poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Komedia z tragedią z posypką kurierską.

A oto i pierwsza scena.
Miejsce: pokój, wygodny fotel, odpalony laptok
Czas: gdzieś popołudniem dnia zaraz po zamówieniu. 

Zacząć należny od tego, ze dnia następnego po wysłaniu zawrotnej sumy EMPIKowi, nasza bohaterka przezornie zajrzała na stronę komputronika.(możecie to nazwać kobiecą intuicja) i oczom jej okazało się...? 

Jeśli ktoś potrzebuje telefonu do przyjaciela lub 50 na 50 służę uprzejmie, a prawidłowa odpowiedź pojawi się już za 3...2...1... TAK! Na stronie Komputronika to jej upatrzone cudo w niższej cenie było dostępne. Zaciekawiona iście diabelsko odpaliła life chat i pyta kulturnie o co kaman. Tym bardziej, że dnia poprzedniego wyraźnie napisane było, że produkt TRWALE niedostępny. Pani jej (równie kulturnie) tłumaczy, że produkt owszem jest, ale w jakimś tam sklepie w Jarocinie czy innym "gdzie diabeł mówi dobranoc". Że jeśli chce, owszem zamówić może, ale będzie to trwało co najmniej pięć dni. Nie na magazynie nadal TRWALE nie ma. Ogarnęła więc bohaterka swym skromnym umysłem sytuacje i pytanie wystosowała do rzeczonej pani, czy ten dostępny produkt to przypadkiem nie zwroty jakieś, bo nie było a jest, to jakaś magiczna sztuczka pewnikiem.Pani ją poinformowała, że takie rzeczy przy zamówieniu właściwym weryfikują. Na co ona, że zamówienia właściwego być nie bydzie, bo skoro trwale to ona sobie poszła do konkurencji.

Miejsce akcji: zaciemniony pokój, oświetlony jedynie nikłymi światłami monitora i liter klawiatury.
Czas akcji: czwartek godzina siedemnasta zero trzy. 

Telefon położony na ławie dzwoni oznajmiając nadejście SMS'a. Głowna bohaterka tejże opowieści zdecydowanie niczego się nie spodziewa, więc jej zaskoczenie jest dość widoczne. Chwyta telefon i oczom jej ukazuje się informacja od kuriera, że paczka zostanie przywieziona dnia następnego między 10:00 a 14:00. Kilka chwil rozkminiania i już jest na stronie DHL'u. Pierwsze co przychodzi jej do głowy, to zmiana dnia przyjazdu paczki. Można zmienić i owszem. Najbliższy termin poniedziałek... między 10:00 a 14:00... O...okey... na stronie napisane jest, że w razie nieobecności adresata kurier podejmie próbę dostarczenia paczki do sąsiada (można podać adres), zaznaczenie jednak przy tej opcji należyte, że sąsiad bądź co bądź musi być z definicji sąsiadem czyli mieszkać dość blisko. Jeśli będzie za daleko kurier próby nie podejmie. Ile to jest za daleko nie zostało sprecyzowane.

Leci więc nasza bohaterka do najbliższej znanej sąsiadki (wszak pól roku tu mieszka ponad i serio mało ludzi zna), przeprasza na wstępie rzewnie jakoby okropna z niej samej jest sąsiadka bo na kawę nie wpadnie do siebie nie zaprasza i w ogóle jest taka antyspołeczna bardzo, bardzo mi przykro. Po jakich piętnastu minutach dyskusji o kotach i ich zwyczajach dochodzą do meritum spotkania. Sąsiadeczka, jako, że emerytka w kwiecie wieku powiedziała iż w domu będzie, żadnego problemu nie ma. 

Wpada nasza bohaterka do siebie i własnego kompa, dane zmienia adres sąsiadeczki wrzuca,  w między czasie rozmawiając z Zaklęciem, który w sumie ma urlop, więc mógłby przyjechać i sprawę ogarnąć, ino musiałby się z łózka zwlec wcześnie, bo inaczej do urzędu będzie gonił po klucze. Zaklęcie - dobra dusza - stwierdza, że jasne, przyjedzie, da rade, można na niego liczyć, toteż nasza bohaterka leci do sąsiadeczki i tłumaczy, ze chop będzie u niej w mieszkaniu piątkowym przedpołudniem i paczkę odbierze. Niestety, na stronie DHLu zmiany już nie dało się zrobić, więc w sumie i tak sąsiadeczka w domu siedzieć musi... a przynajmniej dobrze by było, by siedziała. 

Dnia następnego punkt piąta trzydzieści (kto wstaje o takich bezbożnych porach?) Zaklęcie drynda do drzwi 
- wcześnie wstałeś - mówi ona.
- w ogóle się nie kładłem ^^
 i w opiece dostaje klucze, kota i lodówkę ^^ 

O 13:24 nasza bohaterka dostaje SMSa od Zaklęcia, że paczka odebrana, prosi więc go, by w swej dobrotliwości zaszedł do sąsiadeczki i powiedział jej, że czatowanie na zwierzynę skończone, co też Zaklęcie czyni i dowiaduje się, że ona już to wie, bo przecie kurier pierw był u niej a ona go wysłała do Zaklęcia ^^

Pytanie za milion: dlaczego ja zawsze muszę mieć jakieś przygody? ^^

środa, 16 sierpnia 2017

Bo wydającemu zawsze wiatr w oczy ;/

Ah, jakie to ku** cudowne.

Wymyśliłam sobie, że potrzebuje pewnego sprzętu. Cały weekend siedzę na cholernym necie, szukam czytam opinię, wybieram. ZNALAZŁAM!

