- Musisz się po prostu skupić - powiedział łagodnie.
- Przecież się skupiam do cholery! - warknęła.
- Przede wszystkim jesteś zdenerwowana - zauważył Leto.
- Bo już sram tą ciemnością i czernią. Poza tym potrzebuję ochrony na rdzeń - otworzyła oczy i spojrzała na niego.
Siedzieli na ziemi, jeśli można było to tak nazwać, bo wszechobecna czerń nie miała kierunku w absolutnie żadną ze stron. Siedzieli po turecku. W zasadzie to Leto lekko lewitował obok Vill, która usilnie starała się zebrać w sobie i użyć energię, którą wchłonęła z wieżowca.
- Myślę, że za bardzo się spinasz - powiedział spokojnie.
- Zaraz ci obije ryj - zawołała zagniewana i wstała
Buzowało w niej. Od paru godzin próbowała stworzyć ten cholerny wodospad pod którym zazwyczaj ukrywała rdzeń swego PozaŚwiata. Niestety od paru godzin wchłonięta z wieżowca energia czmychała jej spod metafizycznych palców zanim zdołała ją chwycić. Było to irytujące w równym stopniu jak spokój i opanowanie Leto.
- Wiesz dobrze, że nie dasz rady - rzekł jej z niezachwianą, ale niezbyt nadymaną pewnością siebie.
Nie powiedziała już nic więcej. W jednym momencie stała już na nogach i była przy nim. Uniesiona do ciosu pięść została sparowana kijem, który znalazł się w jego rękach w oka mgnieniu. Pamiętała, że wziął go od Pani Krainy, żałowała, że sama nie wzięła nic ze zbrojowni przyjaciółki. Cofnęła się i machnęła ręką, jakby chciała strzepnąć ból. Ruszyła na niego raz jeszcze nie próbując nawet ukryć, że zamierza uderzyć go z prawej. Jak przewidywała uniósł kij do parowania. Błyskawicznie zmieniła kierunek, na cios od dołu, ale jakimś cudem do przewidział. Znów dostała po łapach.
- Ty...
Zaczęła, ale brakło jej słów i czasu na ich wypowiedzenie. Machnął ręką w jej stronę posyłając wiatr, który ledwie zauważyła w tej ciemności. Zrobiła unik i poczuła jedynie jak energia przeczesała jej krótkie włosy. Uff, było blisko. Nie pozwolił jej jednak cieszyć się świadomością niemal perfekcyjnego uniku. Doskoczył do niej i podciął ją kijem. Wylądowała na plecach. Zamachnął się by ją uderzyć, a ona od turlała się szybko. Podnosząc się na nogi była już do tego stopnia wkurzona, że włosy zaczęły jej falować. Dwa kościane skrzydła poruszyły się na jej plecach. Coś jakby owal energetyczny obiegł je i zniknął. Ruszyła z zaciśniętymi pięciami.
- No i mamy połączenie - powiedział spokojnie.
To zbiło ją z tropu do tego stopnia, że byłaby się wyłożyła jak długa, gdyby jej nie złapał. Dopiero teraz poczuła, że miał rację. Skupiła się na walce tak mocno, że mimowolnie sięgnęła po wchłoniętą energię i połączyła się z nią. Wyszczerzyła się do Leto ukazując kły.
- Ty cholerny manipulancie - zaśmiała się.
- A teraz zamknij oczy i powiedz mi, jak wygląda ochrona rdzenia w postaci wodospadu.
Vill posłusznie zamknęła oczy i opowiedziała. Mało tego, zrobiła także odwzorowanie graficzne. Po kilku godzinach intensywnej pracy oboje siedzieli na ławce i rozkoszowali się szumem wodospadu.
wtorek, 20 listopada 2018
poniedziałek, 12 listopada 2018
It's alive!
To żyje,to żyje, to się RUSZA!!
I wszystkim teraz na myśl przychodzi pewnie Frankenstein
No nic bardziej mylnego.
Ale od początku.
