Rano wyszedł do pracy, przytuliłam go i życzyłam miłego dnia...
Dziesięć minut później przyjechała Jo mi pomóc. Spakowałyśmy mnie w godzinę z kawałkiem.
Kilka godzin później byłam już na miejscu.
Bitwa w moim wnętrzu nadal trwa.
Ledwo trzymam się na nogach...
On.. prosi... przeprasza... obiecuje terapię...
Ja.. płaczę, bo choć bardzo bym chciała, nie umiem uwierzyć... nie umiem ...
Brawo z odwage. Nie ludz sie obietnica zmiany na lepsze. Zdarza sie, ale zawsze krotko trwa.
OdpowiedzUsuńI dobrze zrobiłaś. Tak jak pisała Iwona, fececi się nie zmienią.
OdpowiedzUsuńI dobrze zrobiłaś. Tak jak pisała Iwona, fececi się nie zmienią.
OdpowiedzUsuńWreszcie :) Cieszę się, że miałaś dość odwagi, by to zrobić.
OdpowiedzUsuńPowodzenia i nie rezygnuj z siebie!!! Nigdy!!!
OdpowiedzUsuń