wtorek, 2 maja 2017

Paczki, wyjazdy, logistyka i Znaczek

Ledwie żem z wesela wróciła już się szanowna sąsiadka do drzwi moich dobija (godzina dwudziesta pierwsza dnia następnego). Kogo niesie, se myślę, drzwi otwierając, patrzę - paczka. Z Anglii. Myślę sobie Promyczek coś tam adres chciała, może mi coś wysłała, ale nie, zerkam niżej - widzę Krótki nadawcą. A pięknie, przyszła moja korespondencja i zaparzacze.

Siadłam an fotelu, nóż do papieru dobywając, rozrywam to zaklejone na wszelkie możliwe sposoby coś i wyciągam zawartość. Korespondencja, a i owszem. Karty do gwinta, co to Krótki mi kupił, nim zwiałam - są, chociaż o nie nie prosiłam (swoją drogą nie chce ktoś kupić czterech talii?), list, który łaskawie mu zostawiłam na ławie w dniu wielkiego spierdzielania gdzie pieprz rośnie również się w owej paczce znalazł (to ostatnie nieziemsko mnie wkurwiło). Zaparzacze - brak. Dlaczego? Bo o nie właśnie prosiłam. Kurwa mać. No brak słów i witki opadają.

(Edit: och nie zwracam honor, przypomniało mi się, ze wspominał coś, iż zaparzaczy nie dostane bo "zaposiały się")

W korespondencji znalazł się również list od ubezpieczalni samochodowej. Jak wyjeżdżałam rozwiązałam z nimi umowę z powodu braku powiadania jakiegokolwiek auta. Rzekli mi wtedy pamiętam, że zwrot mi zrobią w wysokości bagatela 38 funtów z powodu nadpłaty.Se myślę, wpłynie to na nasze wspólne konto niech se ma. A gdzie tam, przylazło oczywiście czekiem. Czekiem z ważnością pół roczną. Ten czek dotarł do mnie w piątek. Dziś wstąpiłam do banku. Okazało się, że jestem rychło w czas, bo miesiąc przez końcem ważności minimum mam być w banku i ten czek zrealizować (ważność się kończy 2 czerwca, wiec hmm.. no rychło w czas xD). Czek przekazałam. Bank zajumał mi za tę przyjemność prawie cztery dychy, czekać na wpłatę mam koło 12 tygodni i modlić się by funt w tym czasie nie poleciał na łeb na szyje z powodu postępującego Brexitu ^^

Jako, że Łojciec mój szanowny zaręczać się będzie z Łojcową Kobitą postanowili mnei na te zaręczyny zaprosić (już wiem, że mam być światkiem za rok na ślubie) w związku z powyższym wielką radochę miałam załatwiając wszystko, ogarniając i cała podróż dopinając na ostatni guzik nie tylko dla mnie, ale również i dla Molly.

A jeśli już o niej mowa, zrobiła bardzo niemądrą rzecz i zagadała do Znaczka w rezultacie czego on zagadał do mnie i znów mam go na głowie. Jako człowiek oświecony i chyba religijny nagle ("niech bóg Cię chroni") uznał iż "miłość" jego poprzednia do mnie już nie istnieje w takiej formie, jak w czas tamten i teraz za siostrę chce mnie brać, bratem mi być. Nie pomaga fakt, że na brata wakatu nie mam i mieć nie chcę, ani to, że oboje ostro napsuliśmy sobie nerwów, a jak wiadomo kobiety nie zapominają, bo wszystko archiwizują. Ani to, że teraz piecze nade mną ma Zaklęcie, ani nawet to, że Molly zablokowała go czym prędzej jak tylko się dowiedziała, że chce jej zabrać Nee-chan (siostrę). Znaczek za to stwierdził nagle, że skoro nie siostrą to przyjaciółką mu bądź, bo on sam być nie chcę. Jakoś nie za bardzo chce mi się sprawdzać czy jego toksyczność przeminęła z wiatrem.

Zaiste wesołe jest życie Vill.

2 komentarze:

  1. Ale cyrk z tym bankiem. Niby taka prosta rzecz!
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja nie lubię załatwiania wszelkich bankowych (i nie tylko) formalności. Aż 12 tygodni? O rany, toż to mnóstwo czasu, chyba sobie jaja robią.

    OdpowiedzUsuń