Jakiś czas temu na czacie głosowym zadzwonił do mnie Znaczek z jakąś pilną wiadomością po czym nie odzywał się przez dobre pięć minut. Te pięć minut, które siedziałam w grze i kompletnie nie mogłam załapać o co mu się rozchodzi. Dopiero jak kazał mi spojrzeć na komunikator zauważyłam... jego pulpit!
Patrzę na to i coś mi się wybitnie nie zgadza. Znaczy ikony są. Pasek menu na dole ekranu jest, widzę otwarte GG (tak, są ludzie, którzy wciąż używają GG między innymi ja) w pasku, widzę pasek start. Wszystko na swoim miejscu, ale jest jakaś subtelna różnica. Ten mroczny rycerz na tapecie. On.. oddycha!
No kurka wodna. Tam w tle jakieś światło się mieni, deszcz pada.
Autentycznie PADA
Na pulpicie!
Od razu mi się przypomniało, że już jakiś czas temu zauważyłam takowy fenomen właśnie w mojej ukochane muzyce zamieszczanej na YT. Epic w połączeniu z jakaś fantasy tapetą, gdzie gościowi jarzą się runy na mieczu, dziewczynie faluje spódnica, na pierwszym planie pada deszcz.
Wtedy także byłam zachwycona, ale niestety za diabła znaleźć nie mogłam jak toto się nazywa i jak to sobie na pulpit ulokować. teraz już się dowiedziałam, właśnie dzięki Znaczkowi, Otóż, rzeczone zjawisko nazywa się Live Wallpaper.
Ale ja oczywiście poszłam o krok dalej. Nie zadowoliło mnie ściągniecie specjalnego programu, który pozwoli mi uzyskać ruchome tapety ściągnięte z internetu na moim własnym osobistym pulpicie.
Nie.
Ja poszłam o krok dalej i zakupiłam za bagatela 15 zł program który mi umożliwi animowanie moich WŁASNYCH taperek.
I tak oto chwalę się Wam kilkoma tworami od wczoraj zrobionymi :) Doradzam wrzucić na pełny ekran, wtedy dobrze widać ;-)
piątek, 9 listopada 2018
Nie miała baba problemu...
.... to jej się hybryd zachciało.
Na początku było łatwo. Mnie wydawało się trudno, bo każdy kto mnie zna choć trochę bardziej wie, że po raz mam problem z decyzjami, po dwa wszystko u mnie musi na siebie zarobić. Znaczy to ni mniej ni więcej jak fakt, że muszę jakiejś rzeczy używać na tyle długo, iż muszę dojść do wniosku, że warta była swej ceny w stosunku do czasu użytkowania. Jestem też niebotycznym skąpcem jeśli chodzi o kupowanie sobie czegokolwiek (chociaż może temu przeczyć moje ostatnie wymienianie garderoby, ale czucie się lepiej w nowym stylu casual - bezcenne), więc liczę skrupulatnie każdą złotówkę (a wcześniej każdego funta) i wiecznie szukam złotego środka między jakością, a ceną.
Jak wspomniałam, na początku było łatwo. Musiałam jedynie zdecydować, czy rzeczywiście będę się tym zajmowała, tj, czy poświęcę te dwie godziny (może mniej) na to by przez około dwa tygodnie mieć idealne paznokcie. No kwestia wydania 150 zł na zestaw startowy wciąż mnie bolała, jednak uznałam, że albo to, albo przestanę kolorować paznokcie i zaś będę jedynie latać na bezbarwnym.
Osobiście nie cierpię się malować i w zasadzie robiłam to jedynie dlatego, że Krótki tego wymagał (tak, wymagał), za to lubię kolorować włosy i paznokcie. Jako, że moje włosy od ponad roku odpoczywają od farb, ostatnio zachciało mi się pazurków.
Zmagałam się z decyzją tydzień czasu. Wkręciłam się w temat, naoglądałam się filmików, naczytałam się blogów. Jako, że nie chodzę na paznokcie do kosmetyczek (jakoś nie bardzo lubię płacić za coś co mogę zrobić sama z zadowalającym efektem) nie liczyłam oszczędności jakie poczynię na domowym hybrydowaniu. Zależało mi raczej na trwałości, braku odprysków na wolnej stronie paznokcia, co sprawiało, że płytka wyglądała jak z plastiku, oraz na intensywności koloru i łatwości nakładania lakieru. Po około tygodniu podjęłam decyzję. Tak mogę wydać na zestaw startowy 150 zł, po grudniowej wypłacie - kupię sobie pod choinkę.
