Nie chce mi się naprawdę już użalać. Przepłakałam dość. Zwłaszcza, że zgodnie z Zelandem i zasadą Transerfingu naprawdę "odbębniłam" wszystko co powinnam, no chyba, że szanowny Zeland ma inną definicje nadmiernego potencjału.
A było tak pięknie! Tak obok! Tak szybko! W środę rano wysłałam CV. W środę popołudniem zaproszono mnie na rozmowę. W czwartek pięknie się przygotowałam poczytałam, dowiedziałam, przeanalizowałam i nawet by być trochę nad wyraz obejrzałam parę szkoleń w internecie.
Słowa nikomu nie rzekłam. Po chuj robić w okół tego szum. Uda się. No musi. Nie ma innej opcji.
Wait...
...jest!
Ucieszyłam się jak durna kiedy pani Marzena napisała do mnie SMSa ze zmianą godziny rozmowy. No kurcze cudownie bo troszkę się bałam, że jednak źle ją zrozumiałam w końcu 16:50 to taka niecodzienna godzina (mimo ze codzienna). Zmiana była na jeszcze bardziej niecodzienna 14:25. Od rana w piątek zatem siedziałam i raz jeszcze przeglądałam, co i dlaczego. Wyciągnęłam materiały ze szkolenia szukania roboty. Przeanalizowałam średnie zarobki na danym stanowisku oraz to co się na nim robi (ogłoszenie było dość tajemnicze, wnioskuje, że chciano oszczędzić znaków). Przygotowałam odpowiedź na każde ze standardowych pytań, by mnie niczym nie zaskoczono. Ubrałam się uczesałam, biżuterię zmieniłam (by się nikt pentagramów i Ankh'a nie przestraszył) i poszłam.
4 minuty. Słownie CZTERY minuty. Tyle szłam z domu do tego przecudnego miejsca wielkiej szans zatrudnienia. Żałując, że nie mam ze sobą książki potulnie siedziałam w poczekalni wśród innych panien aż do pięknej szesnastej, bo jakoś tak się przedłużyło.
Pan Andrzej okazał się bardzo miłym i sympatycznym młodym człowiekiem (nawet mam wrażenie, że młodszy był ode mnie) zapytał mnie o kilka standardowych rzeczy. O klienta trudnego jak sobie z nim poradzić (och, jak kocham się dzielić wiedzą) o zarobki ile bym chciała, o godziny jakie bym chciała, o to czy wiem co oni w ogóle robią (no ba no raczej nie inaczej), o to czy to nie problem czasem umyć podłogę, bo przecież kafelki a jesienią i zimną chlapa,piasek błoto ( panie szanowny mam pięć lat doświadczenia w mopowaniu za pieniądze :P). Nadgodziny? Spoko, mieszkam zaraz OBOK, żadnego problemu zero autobusu, korków, nic! Obsługa komputera? Biegła. Anglojęzyczny klient - jak złoto! Pytania pani ma? Ano czy szkolenie z RODO będzie. Oj pani zabłysła, pierwsza, co się o RODO pyta!.
Cudnie, pięknie, skontaktujemy się. No wyszło super, sympatycznie, zupełnie mnie nie zagięli. Idealne stanowisko dla mnie, idealna ja dla stanowiska. What possibly could go wrong?
O Wait....
I tym sposobem, nie tylko się załamałam jak też wkurwiłam i do tej pory mnie nosi. Nosi mnie tym bardziej bo doszłam do wniosku, że wszystko co robię od dwóch lat to... PIEPRZONA STRATA CZASU. Bo jakiekolwiek kroki nie podejmę... i tak dostaje w ryj :(

Kurcze, nieprzyjemna sytuacja. Ja dalej trzymam mocno, mocno kciuki. Takie doświadczenia choć bolą, to jednak nas hartują. Mam wielką nadzieję,że już niebawem pochwalisz się nową pracą. Wymarzoną!
OdpowiedzUsuńMoze to nie byla TA praca. Trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuń