sobota, 12 listopada 2016

Koniec

Rano wyszedł do pracy, przytuliłam go i życzyłam miłego dnia...

Dziesięć minut później przyjechała Jo mi pomóc. Spakowałyśmy mnie w godzinę z kawałkiem.

Kilka godzin później byłam już na miejscu.

Bitwa w moim wnętrzu nadal trwa.
Ledwo trzymam się na nogach...

On.. prosi... przeprasza... obiecuje terapię...

Ja.. płaczę, bo choć bardzo bym chciała, nie umiem uwierzyć... nie umiem ...

5 komentarzy:

  1. Brawo z odwage. Nie ludz sie obietnica zmiany na lepsze. Zdarza sie, ale zawsze krotko trwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. I dobrze zrobiłaś. Tak jak pisała Iwona, fececi się nie zmienią.

    OdpowiedzUsuń
  3. I dobrze zrobiłaś. Tak jak pisała Iwona, fececi się nie zmienią.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wreszcie :) Cieszę się, że miałaś dość odwagi, by to zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia i nie rezygnuj z siebie!!! Nigdy!!!

    OdpowiedzUsuń