W ogóle masakra, tak Wam powiem na wstępie. Jest majówka w którą miałam pracować (tj wczoraj i juto), a tak siedzę w łóżeczku z rolką papieru zamiast chusteczek. Ale do rzeczy.
Od zeszłego wtorku, masakra.
Odpalili nam klimę. No cudowny wynalazek.
Jak na dworze jest 30 stopni.
A nie 13.
W środę miałam już zawalone gardło. W czwartek i piątek nie mogłam mówić ( to były najcichsze popołudniówki Ever!). Nażarłam się leku (argentin T w spray - polecam), przedawkowałam aspirynę (szok! Nie wiedziałam, że można!).
Ka bum - gardło wyleczone! Bydę Żyła :P
W sobotę czułam się w miarę dobrze. Polazłam do szkoły, a w niedziele już nie wyszłam z łózka z katarem. W poniedziałek przesiedziałam znów żrąc aspirynę, zmagając się na przemian z katarem to z bólem żołądka.
W końcu poprosiłam o wolne na majówkę, by się wyleczyć. Wczoraj zapisałam się do lekarza (lekarz młodszy ode mnie, no to już te lata, magiczna trójka przekroczona:P), ale mi się polepszyło miedzy siódma, a 16sta wiec odwołałam.
O osiemnastej znów mi się pogorszyło. Ciągłe kichanie i swędzenie nosa. Dziś już kichnęłam z osiem razy, obecnie mam zatkany nos.
No kurwa.
--------------------------
Jeśli zaś chodzi o pośredników chciałam Was przestrzec przed sklepem TakeShop.pl. Moja szanowna Wiedźma Rodzicielka zamówiła tam towar i w mailu przyszło jej, że towar dojdzie do 60 dni. W wielkim skrócie po mojej rozmowie ze sklepem okazało się, że faktycznie w regulaminie, który dostępny jest na stronie (choć nie tam gdzie inne sklepy internetowe zazwyczaj go mają - moim zdaniem zabieg celowy), jest napisane, że sklep pośredniczy w zakupach. Zamawiasz przez nich, dostajesz z Chin (o przepraszam z Azji, ale wszyscy wiemy skąd dokładnie), jak coś to na własny koszt do chin odsyłasz.
I w sumie dobra, wszystko ładnie pięknie napisane gdyby nie fakt, że przyjrzałam się towarom. Towarom które są zerżnęte żywcem z AliExpress i do tego dwa, a czasem trzy razy droższe :P
Reasumując:
Płacisz im za to, że za Ciebie zamówią coś z Ali. Płacisz drożej niż na Ali, a do tego wszelkie niejasności sama sobie z Ali wyjaśniasz.
A zatem oni zamawiają (niejednokrotnie pewnie tez z rabatem bo Ali ma masę jakichś kuponów i innych zniżek) przychodzi to do nich, Ty opłacasz to, że oni zamówili, oni to potem wysyłają do Ciebie za co też płacisz, a jak coś to do sprzedawcy odsyłasz na własny koszt, a oni Ci tylko adres dadzą.
No kurwa!
Januszowy interes życia!
Nie mają magazynu, oficjalnie tylko pośredniczą, nie składują towaru nie płacą za powierzchnie, nie przejmują się, że towar się nie sprzeda.
Czemu ja na to nie wpadłam?
(Moim koleżankom z pracy robie dokładnie to samo po cenach z Ali no kurde :P - taki interes :P)