W piwnicy było cicho i delikatnie chłodno. Siedziała przy biurku i zawzięcie pisała coś w notatniku delikatnie wystawiając język przy prawym koniuszku ust. Odsunęła się od notatek, spojrzała na nie krytycznym okiem, po czym wyrwała kartkę, zgniotła ja i rzuciła między kilkanaście innych walających się po podłodze. Zastanawiała się, czy nie pójść do Lerry po radę, ale uparła się, że sama do tego dojdzie.
W końcu zbudowała dom, a to już nie byle co. Przyłożyła pióro do czystej kartki i znów zaczęła kreślić obliczenia. Kropki, przecinki, nawiasy, przeniesienia, znaki mniejszości, większości i dziwne runy oraz pomniejsze zawijasy. Doszła do połowy strony i wróciła na jej początek zastępując jedną z run innym znakiem. Postukała się końcówką pióra w policzek w zamyśleniu. W końcu poprawiła kolejną runę, zmazała jeden z nawiasów po czym znów odchyliła się i spojrzała na zapiski krytycznym okiem. Nie minęła sekunda, a zapiski znalazły się na podłodze wśród innych papierowych kulek.
Wstała, podeszła do ławy i zapaliła kadzidełko. Musiała oczyścić umysł, bo myśli prowadziły ją wciąż błędnymi ścieżkami. Była pewna, że jest bliżej niż w połowie drogi do odkrycia odpowiedniej formuły, ale musiała otworzyć myśli na nowe ścieżki. Przygasiła światła zostawiając tylko to nad matą do medytacji. Usiadła po turecku, ręce złożyła na podołku i wzięła głęboki oddech. Potem drugi i...
... Ktoś zapukał do drzwi piwnicy. Vill nie poruszyła się. Pukanie powtórzyło się, Vill machnęła ręką, jakby chciała odgonić muchę, ale najwyraźniej pukający nie dostrzegł przez zamknięte drzwi tego gestu.
- Go away - powiedziała po angielsku, jakby to miało cokolwiek zmienić.
Zmieniło. Pukanie zamilkło. Zamiast tego usłyszała otwierane drzwi i kroki po kamiennych schodach.
- Vill jesteś tu? - Jego głos zabarwiony nutką wesołości jak zawsze.
- Nikt nie nauczył cię pukać?! - zrugała go, wstając.
- Pukałem - powiedział i stanął u podnóża schodów.
Zlustrowała go o stóp do głów. Miał na sobie luźne, krótkie spodenki i rozpiętą koszulę. Tak granatowe, że niemal czarne włosy zgolone miał po bokach, ale na czubku głowy były całkiem długie. Tak długie, że zaplecione w warkocz opadały mu na pierś. Jego zielone oczy nie miały pionowych źrenic jak oczy jego siostry i .. Zaraz, stóp?!
- Rithan... - zaczęła - Jak..? - spojrzała na jego bose stopy.
- Oh to? - roześmiał się, miał ładny, pogodny śmiech - Kolejne kompaktowe zaklęcie Lerry - wskazał na naszyjnik. Znaczy.. - zawahał się - ogólnie jesteśmy w stanie wiesz, wychodzić z oceanu o własnych nogach, ale to zaklęcie sprawia, że gdybyś oblała mnie wodą, nie będę się rzucał jak...ah! - krzyknął gdy Vill oblała go wodą. - Widzisz? - powiedział.
- Fakt - przyznała. - To ciekawe - z akademicką ciekawością zaczęła przyglądać się jego naszyjnikowi. - A właściwie to po co przyszedłeś? - zapytała mimochodem.
- Dziś w nocy mamy święto nowego roku. Przejście zodiaku z wodnika na ryby. Taki nasz syeni sylwester - rzekł. - A ty masz urodziny i pomyślałem, że mogłabyś się wybrać ze mną na tą imprezę jako moja plus jeden.
Przestała przyglądać się jego naszyjnikowi, cofnęła się o krok i spojrzała mu w oczy.
- Dlaczego? - zapytała, z miejsca stała się podejrzliwa i spięta.
- Bo jest impreza na plaży, a ty siedzisz tu już ładnych kilka dni i pewnie nie widziałaś słońca od sporego czasu. Nie mówiąc już o gwiazdach.
Milczała przez chwilę przyglądając mu się uważnie, w końcu rzekła.
- Czy jeśli z tobą pójdę stanę się częścią twojego stada/watahy/ławicy niepotrzebne skreślić?
- Eee..? - spojrzał na nią, nie rozumiejąc.
- Czy jeśli przyjdę tam z tobą okaże się, że należę do ciebie, twojej rodziny, czy w cokolwiek się tam zbieracie? A może będę zobowiązana wykonać jakieś zadanie, znaleźć kogoś, zabić, albo odszukać jakiś artefakt, oddać krew, duszę, kawałek ciała, albo całe? - dopytywała.
- Czy ciebie nikt nigdy tak po prostu nie zaprosił na imprezę? - zapytał po chwili
Zastanowiła się wspominając szczególnie Celestial, Neile i paru innych krwiopijców.
- Nie - przyznała po dłuższej chwili.
- Podobno na wszystko musi być ten pierwszy raz - powiedział wesoło i wyciągnął do niej rękę.
Spojrzała na jego dłoń wciąż nieufna i spięta, potem przeniosła wzrok na jego roześmiane zielone oczy. Przez jej głowę przewinęły się obrazy świata, który już nie istniał, przełknęła ślinę kalkulując w głowie wszelkie możliwe ryzyko. W końcu zapytała.
- Czy obowiązują jakieś konkretne stroje?
- Najlepiej plażowe, ale głównie chodzi o wygodę, muzykę, taniec, drinki i gwiazdy - odparł z uśmiechem.

lubię ten Twój świat i opowieści!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Zapowiada się fajna impreza :)
OdpowiedzUsuńMasz świetne pióro :) Chętnie nadrobię zaległości w czytaniu i będę wierną czytelniczką!
OdpowiedzUsuńDziekuje, chociaż to tak pół fikcja tylko jest ;-) Nie tylko takie rzeczy pojawiają się na tym blogu, ale nowy PozaŚwiat daje nowe mozliwości i nowe osoby do poznania :)
UsuńSuper :) Ja też chcę przeczytać o tej imprezie... na plaży, marzenie :D
OdpowiedzUsuń