Zestaw startowy firmy Semilac prezentował mi się bardzo ładnie. Już nawet przeżyłam to, ze kolory kosztują tam po 30 zł za 7 ml, a te w zestawie są zupełnie nie pode mnie. Już naoglądałam się jak zrobic na pazurkach ombre i uznałam, że jednak z tymi kolorami będę mogła zadziałać. Już stwierdziłam, że w zasadzie można kupić potem lakiery z innej firmy (tańszej, ale również zadowalającej, sprawdzonej przez N. ode mnie z pracy).
Już byłam zdecydowania.
Dopóki nie doczytałam się gdzieś, że lampy 9W to chujowina i nie utwardzają hybryd tak dobrze jak powinny.
W związku z powyższym zaczęłam szukać lamp mocniejszych, co za tym idzie droższych. Inny zestaw startowy Semilac (podobno dobra i sprawdzona firma) ma lepszą lampę 24W (czyli taką już minimum w porządku do hybryd) za bagatela 200 zł. Jednak kolory w tym zestawie są o kant dupska rozbić.
Wparowałam więc do Wujka Google by pomógł mi znaleźć coś lepszego, zadowalającego cenowo i kolorystycznie. O składaniu własnego zestawu z Semilac'a mowy być nie mogło, wychodziło grubo ponad 2 setki, a jeszcze nie dołożyłam nawet pilników.
Znalazłam sobie jakąś isabelnails, z lampą okey, kolorami jak Cię mogę i w ogóle więcej rzeczami niż Semilac, ale taniej. Problem polega na tym, że nie mogę się nigdzie doszukać jakich porządnych opinii na temat ich lakierów. Jedynie co doczytałam to fakt, że mają ładne buteleczki, lakiery trzeba kłaść na trzy warstwy i mają małe pędzelki.
N. Natomiast sprawdziła firmę Claresa gdzie lakiery są tańsze, ale w jej mniemaniu zadowalające. Ale zestawów startowych tam nie uraczysz.
Wymyśliłam sobie więc, że może kupię lampę osobno a kosmetyki osobno. Składanie czegoś takiego na Semilacu, z odtłuszczaczem, zmywaczem (koniecznie z acetonem) bazą, topem i jednym lakierem wykazało 150 zł. Lampę 24W można dostać za około 60 zł z hakiem. Kolega zaś namawia mnie na ali expres, zwłaszcza, że w niedziele jest promocja. Podobno jego siostra mam lampę i jest zadowolona. Co jednak nie zmienia faktu, że gdzieś muszę kupić lakiery i całe to bazowotopowe tałatajswo.
Tak więc nie miała baba problemu to sobie wymyśliła hybrydy. I nie mogę się zdecydować która opcja tańsza i lepsza. Gdzie złoty środek?
Może Wy dziewczynki pomożecie coś w tym temacie?
Na początku było łatwo. Mnie wydawało się trudno, bo każdy kto mnie zna choć trochę bardziej wie, że po raz mam problem z decyzjami, po dwa wszystko u mnie musi na siebie zarobić. Znaczy to ni mniej ni więcej jak fakt, że muszę jakiejś rzeczy używać na tyle długo, iż muszę dojść do wniosku, że warta była swej ceny w stosunku do czasu użytkowania. Jestem też niebotycznym skąpcem jeśli chodzi o kupowanie sobie czegokolwiek (chociaż może temu przeczyć moje ostatnie wymienianie garderoby, ale czucie się lepiej w nowym stylu casual - bezcenne), więc liczę skrupulatnie każdą złotówkę (a wcześniej każdego funta) i wiecznie szukam złotego środka między jakością, a ceną.
