowłosa przy okazji poszła spacerkiem po ten czajnik więc jakie to paliwo, poza tym co to ma być, że Wy kawę będziecie pić za wspólne a dziewczyny rekompensatę dostaną za moje? 

Tak chciałam powiedzieć, w rezultacie może połowę z tego usłyszały. 

Pewnie mniej. 

Wszechwiedząca zakrzyczała mnie tak bardzo, że w pierwszej kolejności nie wiedziałam co mówiła do mnie JotOdpowiedzialna "co miałyśmy podzielić 50 zł na 17 osób" A dlaczego nie? Jeśli dziewczyny chciały za wspólne kawę to świetnie, niech mają kawę za wspólne ale by była pełna sprawiedliwość te, które kawy nie piją powinny dostać swój zwrot. I znów Wszechwiedząca swoje, że to niepoważne i weź sobie te pieniądze. 

No kurwa. Nie pogadasz... 

Ostatecznie chyba stanęło na tym, że herbata powinna się pojawić za wspólne. Jak dotąd widziałam tam dwie kawy rozpuszczalne, jedną sypaną i jedną cappuccino. 

Tak więc tego...