poniedziałek, 29 maja 2017

Ah te testy, telefony zza gramanicy i rozwoje

Wracając do pospolitego ruszenia wariantów z pełną premedytacją mogę stwierdzić, że to moja wina, a raczej moja przyczyna. Wszak Transerfing tak właśnie działa. Nikt nie robi go za nas. Zatem po krótkiej przerwie spowodowanej zacnym humorem ulubionego komika przyszedł czas na kontynuacje przeskakiwania na odpowiednie ścieżki istnienia.

Pokrótce, sprawa z Kicią jest wciąż rozwojowa. Dorota od Kota lata po wetach ogarniać stan zdrowia nie długo już mojej podopiecznej. Ostatnio, gdy byłam tam w środę udało mi się Kicie przekupić patyczkiem mięsnym. Uwielbiam jej mruczenie! No zakochałam się, co tu dużo gadać. Ja i koty? Miłość bez dwóch zdań xD

Sprawa z pracą nadal rozwojowa, choć jeszcze nie z pracą, a drogą do owej. W piątek popołudniem miałam spotkanie z doradcą zawodowym, która to stwierdziła, że w zasadzie jakakolwiek praca z jej strony jest zbędna, gdyż ja dokładnie wiem czego chce i w jakim zawodzie (grupie zawodów) chce się ogarnąć. Jednak, żeby formalnością stało się zadość należało wypełnić kilka testów.

Z powyższych wyszły bardzo ciekawe rzeczy.

Najwięcej punktów (i to tak powyżej przeciętnej) wyszło mi z tytułu "Naturalnego Lidera". Uśmiałam się na sam pierw, ale ostatecznie stwierdziłam, że ponad cztery lata prowadzenia gildii nie mogło iść na marne, zwłaszcza, że często powtarzam ludziom, którzy chcą wchłonąć mnie i moją gildię do swojej, że ja mam kompleks władzy, muszę szefować xD A tu się okazuje, że to się ładnie nazywa Naturalny Lider ^^ (niekoniecznie lubię być liderem w pracy, aczkolwiek chyba mi to wychodzi).

Drugim progiem punktowym było zaliczenie mnie do grupy "Człowieka Kontaktu" i tu już jasno było powiedziane, iż jestem extrawertykiem. No Ameryki to oni nie odkryli, ale jak wspomniałam, formalnościom miała stać się zadość. Samą prawdę zresztą to pokazało, ponieważ kontakt z ludźmi lubię, ludzi lubię, ludzie lubią mnie, więc wsio się zgadza xD

Trzecim progiem, tu już przeciętnej punktacji był "Człowiek Grupy". W związku z tym, że jestem jak najbardziej Extrawertykiem, jak przyznałam się wyżej nie może ani odrobinę dziwić fakt, że z punktów wyszło tak, a nie inaczej. Prawdą zatem jest, to co w CV naskrobałam, że mogę pracować indywidualnie jak i w grupie.

Ponadto Pani Doradca Zawodowy przejrzała wspomniane CV i zaproponowała kilka zmian, które mogą mi pomóc w znalezieniu pracy. W związku z powyższym pół soboty przesiedziałam na poprawkach, plus uzupełnianiu profilu GoldenLine i niech mi się żaden pracodawca nie warzy szukać mnie na facebuku.

W tej chwili czekam na kolejne spotkanie tym razem z psychologiem (hehe, pełny serwis, podobno na koniec i w trakcie kursu ma być jeszcze pośrednik pracy :P), a tymczasem Dorota od Kota zapowiedziała się we czwartek na wizytę domową, celem sprawdzenia jak Kicia będzie czuła się u mnie. Hmm... Kupić ciastka? ;>

Zeszły tydzień przyniósł także (w rękach zacnej pani listonosz) pisemko z sądu z okazem odpowiedzi Krótkiego na mój pozew, który notabene sam kazał mi składać. Na całe szczęście problemów jak obiecał nie robić, tak nie robi (jego chyba jedyna spełniona obietnica w stosunku do mnie), ale oczywiście wspomnieć musiał iż to on wyłożył piniądze (za las?:P) na owo rozwiązane małżeństwa. Sprawa pod koniec czerwca. Mam nadzieję, że pierwsza i ostatnia.

P.S. I właśnie dostałam czwarty telefon od mojego zatroskanego operatora angielskiego. Dlaczego na bogów nie uzupełniam konta w telefonie? Bo jestem, mili państwo, w Polsce. Pan właśnie obiecał mi że zapisze to sobie w systemie i nie będą więcej dzwonić ^ ^ Czemu im nie wierzę? xD Przynajmniej okazało się, że nadal znam angielski xD

piątek, 26 maja 2017

Ludzie, trzymajcie kapelusze!

Sama nie wiem co ma w sobie takiego. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłam rozbroił mnie jego akcent. Poseł Latam, który został "wyszłem", znaczy został "przyszłem" znaczy został "poszłem" a raczej "poszedłem", żeby te wszystkie świete krowy znaleźć xD (oryginalne nagranie z tego niestety zaginęło, ale niżej macie nowszą, lekko obciętą wersję). Potem w sumie o nim zapomniałam, aż pewnego dnia w zawiłościach tuby naszych czasów został mi zaproponowany.

Od zawsze lubiłam kabarety, lubiłam śmiać się z różnych skeczy, tę miłość do humoru dziedziczyłam z kilkoma ludźmi, z którymi na przemian podrzucaliśmy sobie najnowsze skecze. Poseł Latam, a raczej Abelard Giza jednak jest nieco inny.

Nie wiem co ma w sobie takiego. Wiem natomiast z pełną premedytacją, że uwielbiam go najbardziej ze wszystkich stand up'erów.

Stand Up jest dość młody jeszcze w Polsce, choć moim zdaniem ma przed sobą świetlaną przyszłość. Ludzie sypiący żartami ze sceny, potrafiący rozbawić publiczność do bólu brzucha, moim zdaniem są potrzebni. Abelard właśnie jest taką osoba. Nie wiem czy to ze względu na imię, czy może dlatego, że ma ciemniejsza karnacje (ale jest polakiem, jak często podkreśla) czy dlatego, że ma zajebistą mimikę twarzy, a także świetnie umie parodiować głosy. Po prostu go uwielbiam.

Kiedy się tylko dowiedziałam, że będzie tak blisko od razu obudził się we mnie uśpiony niegdyś jeden z zamiarów rzeczy, które chcę zrobić po powrocie do Polski. Jedną z nich było właśnie zobaczenie Abelarda na żywo. Zaklęcie zrobił mi świetny prezent bez okazji i dnia wczorajszego ten właśnie zamiar się ziścił.

Sam Abelard pewnie nie ma pojęcia, że były w moim życiu takie momenty, gdzie, gdyby nie on i jego występy znalezione na YT pewnie nie uśmiechnęłabym się z pół roku. Występ wczorajszy doprowadził mnie aż do bólu brzucha, śmiałam się tak dużo i mocno jak nigdy, co najmniej od dekady.

Jestem niesamowicie wdzięczna Abelardowi, że jest taki jaki jest i sprawia, że ludzie się śmieją. Jak sam powiedział wczoraj, ma najuczciwszy zawód świata. Na stand up'ie, czy też w kabarecie nie da się ludzi oszukać. Albo się śmieją, albo nie :)

Jego najnowszy program "Ludzie trzymajcie kapelusze" - tytuł podobno wymyślony przez jego córkę Mię - naprawdę przypadł mi do gustu, jak również to, że później mocno go przytuliłam (tak, zdziwił się niesamowicie - "myślałem, że to jakaś ustawka do zdjęcia " - powiedział) mam nadzieję ino, że nie pomyślał sobie, że jestem jakąś Crazy Fanką. A nawet jak pomyślał to niech zrobi z tego żart :P Zdjęcie potem też było ;) Także wyjście naprawdę udane. Program polecam gorąco, jeśli ktoś lubi lub potrzebuje się pośmiać :)

I pamiętajcie: Ciciuchy są nie pożyczalne xD [KLIK]

sobota, 20 maja 2017

Pospolite ruszenie przestrzeni wariantów, czyli przeskoki na inne drogi i stęskniony operator

Po przyjeździe ze Zgorzelca odczekałam grzecznie kilka dni i w końcu zadzwoniłam do ludzi zajmujących się moim kursem pracownika biurowego. Odpowiedź na pytanie nurtujące mnie od dłuższego czasu wcale mi się nie spodobała. Ja lubię konkrety, tam konkretów nie było. Jako, że tego samego dnia miałam termin do PUP poszłam i wzięłam do cali.