Jak wspomniałam, na początku było łatwo. Musiałam jedynie zdecydować, czy rzeczywiście będę się tym zajmowała, tj, czy poświęcę te dwie godziny (może mniej) na to by przez około dwa tygodnie mieć idealne paznokcie. No kwestia wydania 150 zł na zestaw startowy wciąż mnie bolała, jednak uznałam, że albo to, albo przestanę kolorować paznokcie i zaś będę jedynie latać na bezbarwnym.
Osobiście nie cierpię się malować i w zasadzie robiłam to jedynie dlatego, że Krótki tego wymagał (tak, wymagał), za to lubię kolorować włosy i paznokcie. Jako, że moje włosy od ponad roku odpoczywają od farb, ostatnio zachciało mi się pazurków.
Zmagałam się z decyzją tydzień czasu. Wkręciłam się w temat, naoglądałam się filmików, naczytałam się blogów. Jako, że nie chodzę na paznokcie do kosmetyczek (jakoś nie bardzo lubię płacić za coś co mogę zrobić sama z zadowalającym efektem) nie liczyłam oszczędności jakie poczynię na domowym hybrydowaniu. Zależało mi raczej na trwałości, braku odprysków na wolnej stronie paznokcia, co sprawiało, że płytka wyglądała jak z plastiku, oraz na intensywności koloru i łatwości nakładania lakieru. Po około tygodniu podjęłam decyzję. Tak mogę wydać na zestaw startowy 150 zł, po grudniowej wypłacie - kupię sobie pod choinkę.
Zestaw startowy firmy Semilac prezentował mi się bardzo ładnie. Już nawet przeżyłam to, ze kolory kosztują tam po 30 zł za 7 ml, a te w zestawie są zupełnie nie pode mnie. Już naoglądałam się jak zrobic na pazurkach ombre i uznałam, że jednak z tymi kolorami będę mogła zadziałać. Już stwierdziłam, że w zasadzie można kupić potem lakiery z innej firmy (tańszej, ale również zadowalającej, sprawdzonej przez N. ode mnie z pracy).
Już byłam zdecydowania.
Dopóki nie doczytałam się gdzieś, że lampy 9W to chujowina i nie utwardzają hybryd tak dobrze jak powinny.
W związku z powyższym zaczęłam szukać lamp mocniejszych, co za tym idzie droższych. Inny zestaw startowy Semilac (podobno dobra i sprawdzona firma) ma lepszą lampę 24W (czyli taką już minimum w porządku do hybryd) za bagatela 200 zł. Jednak kolory w tym zestawie są o kant dupska rozbić.
Wparowałam więc do Wujka Google by pomógł mi znaleźć coś lepszego, zadowalającego cenowo i kolorystycznie. O składaniu własnego zestawu z Semilac'a mowy być nie mogło, wychodziło grubo ponad 2 setki, a jeszcze nie dołożyłam nawet pilników.
Znalazłam sobie jakąś isabelnails, z lampą okey, kolorami jak Cię mogę i w ogóle więcej rzeczami niż Semilac, ale taniej. Problem polega na tym, że nie mogę się nigdzie doszukać jakich porządnych opinii na temat ich lakierów. Jedynie co doczytałam to fakt, że mają ładne buteleczki, lakiery trzeba kłaść na trzy warstwy i mają małe pędzelki.
N. Natomiast sprawdziła firmę Claresa gdzie lakiery są tańsze, ale w jej mniemaniu zadowalające. Ale zestawów startowych tam nie uraczysz.
Wymyśliłam sobie więc, że może kupię lampę osobno a kosmetyki osobno. Składanie czegoś takiego na Semilacu, z odtłuszczaczem, zmywaczem (koniecznie z acetonem) bazą, topem i jednym lakierem wykazało 150 zł. Lampę 24W można dostać za około 60 zł z hakiem. Kolega zaś namawia mnie na ali expres, zwłaszcza, że w niedziele jest promocja. Podobno jego siostra mam lampę i jest zadowolona. Co jednak nie zmienia faktu, że gdzieś muszę kupić lakiery i całe to bazowotopowe tałatajswo.
Tak więc nie miała baba problemu to sobie wymyśliła hybrydy. I nie mogę się zdecydować która opcja tańsza i lepsza. Gdzie złoty środek?
