Zgorzelec przywitał nas słoneczkiem i ciepłymi ramionami mojej cioteczki Toć To Anioł Nie Kobieta :) Zjadłyśmy dobry obiad, a babcia nie mogła wyjść z zachwytu, że w końcu się pojawiłam (Czy byłam tam aż tak dawno? Wszak w grudniu. Ale dla babci to pewnie i tak równoznaczne z całym cholernym rokiem w UK) Ciepłe przyjęcie Toć To Anioł Nie Kobiety sprawiło, że mega się rozluźniłam. Do tego stopnia, że jak dotarłyśmy w końcu do domu rodzinnego wódeczka polała się wręcz strumieniem, a nawet dwoma.
W zasadzie wszystko byłoby dobrze,gdybym posłuchała głosu rozsądku. Niestety po ćwiartce na dwie głos rozsądku już nie za bardzo ma siłę przebicia. Pan spotkany na ulicy (też w stanie wskazującym) zapytał czemu z Narzeczoną Łojca idziemy pod rękę. Odpowiedź pełna śmiechu naprawdę wtedy mnie rozbawiła "Bo my chodzimy ze sobą... po wódkę do sklepu ^^" Haha, śmieszek. Pół litra na dwie sprawiło potem, że nie było mi do śmiechu, kiedy musiałam przepraszać się z panną Miss. Dobrze, że chociaż mi ktoś te miskę pod łóżko podstawił :P W związku z powyższym ponad pół soboty spędziłam w łóżku (pod czujnym okiem Molly) tuląc się niekiedy do panny Miss i solennie obiecując sobie, że nigdy więcej wódki, a już na pewno nie w takich ilościach! Zaręczyny Łojca przebiegły więc dla mnie i Narzeczonej całkowicie bez procentowo :P Dowiedziałam się także, że podobno teraz dopiero (bez Krótkiego) jestem naprawdę sobą i że zmianę widać mega, iż jestem szczęśliwa :)
Jako, że Szwagrzyca poinformowała mnie iż w piątek rano urodziła, w niedziele wpadłam na całkiem spontan pomysł, coby wziąć i ją w szpitalu odwiedzić. Zadanie nie było łatwe ponieważ należało pojechać do miasta inszego oddalonego od rodzinnego aż 30 km. No, ale co to dla mnie, stwierdziłam, że przy okazji odbębnię moje co przyjazdowe kierowanie samochodem Narzeczonej Łojca. Trasa spoko, stresu zero (jak już odpaliłam zielonego golfa o wdzięcznym imieniu Szerszeń) gorzej, że na rasie Zgorzelec - Bogatynia ograniczenia prędkości są, odwołań już nie ma. W związku z powyższym były takie miejsca, że wyjeżdżając z wioseczki jakiejś wlokłam się 40 na godzinę po terenie niezabudowanym. Ale dojechałam bezpiecznie, a co :) Mina Szwagrzycy gdy mnie zobaczyła - bezcenna. Mina szwagra (jeszcze szwagra) gdy mnie zobaczył - pełna zaskoczenia. Udało mi się go taktownie ignorować jak już mu powiedziałam, żeby zdjął okulary, bo mu chce wpierdolić (zasłużył sobie, naprawdę!). Rzekł mi na to, że mam zając się sobą (no skóra z Krótkiego zdjęta!) i że kiedyś byłam ładniejsza. Odparłam jedynie, że on kiedyś był mądrzejszy - wszyscy się zmieniamy.
Dalej już było korzystanie z pogody i troszkę wycieczek po mieście rodzimym, Zawitałyśmy nawet zagramanicę, posiedzieć w niemieckim parku jakieś parę minut. Kilka wizyt u rodzinki i wycieczka po rynku, gdzie pani naprawiła mi portfel w związku z czym nie dokonałam u niej zakupu nowego xD
Nysa - granica Polsko - niemiecka
Fontanna w parku niedaleko domu kultury
Stan wygłaskanych zwierzaków na ten wyjazd bardzo ładny, bo sztuk aż 5: Pieseł mojego taty, Umcia - kicia Toć To Anioł Nie Kobiety, Biały kot, którego jednoznaczego imienia nikt nie zna - mojej drugiej cioteczki i dwa (rudy i czorny) koty spotkane gdzieś na mieście (ten kto mnie zna, wie, że kolo kota to ja obojętnie nie przejdę, muszę chociaż spróbować pogłaskać, te koteły w Zgorzelcu były dla mnie dość łaskawe w tej kwestii xD).







Podróżniczo u Ciebie. Fajnie, bo taki ruch, zmiana miejsca dobrze robią dla duszy i ciała :)
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/