We wtorek rano zadzwoniła Pani z Kursu i poinformowała mnie, że kurs oczywiście się odbędzie, tylko nastąpiły pewne zmiany. Przede wszystkim został on przechrzczony, jest teraz kursem na pracownika kancelaryjnego, miast biurowego. Drugą zmiana było zwiększenie godzin, natomiast trzecią podzielenie na dwa moduły. Ja oczywiście zainteresowana nadal, a wręcz mocniej jak tylko usłyszałam magiczne słowo exel ;-) Kurs ma się rozpocząć jeszcze w maju. Czekam na kolejny telefon z harmonogramem.

Parę godzin później poszłam na rozmowę o staż. Jaworznickie PTTK jest naprawdę biedne. Ma mnóstwo pucharów, ale na ścianie przedpotopową meblościankę rodem z PRLu, biurka z odzysku, jeden komputer i siedzibę w miejscu, w którym na pewno będę marzła. Pan Prezes bardzo ucieszył się na wieść, że posiadam własnego laptoka i mogę go swobodnie targać codziennie do pracy. Zadzwonił ponownie dwie godziny po spotkaniu i powiedział, że mnie chce. Zapytałam, czy szuka pracownika po stażu czy jeno stażysty. Odparł szczerze, że ino stażysty. W związku z czym ja również byłam z nim szczera co do kursu (w rezultacie czego zostanę wypisana z PUP a staż i tak miał być od lipca dopiero). Ostatecznie ustaliliśmy, że jeśli po kursie (który staż mi gwarantuje) nie zaproponują mi (lub sama nie znajdę) miejsca, które po stażu może chcieć również pracownika, spokojnie do Pana Prezesa mogę się zgłosić, on mnie przyjmie i usadzi obok tej stażystki z pup, co ją własnie zamiast mnie wybierze.

Tego samego dnia zobaczyłam na internecie ogłoszenie, że ktoś poszukuje domku dla kotka. Przy czym ten ktoś za tego kotka może płacić, utrzymywać i tak dalej. Skontaktowałam się z Dorotą od Kota i okazało się, że babcia Doroty zmarła pozostawiając w spadku nie młodą już koteczkę (która w rzeczywistości wygląda na 10 miesięcy a nie na 10 latek). Jako, że mąż Doroty od Kota nie życzy sobie kota, a ciotka, u której owy przebywa, także jej nie chce na dłuższą metę, wstępnie ustaliliśmy, że Kicia wyląduje u mnie, a na mocy podpisanej umowy Dorota od Kota będzie przynosić żwirek i jedzonko oraz pokrywać ewentualna opiekę weterynaryjną, dopóki nie znajdę stałego zatrudnienia.

Wygląda na to, że moje przestrzenie wariantów wedle Zelanda zaczynają się poruszać, czy też ja zaczynam przeskakiwać na inne linie życia i może w końcu coś się wyklaruje w tą pozytywną stronę ;-)

Uwieńczeniem ostatniego tygodnia jest zatroskany operator mojej angielskiej komórki na kartę, który zadryndał z zapytaniem lekko jakby przestraszonym, czy nadal jestem zadowolona z ich usług. Odparłam, że jak najbardziej jestem, a co się stało? Pan po drugiej stronie rzekł, że w bazie danych widnieje jako nie doładowująca konta już spory kawał czasu. Powiedziałam grzecznie, że jestem w Polsce już ładny kawał czasu (swoją drogą angielskie karty nie mają ważności, nie trzeba lądować by móc dzwonić jeśli masz kasę na koncie.), na co on podziękował i pożegnał się pośpiesznie :)

Piosenka, która chodzi mi po głowie cały czas:
Grzegorz Hyzy - o Pani 

środa, 10 maja 2017

Tamta dziewczyna mieszka parę myśli stąd

Kici Kici Intercity, podśpiewywałam na peronie czekając z Molly na pociąg. 

Zgorzelec przywitał nas słoneczkiem i ciepłymi ramionami mojej cioteczki Toć To Anioł Nie Kobieta :) Zjadłyśmy dobry obiad, a babcia nie mogła wyjść z zachwytu, że w końcu się pojawiłam (Czy byłam tam aż tak dawno? Wszak w grudniu. Ale dla babci to pewnie i tak równoznaczne z całym cholernym rokiem w UK) Ciepłe przyjęcie Toć To Anioł Nie Kobiety sprawiło, że mega się rozluźniłam. Do tego stopnia, że jak dotarłyśmy w końcu do domu rodzinnego wódeczka polała się wręcz strumieniem, a nawet dwoma. 

W zasadzie wszystko byłoby dobrze,gdybym posłuchała głosu rozsądku. Niestety po ćwiartce na dwie głos rozsądku już nie za bardzo ma siłę przebicia. Pan spotkany na ulicy (też w stanie wskazującym) zapytał czemu z Narzeczoną Łojca idziemy pod rękę. Odpowiedź pełna śmiechu naprawdę wtedy mnie rozbawiła "Bo my chodzimy ze sobą... po wódkę do sklepu ^^" Haha, śmieszek. Pół litra na dwie sprawiło potem, że nie było mi do śmiechu, kiedy musiałam przepraszać się z panną Miss. Dobrze, że chociaż mi ktoś te miskę pod łóżko podstawił :P W związku z powyższym ponad pół soboty spędziłam w łóżku (pod czujnym okiem Molly) tuląc się niekiedy do panny Miss i solennie obiecując sobie, że nigdy więcej wódki, a już na pewno nie w takich ilościach! Zaręczyny Łojca przebiegły więc dla mnie i Narzeczonej całkowicie bez procentowo :P Dowiedziałam się także, że podobno teraz dopiero (bez Krótkiego) jestem naprawdę sobą i że zmianę widać mega, iż jestem szczęśliwa :)

Jako, że Szwagrzyca poinformowała mnie iż w piątek rano urodziła, w niedziele wpadłam na całkiem spontan pomysł, coby wziąć i ją w szpitalu odwiedzić. Zadanie nie było łatwe ponieważ należało pojechać do miasta inszego oddalonego od rodzinnego aż 30 km. No, ale co to dla mnie, stwierdziłam, że przy okazji odbębnię moje co przyjazdowe kierowanie samochodem Narzeczonej Łojca. Trasa spoko, stresu zero (jak już odpaliłam zielonego golfa o wdzięcznym imieniu Szerszeń) gorzej, że na rasie Zgorzelec - Bogatynia ograniczenia prędkości są, odwołań już nie ma. W związku z powyższym były takie miejsca, że wyjeżdżając z wioseczki jakiejś wlokłam się 40 na godzinę po terenie niezabudowanym. Ale dojechałam bezpiecznie, a co :) Mina Szwagrzycy gdy mnie zobaczyła - bezcenna. Mina szwagra (jeszcze szwagra) gdy mnie zobaczył - pełna zaskoczenia. Udało mi się go taktownie ignorować jak już mu powiedziałam, żeby zdjął okulary, bo mu chce wpierdolić (zasłużył sobie, naprawdę!). Rzekł mi na to, że mam zając się sobą (no skóra z Krótkiego zdjęta!) i że kiedyś byłam ładniejsza. Odparłam jedynie, że on kiedyś był mądrzejszy - wszyscy się zmieniamy. 

Dalej już było korzystanie z pogody i troszkę wycieczek po mieście rodzimym, Zawitałyśmy nawet zagramanicę, posiedzieć w niemieckim parku jakieś parę minut. Kilka wizyt u rodzinki i wycieczka po rynku, gdzie pani naprawiła mi portfel w związku z czym nie dokonałam u niej zakupu nowego xD
 Nysa - granica Polsko - niemiecka
Fontanna w parku niedaleko domu kultury 

Stan wygłaskanych zwierzaków na ten wyjazd bardzo ładny, bo sztuk aż 5: Pieseł mojego taty, Umcia - kicia Toć To Anioł Nie Kobiety, Biały kot, którego jednoznaczego imienia nikt nie zna - mojej drugiej cioteczki i dwa (rudy i czorny) koty spotkane gdzieś na mieście (ten kto mnie zna, wie, że kolo kota to ja obojętnie nie przejdę, muszę chociaż spróbować pogłaskać, te koteły w Zgorzelcu były dla mnie dość łaskawe w tej kwestii xD). 