Może Wy dziewczynki pomożecie coś w tym temacie?
poniedziałek, 5 listopada 2018
Szacun
Wyleciałam z rana (bo jak ja mam popołudnia to nie mogę sobie normalnie pospać, bo zawsze coś) do urzędu zanieść dziennik praktyk. Stwierdziwszy, że skoro już wyczłapałam się z domu (jak słowo daje, ta pogoda to jakiś kwiecień - maj a nie listopad), to zajdę na pocztę kartkę do Niebieskiej wyślę na urodziny.
Paczkówkę (nie wiem jak miała na imię) widziałam już wcześniej, targała jakąś ciężką paczkę zmierzając w tym samym kierunku co ja, choć inną drogą. Dotarłszy na miejsce natknęłam się na kółko różańcowe. Panie w wieku mocno emerytalnym dyskutowały sobie żywo, że w ich klatkach to już 14 wdów jest, a w innych tylko pięć rodzin, reszta wszystko już samotne, albo sami młodzi. A słyszała pani, że moja kuzynka zmarła, ta co na kopalni robili, dwa miesiące będzie już.
Ponuro w ch...
- A co to się dzieje? - pytam podchodząc.
- No co poczta - odpowiada mi jedna z Emerytek, jakbym sama nie wiedziała gdzie żem przylazła :P
- Ale co zamknięte jeszcze?
- No bo od 9tej.
Patrzę na zegarek, faktycznie za dziesięć. I podejmij tu kobieto decyzję, czy lecieć tam gdzie jak sobota, po te nieszczęsne płatki śniadaniowe i się wracać czy sterczeć tu w tym kółko różańcowym ("ja nie rozumiem dlaczego u nas w galerii nie ma normalnych schodów, tyle się słyszy że te schody ruchome się zapadają, nie jeden już tak zginął. Ja zawsze jadę windą. A jak winda się zatnie, pani kochana, przecież też się słyszy, wszystko na odpierdziel robią, takie czasy") Stoję więc i patrzę jak Paczkówka do nas dociera. Paczkówka w moim mniej więcej wieku, z rozmowy, w którą się wdała załapałam że dzieciata dopiero co, ze dwa razy większa ode mnie, cała czerwona od paczki targania.
I tak sobie stoimy i dyskutujemy, "a wie pani kochana te pijaki tyle zyją, to aż dziwne, a normalni zdrowi ludzie w kwiecie wieku umierają, no jaki z tego morał, że trzeba pić, bo przecież alkohol odkaża" Wyrwał mi się chichot i w tym momencie, zbawienie, pocztę otworzyli. Wbijamy się my w pięć czy sześć kobiecin, w kolejce stajemy, zgodnie ustalając, że kolejka jedna jest do dwóch okienek. Za mną Paczkówka na stole coś tam wypisuje i wtedy wchodzi ona.
Płaszczyk czerwony najwyższych lotów, wiek bliżej emerytalny, ale włos zaczesany z klasą, make up idealny, jakby dopiero od kosmetyczki wyszła, obcasy sprawiające, że wyższa jest jeszcze, coby każdemu na głowę napluć mogła. Spojrzenie pogardliwe aż strach.
I bierze się taka i wpierdziela w kolejkę.Głośno się mówi, że kolejka jedna. Czerwony płaszcz jakby miała problemy ze słuchem. Paczkówka mnie szturcha, no weź jej coś powiedz. Przecząco kręcę głową, nie będę się przy poniedziałku kłócić. Pani od wdów 14 w klatce schodowej odchodzi od okienka i wtedy Paczkówka wypala:
- Ej kobieto w czerwonym do Ciebie mówię, kolejka jedna jest, my tu od za kwadrans stoimy a Ty gdzie się pchasz na bezczelnego.
- Przecież stoję w kolejce - tłumaczy się tamta, z pogardą patrząc.
- Kolejka jedna jest, my tu od za kwadrans stoimy ja male dzieci mam w domu i nie będę puszczać nikogo kto się wpierdziela na bezczelnego.