Hurra, chwalmy Allegry! Cena spuszczona dość sporo, ja zadowolona, ale nie, wujek Sknerus się we mnie obudził, znalazłam taniej. Hurra, chwalmy Komputronika tym razem.

W tygodniu ogarniam przesył kasy z Anglii bo nie tania to zabawka, a jakieś zaskórniaki mi jeszcze zostały. Dziś sobie siadam z pełnym potwierdzeniem kwoty. Odpalam przeglądarkę i ten mój wdzięczny folder „wyczajone” odpalam stronkę z towarem za pośrednictwem Komputronika i oczom moim ukazuje się taka oto informacja „Towar trwale niedostępny wyczerpane zapasy magazynowe.”

Myślę sobie, o Wy glizzzzzdy! Ja tu się napaliłam na sprzęt, a Wy mi wiatrem w oczy?! Piaskiem z tym wiatrem i muszelkami?! Wujka Google zawołałam i wyszukuje dalej. Allegry obraziły się na mnie i sprzętu już również poskąpiły, jak ja im wcześniej kasy. Ceneo mnie odratowało piknym napisem EMPIK na informacji posiadania.

7 dyszek drożej.

Cóż było robić, taniej już nie będzie. Tym bardziej że ostatecznie dwie dyszki wyżej niż oryginalna cena (niby promocyjna) zanim mi się McKwacz odpalił w łepetynie. Z ciężkim sercem przytulam się do EMPIKu i ten mój drogi sprzęt do wirtualnego koszyczka sobie ładuję. Jako, że loginów i haseł wszelakich mam od groma postanowiłam taktownie pominąć propozycję rejestracji w serwisie.
Ale hola, hola, delikatny napis mi gdzieś tam kątem oka się zahaczył, że karta podarunkowa jak mam, mogę użyć. Ja uradowana, bo moja karta podarunkowa od grudnia 2016 leży i na lepsze czasy decyzyjne czeka. 

Niestety EMPIK wymaga rejestracji przy karty użyciu. Składam więc broń, do szafy chowam zbroje, na tarczy wracam ledwie zipiąc i rejestracje odpalam. Po wnikliwym wszystkiego wpisaniu okazuje się (a jakże by inaczej), że Kod rabatowy dotyczy wyłącznie zamówień realizowanych przez Empik…

(Wdech i wydech, wdech i wydech, Wdeeeeech i wyd….)

… A za K**** przeproszeniem, przez co ja realizuje to zamówienie?

P.S. I ten uczuć kiedy wylewam wqrwa na facebukowym wallu, a ludzie mi rzucają "Lubię to" -_-

wtorek, 8 sierpnia 2017

A żeby ta... równowaga wróciła.

Normalnie upadłam. Wahadło mnie złapało, zakleszczyło, oczy zawiązało, zmysły przytępiło. Cokolwiek jeszcze...

Pomyślałam sobie, że jeśli napiszę to tutaj to może w końcu dotrze do tego przytłumionego łba (już nie czerwonego, ale o tym za moment), że nie jest tak źle jak sobie to gówniane wahadełko wymyśla. Bo przecież:

- Mam gdzie mieszkać.
- Mam kota
- Mam Zaklęcie
- Mam staż

Tutaj się zatrzymać muszę, w tym własnie miejscu, gdzie lista ta wydaje się bardzo krótka, a przecież ja zawsze chełpiłam się tym, że niewiele mi do szczęścia potrzeba. Tak, czy owak lista jest króciutka tak naprawdę. Ta druga wydaje się dłuższa...
  • Bo kot mój coraz bardziej się na mnie irytuje, bo nie pozwalam jej włazić na komputer, z czystej chęci chronienia drogiego sprzętu (Na którego naprawę czy tez kupno nowego stać mnie w Polsce nie będzie - podpowiada mi wahadełko), więc mamy ciche dni. 
  • Bo Zaklęcie jest jak chłopak z lat szkolnych, bo chodzić z kimś, a z kimś być to wielka różnica dla mnie. Jestem już w takim wieku, że taka różnica jest dość istotna. Gdy tak myślę sobie o nim, piosenka mi do głowy przychodzi... 

(Jak wczorajszy śnieg
Który stopniał
Chcę ci z oczu zejść
Byś zapomniał

Nic, nic a nic
Nie chcę cię obchodzić

Jak pod meble kurz 
Zamieciony
Wyparować jak
Kropla wody

Nic, nic a nic
Nie chce cię obchodzić)

Tak naprawdę pretensje powinnam mieć jedynie do siebie. Przecież nie sprecyzowałam zamówienia. Ani słowem nie wspomniałam, ze Zaklęcie nie ma być chłopakiem do chodzenia, a do bycia. Moja wina nie?

  • Staż mam co prawda, ale jak wspomniałam wyżej, załapałam się w miejsce, które od wejścia mi mówi, ze tak samo szybko jak przylazłam to pójdę, mimo, ze napisałam dziś 15 decyzji i jestem święcie przekonana, że w końcu jestem we właściwym miejscu. 

Jak zatem widzicie, mam tu ciężką przeprawę z samą sobą od dłuższego czasu, gdyż żadne racjonalne argumenty, ani nawet techniki z terapii nie pomagają przegonić wahadełka. Ba, nie pomagają go ani olać, ani stłamsić. Cóż więc mam robić? Kiedy łepek już nie czerwony (bo wedle teorii Wiedźmy Rodzicielki kolor ów przeszkadza mi zdobyć prace, zatem sprawdzam tę teorię od dnia dzisiejszego :P) nie chce się uspokoić a serducho kluje w piersi, zamiast spokojnie bić przepełnione szczęściem tego co posiadam?

Anna Wyszkoni - Nie chcę Cię obchodzić/