Z moim zdrowiem się
ostatnio troszkę popieprzyło.
Zacznijmy jednak od
lepszych wiadomości.
Zgubiłam się w
Katowicach, ale jak się już znalazłam to dotarłam na badanie i
nie wyhodowali mi grzyba na palcu. Zajebiście dobra nowina. Lepsza
by było wyhodowanie jabłka, albo gruszki, w końcu owoce takie
drogie, ale wezmę co dają. Za dwa tygodnie dermatolog, zobaczymy co
powie.
Pani zdrowa już nie będzie. Ginekolog mnie nie
pocieszył za cholerę, w zasadzie to boje się jak sam skurwesyn,
ale mówi chłop, że póki takie małe to nie jest
najgorzej. Potem wytniemy
Na domiar
wszystkiego kręgosłup mój 32 letni stwierdził ostatnio, że
pierdole nie robię i załatwił mi L4. Załatwił mi też wyjście
350 zł z mojego portfela, bo na rehabilitacje na NFZ kazano mi
czekać do lutego. Mój kraj taki piękny. Ale mówię wam, prądy na
plecy, rewelka. Na ostatniej sesji zasnęłam tak mnie pieściło :P
Wiedźma Rodzicielka pożyczyła mi Kosmodisk. Tak, zakupy mango i te
sprawy. O dziwo działa, więc jak wiem, że będę się nadwyrężać
wkładam go profilaktycznie i jakoś idzie żyć póki co. Ale Pani zdrowa już nie będzie, teraz trzeba zawalczyć, by nie było gorzej - a rehabilitacja za pół roku i walcz sobie człowieku. Wybieram się zatem na basen.
Dopadła mnie też
jesień, ale twardo stawiłam jej czoła, zwłaszcza, że na piątek
byłam umówiona z dziołchami na piwo (serio kalendarz google to
przydatna rzecz jednak, bo ostatnio mam wszędzie dużo różnych
wizyt i spotkań), w związku z powyższym w ruch poszedł Agrentin T
(serio cudo) i w trzy dni pozbyłam się bólu gardła i kataru, choć
tego drugiego to już za pomocą innego specyfiku.
Bóle po prawej nie
są ani kamienicą nerkową ani wyrostkiem robaczkowym. Nie są też
chyba niczym innym a przynajmniej niczym co wyszłoby na USG. Doktor
popatrzyła na mnie z politowaniem i w zasadzie nie dała mi pomysłu
na żadne inne badanie celem wyjaśnienia tego zjawiska. Normalnie
kurwa mam pojebany organizm i już. Diagnoza godna Dr Hous'a.
A no i zaczęłam
się ostatnio odchudzać. To znaczy, zaczęłam liczyć kalorię, to
znaczy wytrzymałam na tym miesiąc i uznałam, że jestem uwięziona.
Co oznacza,że teraz będę miała trochę więcej czasu. Nie wiem
czy zdajecie sobie sprawę o ile dłużej trzeba siedzieć w kuchni
jak się to wszystko waży i zapisuje. Co prawda ileś tam zrzuciłam
4 czy 5 kg, ale potem stanęło i jak zwykle, potwierdzając moją
teorię o magicznej trójce, moje wszelkie wysiłki przestały
przynosić jakiekolwiek efekty, więc po prawdzie przestałam się
wysilać.
Kota moja za to znów
schudła. Te 100 gram co niby przytyła to poszły chyba przy
kolejnym wypróżnieniu. Podskoczyła jej tarczyca, więc pani doktor
zaleciła podwojenie dawki leku. No pomogło, nie powiem, że nie. To
znaczy wynik na tarczyce ma niższy, ale za to znów wydziera się do
zamkniętych okien i otwartych drzwi. Zaczynam myśleć, że Kota
moja to się na jakieś Talent Show trenuje, bo bardzo się peszy jak
się zorientuje, że na nią patrze ^^ Leczenie kota w naszym kraju
jest równie drogie jak leczenie człowieka, lekką ręką
miesięcznie 3-4 setki wychodzą, ale kocham ją jak własne dziecko,
którego nigdy mieć nie będę, więc nie narzekam ;)
A jak tam Wasze
zdrowie przy jesieni?