Chcąc nie chcąc czerwony płaszcz ją przepuściła. Ale szacun mam do dziewczyny, bo w zasadzie tamta się przede mnie wpychała, a ja wzór uprzejmości słowa nie powiem. Zgnoją mnie to jeszcze podziękuję.. a potem w domu do komputera klnę...
Paczkówkę (nie wiem jak miała na imię) widziałam już wcześniej, targała jakąś ciężką paczkę zmierzając w tym samym kierunku co ja, choć inną drogą. Dotarłszy na miejsce natknęłam się na kółko różańcowe. Panie w wieku mocno emerytalnym dyskutowały sobie żywo, że w ich klatkach to już 14 wdów jest, a w innych tylko pięć rodzin, reszta wszystko już samotne, albo sami młodzi. A słyszała pani, że moja kuzynka zmarła, ta co na kopalni robili, dwa miesiące będzie już.
Ponuro w ch...
- A co to się dzieje? - pytam podchodząc.
- No co poczta - odpowiada mi jedna z Emerytek, jakbym sama nie wiedziała gdzie żem przylazła :P
- Ale co zamknięte jeszcze?
- No bo od 9tej.
Patrzę na zegarek, faktycznie za dziesięć. I podejmij tu kobieto decyzję, czy lecieć tam gdzie jak sobota, po te nieszczęsne płatki śniadaniowe i się wracać czy sterczeć tu w tym kółko różańcowym ("ja nie rozumiem dlaczego u nas w galerii nie ma normalnych schodów, tyle się słyszy że te schody ruchome się zapadają, nie jeden już tak zginął. Ja zawsze jadę windą. A jak winda się zatnie, pani kochana, przecież też się słyszy, wszystko na odpierdziel robią, takie czasy") Stoję więc i patrzę jak Paczkówka do nas dociera. Paczkówka w moim mniej więcej wieku, z rozmowy, w którą się wdała załapałam że dzieciata dopiero co, ze dwa razy większa ode mnie, cała czerwona od paczki targania.
I tak sobie stoimy i dyskutujemy, "a wie pani kochana te pijaki tyle zyją, to aż dziwne, a normalni zdrowi ludzie w kwiecie wieku umierają, no jaki z tego morał, że trzeba pić, bo przecież alkohol odkaża" Wyrwał mi się chichot i w tym momencie, zbawienie, pocztę otworzyli. Wbijamy się my w pięć czy sześć kobiecin, w kolejce stajemy, zgodnie ustalając, że kolejka jedna jest do dwóch okienek. Za mną Paczkówka na stole coś tam wypisuje i wtedy wchodzi ona.
Płaszczyk czerwony najwyższych lotów, wiek bliżej emerytalny, ale włos zaczesany z klasą, make up idealny, jakby dopiero od kosmetyczki wyszła, obcasy sprawiające, że wyższa jest jeszcze, coby każdemu na głowę napluć mogła. Spojrzenie pogardliwe aż strach.
I bierze się taka i wpierdziela w kolejkę.Głośno się mówi, że kolejka jedna. Czerwony płaszcz jakby miała problemy ze słuchem. Paczkówka mnie szturcha, no weź jej coś powiedz. Przecząco kręcę głową, nie będę się przy poniedziałku kłócić. Pani od wdów 14 w klatce schodowej odchodzi od okienka i wtedy Paczkówka wypala:
- Ej kobieto w czerwonym do Ciebie mówię, kolejka jedna jest, my tu od za kwadrans stoimy a Ty gdzie się pchasz na bezczelnego.
- Przecież stoję w kolejce - tłumaczy się tamta, z pogardą patrząc.
- Kolejka jedna jest, my tu od za kwadrans stoimy ja male dzieci mam w domu i nie będę puszczać nikogo kto się wpierdziela na bezczelnego.
Chcąc nie chcąc czerwony płaszcz ją przepuściła. Ale szacun mam do dziewczyny, bo w zasadzie tamta się przede mnie wpychała, a ja wzór uprzejmości słowa nie powiem. Zgnoją mnie to jeszcze podziękuję.. a potem w domu do komputera klnę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






