Uczuliłam się na hybrydę (to już wiecie) była to całkowicie moja wina, to znaczy tak sądzę, bo nie utwardziłam produktu. Nie będę wdawać się w szczegóły. Wtedy, gdy to uczulenie mi wyszło, miałam na palcach ładnych kilka lakierów różnych marek. Stylizacja zajebiście mi się podobała , ale pocieszyłam się nią jedynie dzień. Musiałam zdjąć z powodu zaczerwień i swędzenia palców. Wyczytałam wtedy w necie o teście skórnym, chciałam zobaczyć który produkt mnie uczula. Baza z mojej ulubionej firmy z którą zaczynałam przygodę z hybrydami zrobiła niemałe spustoszenie na moim łokciu. Chińskie lakiery też, ale mniejsze. Tak wiem, głupotą było kupować chińskie lakiery ale uczulenie to sprawa bardzo indywidualna. Tak czy owak podłączyłam się na FB do grupy uczulonych na hybrydę i zaczęłam od opowiedzenia mojej historii i co mi pokazały testy skórne. Zostałam zjechana z góry na dół, że zrobiłam masakryczną głupotę, że tak się ni robi, że robię sobie krzywdę ect. Wzięłam to na klatę. Po prostu wzięłam to na klatę, dumna z siebie, że mam dystans do własnej głupoty. Po moim komentarzu nawet kilka dziewczyn wzięło mnie w obronę.
Dwa dni później wystawiłam karty do gwinta, te które mam od krótkiego na jakiejś grupie FB do sprzedawania takich rzeczy. Zostałam wyśmiana z ceną, a przecież za tyle chodzą na alegro. Jeden gościu mi napisał, że powinnam dodać jedynkę z przodu bo za 1310 na pewno ktoś się znajdzie. To również wzięłam na klatę. Ponownie pokazałam, że mam dystans, powiedziałam im, że cieszy mnie niezmiernie, że ich rozbawiłam. Rano, zgodnie z regulaminem admin usunął oba nasze komenty, ale reakcji na posta typu "HAHA" było trzy razy więcej. Usunęłam post i wyszłam z tej grupy.
Parę dni później zadałam w pracy całkiem poważne pytanie, bo kupiłam nowe buty i języki z nich przekrzywiały mi się na zewnątrz. Zapytałam czy ktoś ma sposób na uciekające języki od butów. Salwa śmiechu poniosła się po sali. Śmiałam się i ja. Koza stwierdziła, że dojebałam ją pytaniem i że w ogóle to z jej ośmioletnia córką się dogadam bo tamta też takie pytania zadanie. Śmiałam się i ja, pól godziny. Razem z nimi. Do chwili, gdy nie dotarło do mnie, że zostałam wyśmiana. Bo to pytanie nie miało być śmieszne, miałam problem i szukałam rozwiązania. I zostałam.. wyśmiana. Po raz trzeci. W ciągu tygodnia.
Potem pogadałam z dziewczynami z mojej zmiany (wtedy nie wszystkie były tylko z mojej) i powiedziałam im.. no wyznałam, bo uważam, ze takie rzeczy powinno się załatwiać, nie jestem zwykłą babą by chować urazę, więc wyznałam im, że przykro mi się zrobiło, że mnie wyśmiały. One, te z mojej zmiany, mnie przeprosiły i zapewniły, że to tylko żarty. Jak bym nie wiedziała. Sęk w tym, że mimo tego, że mam do siebie dystans i potrafię się z siebie śmiać, tamto mnie zabolało. Mimo, że nie jestem zła na nie, tylko na siebie. Tamto mnie zabolało. Boli wciąż choć już się nie przyznaje przed nimi, bo co mogłyby zrobić więcej?
Mam wrażenie, że pękła jakaś tama, że coś się zjebało, że czegoś nie dopilnowałam, nie odrestaurowałam w mózgu nie naoliwiłam i ... i że.. że... że to kolejny nawrót... który tym razem nie odejdzie.. że .. że... że znów jestem słaba...
Czuje się.. jakby mi coś odebrano... Za miesiąc mam jechać samochodem do rodzinnego miasta, a czuje się za głupia by prowadzić...
I boje się..
..
że następnym razem ,gdy ktoś mi wytknie błąd, albo mnie wyśmieje, to nie okiełznam emocji...
poniedziałek, 22 kwietnia 2019
sobota, 13 kwietnia 2019
No i mnie bozia pokazała :(
No i masz babo placek, albo raczej nie masz placka, jeśli za placek przyjmiemy hybrydki.
Kiedy zaczęłam hybrydzić byłam zachwycona trwałością i łatwością wykonania (czasem wykonania trochę mniej ale coś za coś). Oglądałam masę filmików instruktażowych, wymyślałam nowe wzorki, zachwycałam się z koleżankami, chwaliłam się Wam. Rozkochałam się w Kocich okach i ombre.
Jednym słowem: szalałam na punkcie paznokci.
Cieszyłam się, bo wyglądam, tak jak wyglądam z całej siebie ładny mam ino ryjek (i to akurat wtedy gdy nic mi na nim nie wyskakuje), włosy (jak się nie przetłuszczają lub dla odmiany nie elektryzują) i właśnie paznokcie.
Chciałam mieć ładne paznokcie. Kolorowe, zadbane, wyglądające po prostu ładnie. Szalałam więc z kolorami, na urodziny czy święta prosiłam o lakiery, malowałam wzorniki próbowałam zdobień. Jednym słowem odkryłam pasję koloru. I to cudowne ombre (zdjęcie wyżej).
Dumna byłam z siebie za każdym razem, gdy koleżanki zachwycały się moimi zdolnościami do zdobień, których przecież wcale nie mam. Po prostu szał i uśmiech na twarzy.
Po znanym Wam już problemie z manicure japońskim i leczeniu pazurków ciepłą żelatyną (dzięki Lena!) oraz olejem rycynowym (również dzięki Lena!) w końcu po trzech tygodniach czekania postanowiłam zrobić sobie manicure. Wybrałam niebieski bo niebieski chodził za mną od sporego czasu. Połączyłam sobie NeoNail z Claresą (stara kolekcja) i zadowolona, że stemple zaczynają mi wychodzić poszłam do pracy.
Pierwszym objawem były małe czerwone punkciki pod małym paznokciem prawej ręki. Nie bolało ani nie swędziało, nie wiedziałam co to takiego, więc olałam sprawę. Może się gdzieś uderzyłam. W między czasie przyszły lakiery z Ali z firmy Rosalind i Venalisa, bardzo polecanych przez koleżanki z grupy paznokciowej. Krycie spoko. Zrobiłam cudowne ombre (zdjęcie wyżej), pierwsze w życiu i z radości nie mogłam się nie zachwycić.
Zachwycałam się a jakże, cały jeden dzień... na drugi dzień obudziło mnie mocne swędzenie. Zasięgnęłam się porady wujka google i rozpoznawszy objawy uczulenia, zdjęłam hybrydy. dzień później chcąc sprawdzić co mnie uczula zrobiłam test paznokciowy. Do stylizacji ombre użyłam sporo kolorów bazę i top i trza było sprawdzić wszystko to. Niestety wytrzymałam dzień, swędziało, więc czym prędzej jak wróciłam z pracy zdjęłam te hybrydy.
Postanowiłam zrobić test skóry (za co zostałam mocno zjechana na grupie) i póki co wyszło mi, że uczulona jestem na lakiery z Ali i moją bazę z NeoNail, którą używam od listopada (zrobiła mi nie małe spustoszenie w okolicach łokcia gdzie kładłam ją do testu). Wywaliłam zatem problematyczne lakiery i leczę cholerne uczulenie. Niestety test kolorów z NeoNail niczego nie pokazał więc albo nie jestem na nie uczulona albo cholera wie co. Wedle buteleczek skład jest dokładnie ten sam (co jest logiczne nie możliwe, ale dobra).
Dziewczyny na grupie radzą mi wywalić NN, ale mam tam 9 lakierów i naprawdę mi szkoda. Kwestia jest jeszcze firmy Claresa, bo najwyraźniej nic z nowej linii mnie nie uczula (tam gdzie wystąpiły pierwsze zignorowane przeze mnie objawy miałam lakier Claresa ze starej kolekcji i pozalewałam skórki...)
Reasumując, chciałam dużo i tanio to teraz mam przerąbane i przymusowy detox. Nie wiem nawet czy będę mogła wrócić do hybryd, czy nie będę musiała wymieniać wszystkich lakierów na te prawdopodobnie nie uczulające (a nie oszukujmy się tam takich rewelacji jak kocie oka czy inne termo lakiery nie ma).
Także smuteczek...
Kiedy zaczęłam hybrydzić byłam zachwycona trwałością i łatwością wykonania (czasem wykonania trochę mniej ale coś za coś). Oglądałam masę filmików instruktażowych, wymyślałam nowe wzorki, zachwycałam się z koleżankami, chwaliłam się Wam. Rozkochałam się w Kocich okach i ombre.
Jednym słowem: szalałam na punkcie paznokci.
Cieszyłam się, bo wyglądam, tak jak wyglądam z całej siebie ładny mam ino ryjek (i to akurat wtedy gdy nic mi na nim nie wyskakuje), włosy (jak się nie przetłuszczają lub dla odmiany nie elektryzują) i właśnie paznokcie.
Chciałam mieć ładne paznokcie. Kolorowe, zadbane, wyglądające po prostu ładnie. Szalałam więc z kolorami, na urodziny czy święta prosiłam o lakiery, malowałam wzorniki próbowałam zdobień. Jednym słowem odkryłam pasję koloru. I to cudowne ombre (zdjęcie wyżej).
Dumna byłam z siebie za każdym razem, gdy koleżanki zachwycały się moimi zdolnościami do zdobień, których przecież wcale nie mam. Po prostu szał i uśmiech na twarzy.
Po znanym Wam już problemie z manicure japońskim i leczeniu pazurków ciepłą żelatyną (dzięki Lena!) oraz olejem rycynowym (również dzięki Lena!) w końcu po trzech tygodniach czekania postanowiłam zrobić sobie manicure. Wybrałam niebieski bo niebieski chodził za mną od sporego czasu. Połączyłam sobie NeoNail z Claresą (stara kolekcja) i zadowolona, że stemple zaczynają mi wychodzić poszłam do pracy.
Pierwszym objawem były małe czerwone punkciki pod małym paznokciem prawej ręki. Nie bolało ani nie swędziało, nie wiedziałam co to takiego, więc olałam sprawę. Może się gdzieś uderzyłam. W między czasie przyszły lakiery z Ali z firmy Rosalind i Venalisa, bardzo polecanych przez koleżanki z grupy paznokciowej. Krycie spoko. Zrobiłam cudowne ombre (zdjęcie wyżej), pierwsze w życiu i z radości nie mogłam się nie zachwycić.
Zachwycałam się a jakże, cały jeden dzień... na drugi dzień obudziło mnie mocne swędzenie. Zasięgnęłam się porady wujka google i rozpoznawszy objawy uczulenia, zdjęłam hybrydy. dzień później chcąc sprawdzić co mnie uczula zrobiłam test paznokciowy. Do stylizacji ombre użyłam sporo kolorów bazę i top i trza było sprawdzić wszystko to. Niestety wytrzymałam dzień, swędziało, więc czym prędzej jak wróciłam z pracy zdjęłam te hybrydy.
Postanowiłam zrobić test skóry (za co zostałam mocno zjechana na grupie) i póki co wyszło mi, że uczulona jestem na lakiery z Ali i moją bazę z NeoNail, którą używam od listopada (zrobiła mi nie małe spustoszenie w okolicach łokcia gdzie kładłam ją do testu). Wywaliłam zatem problematyczne lakiery i leczę cholerne uczulenie. Niestety test kolorów z NeoNail niczego nie pokazał więc albo nie jestem na nie uczulona albo cholera wie co. Wedle buteleczek skład jest dokładnie ten sam (co jest logiczne nie możliwe, ale dobra).
Dziewczyny na grupie radzą mi wywalić NN, ale mam tam 9 lakierów i naprawdę mi szkoda. Kwestia jest jeszcze firmy Claresa, bo najwyraźniej nic z nowej linii mnie nie uczula (tam gdzie wystąpiły pierwsze zignorowane przeze mnie objawy miałam lakier Claresa ze starej kolekcji i pozalewałam skórki...)
Reasumując, chciałam dużo i tanio to teraz mam przerąbane i przymusowy detox. Nie wiem nawet czy będę mogła wrócić do hybryd, czy nie będę musiała wymieniać wszystkich lakierów na te prawdopodobnie nie uczulające (a nie oszukujmy się tam takich rewelacji jak kocie oka czy inne termo lakiery nie ma).
Także smuteczek...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


