Tydzień zaczęłam wiadomością, że magazyn opędzlował wszystkie moje pojemniki i nie przyniósł mi tego co powinien przynieść. Mało tego ktoś zamknął pojemnik w którym był mój brak i tym kimś nie byłam ja. Od tygodnia trzymałam pudełko z zapisem że brakuje w nim dwóch maści (wedle logów w systemie być powinny, ale magazyn twierdzi, że ich nie było). Jako, że bazuje na dwóch pudełkach zamysł był taki, że jak w jednym brakuje to w drugim powinna być nadwyżka (towar, którego nie ma na liście) i wszystko powinno się wyzerować. No cóż, najwyraźniej wymyślam sobie te dwie maści, bo żadnej nadwyżki mi nie przyniesiono.
Następnie dostałam tak cudowny zwrot, że przekonana jestem iż nadawca wypił coś, zaćpał, zjarał, abo wsio na raz! Na jednej z faktur brakowało towaru. Drugi był uszkodzony. Trzeci natomiast był zupełnie nie do naszej placówki, ale nie mogłam go wysłać przesyłką wewnętrzną na odpowiedni oddział, gdyż albowiem ponieważ ktoś bazgrząc po druczkach zwrotu nabazgrolił numer wręcz nieistniejący (powinni zakazać pisania ręcznego na tych drukach, bo naprawę niekiedy tak ciężko rozszyfrować co tam jest namalowane, że słów brak). Oczywiście jak to w takich wypadkach bywa, wszelkie próby kontaktu telefonicznego zakończyły się niepowodzeniem. Wnerwiłam się, zabrałam to wsio i wysłałam na powrót do apteki, niech se ogarną własny burdel.
Jakiś czas później, widząc kolejną krótką datę (w związku z czym miała ona iść na przecenę, ale najpierw trzeba było zrobić dokument), nakreśliłam swoimi inicjałami podpisany dokumencik i wrzuciłam maść na stopy do pudełka gdzie grzecznie miała czekać na następne towary.
Minęła godzina, otwieram kolejny zwrot, znów bazgrany, znów ledwie odczytywany. Numer zjedzony o jedną cyfrę. Szukam, wpisuje, kombinuje, co to u licha mogło być? Grzebie się w bazie danych po numerze kontrahenta szukam po dacie wystawienia faktury źródłowej. No ni cholery nic mi się nie zaczyna na dwie siódemki! W końcu znalazłam jakiś numer, który wydawał się blisko, wchodzę na spis towarów, no zgadza się. Łapie za telefon, dzwonie do apteki, żeby się upewnić.
-Halo?
- Dzień dobry tu dział reklamacji kłaniam się, ja dzwonię w sprawie państwa druczku zwrotu, otóż jest na nim błąd pisemny, ale znalazłam numer faktury źródłowej, więc dzwonie, by się upewnić. Ja pani podam ten numer dobrze, a Pani mi powie czy się zgadza tak?
- No dobrze
- Więc tak, siedemdziesiąt cztery, dwadzieścia, trzydzieści osiem.
- Nie, nie ja mam inny, siedemset czterdzieści dwa, zero trzydzieści osiem.
Kurtyna.
Chwilę później okazało się, że mój świeżo utworzony dokument krótkiej daty ZUPEŁNIE SAM się zamknął i nie zostało mi nic innego jak zmarnować trochę drzew i wydrukować zlecenie przeniesienia tej jednej maści na stopy do odpowiedniego magazynu. Tu jednak jestem skłonna zrzucić winę na dziewczyny, bo przed końcem miesiąca sprzątają dokumenty, wiec i mój niechcący mogły zamknąć. Ale przecież żadna się nie przyzna :P
Na sam koniec dnia okazało się, że mój telefon chyba słyszał moją rozmowę z Zaklęciem na temat wzięcia innego sprzętu bo ten się psuje już od kilku tygodni marudzi, że ma aktualizację systemu, a jak próbuję to zrobić to wywala błąd na trzech procentach. Poza tym ekranowi zdarza się nie reagować no i kurcze, troszkę się zawiesza i wywala aplikacje internetu szczególnie. Czybym powinna go znów zanieść do LG? W ogóle to dlaczego on u licha pobiera aktualizacje aplikacji jak mu wyraźnie powiedziałam, że nie, no i jeszcze ciągle się psioczy o tę aktualizację systemu.
Dziś postanowiłam znów spróbować i pozwoliłam mu zaktualizować androida. I co się okazało? Wbrew wszelkim oczekiwaniom nie zawiesił się tym razem, nie wywalił błędu. Pobrał wszystko i zainstalował. Tak sobie, najzwyczajniej w świecie.
Bo czemu nie?

w pracy masz pełno niespodzianek:)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
No i ile anegdotek :P
UsuńNo widzisz? Poniedzialki tez bywaja dobre :-)
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej się nie nudzisz :P
OdpowiedzUsuń