wtorek, 2 maja 2017

Paczki, wyjazdy, logistyka i Znaczek

Ledwie żem z wesela wróciła już się szanowna sąsiadka do drzwi moich dobija (godzina dwudziesta pierwsza dnia następnego). Kogo niesie, se myślę, drzwi otwierając, patrzę - paczka. Z Anglii. Myślę sobie Promyczek coś tam adres chciała, może mi coś wysłała, ale nie, zerkam niżej - widzę Krótki nadawcą. A pięknie, przyszła moja korespondencja i zaparzacze.

Siadłam an fotelu, nóż do papieru dobywając, rozrywam to zaklejone na wszelkie możliwe sposoby coś i wyciągam zawartość. Korespondencja, a i owszem. Karty do gwinta, co to Krótki mi kupił, nim zwiałam - są, chociaż o nie nie prosiłam (swoją drogą nie chce ktoś kupić czterech talii?), list, który łaskawie mu zostawiłam na ławie w dniu wielkiego spierdzielania gdzie pieprz rośnie również się w owej paczce znalazł (to ostatnie nieziemsko mnie wkurwiło). Zaparzacze - brak. Dlaczego? Bo o nie właśnie prosiłam. Kurwa mać. No brak słów i witki opadają.

(Edit: och nie zwracam honor, przypomniało mi się, ze wspominał coś, iż zaparzaczy nie dostane bo "zaposiały się")

W korespondencji znalazł się również list od ubezpieczalni samochodowej. Jak wyjeżdżałam rozwiązałam z nimi umowę z powodu braku powiadania jakiegokolwiek auta. Rzekli mi wtedy pamiętam, że zwrot mi zrobią w wysokości bagatela 38 funtów z powodu nadpłaty.Se myślę, wpłynie to na nasze wspólne konto niech se ma. A gdzie tam, przylazło oczywiście czekiem. Czekiem z ważnością pół roczną. Ten czek dotarł do mnie w piątek. Dziś wstąpiłam do banku. Okazało się, że jestem rychło w czas, bo miesiąc przez końcem ważności minimum mam być w banku i ten czek zrealizować (ważność się kończy 2 czerwca, wiec hmm.. no rychło w czas xD). Czek przekazałam. Bank zajumał mi za tę przyjemność prawie cztery dychy, czekać na wpłatę mam koło 12 tygodni i modlić się by funt w tym czasie nie poleciał na łeb na szyje z powodu postępującego Brexitu ^^

Jako, że Łojciec mój szanowny zaręczać się będzie z Łojcową Kobitą postanowili mnei na te zaręczyny zaprosić (już wiem, że mam być światkiem za rok na ślubie) w związku z powyższym wielką radochę miałam załatwiając wszystko, ogarniając i cała podróż dopinając na ostatni guzik nie tylko dla mnie, ale również i dla Molly.

A jeśli już o niej mowa, zrobiła bardzo niemądrą rzecz i zagadała do Znaczka w rezultacie czego on zagadał do mnie i znów mam go na głowie. Jako człowiek oświecony i chyba religijny nagle ("niech bóg Cię chroni") uznał iż "miłość" jego poprzednia do mnie już nie istnieje w takiej formie, jak w czas tamten i teraz za siostrę chce mnie brać, bratem mi być. Nie pomaga fakt, że na brata wakatu nie mam i mieć nie chcę, ani to, że oboje ostro napsuliśmy sobie nerwów, a jak wiadomo kobiety nie zapominają, bo wszystko archiwizują. Ani to, że teraz piecze nade mną ma Zaklęcie, ani nawet to, że Molly zablokowała go czym prędzej jak tylko się dowiedziała, że chce jej zabrać Nee-chan (siostrę). Znaczek za to stwierdził nagle, że skoro nie siostrą to przyjaciółką mu bądź, bo on sam być nie chcę. Jakoś nie za bardzo chce mi się sprawdzać czy jego toksyczność przeminęła z wiatrem.

Zaiste wesołe jest życie Vill.