niedziela, 26 sierpnia 2018

Małe radości

Ta sobota była jak wyjęta z rzeczywistości. Po prostu tak zwyczajnie była dobra. Tak dobra, że aż muszę podzielić się radością.

Na sam pierw rano jak wstałam o tej czwartej trzydzieści (tym razem nie czwartek) okazało się, że jestem względnie wyspana, co po całym tygodniu piasku w oczach od rana było nie lada wyczynem. Niestety nawet jak kładę się o 21wszej to zwykle mi to wyspanie nie wychodzi. Raźno zrobiłam śniadanie dla mnie i Zaklęcia, obejrzeliśmy jakieś bezedury w necie i pojechałam do pracy, a on do Katowic coś tam pozałatwiać.

Idąc do pracy napatoczyłam się na deszcz i tu szczęściem, że wzięłam od Zaklęcia taka tiny parasolkę, która pozwoliła mi przetrwać piętnastominutowy marsz. Deszcz w końcu przyniósł ze sobą upragnione ochłodzenie (naprawdę źle znoszę upały)

W pracy okazało się, że ze wszystkich leków jakie miałam do przyjęcia nie zabrakło ani jednego, więc na poniedziałek nie wisi mi żadne wyjaśnianie sprawy z apteka. Hura! Na domiar tego skoro przylazłam na w pół do siódmej to mogę też wyjść przed drugą i nikt nie będzie miał pretensji :) Na autobus powrotny zdążyłam i już nie padało :)

Zwinęłam się autobusem wraz z Zaklęciem do oszołoma i tu ogromna moja radości! W końcu po prawie roku poszukiwań dorwałam normalny duży smaczny MIĘTOWY syrop do kawy (a już myślałam, że będę musiała zamawiać z neta).

Zrobiliśmy małe zakupy, Zaklęcie rozpieścił mnie mrożoną kawą (do saszetki tylko mleko się dodaje, pycha !) I kupiłam też rybę po grecku na którą miałam mega ochotę od jakiegoś czasu (jeszcze nie wiem czy dobra, będzie na śniadanie)

Na koniec pod nogi podjechał nam autobus, a ja zrobiłam dobry uczynek zaczepiając niespełna dwunastoletnią dziewczynę i zwracając jej uwagę, że wsadziła dwie dychy do kieszeni spodni tak lekko, że zaraz albo jej wylecą, albo ktoś sobie weźmie, tak wystawały.

Co najważniejsze po ostatnich dniach, w tę sobotę nie bolało mnie prawie nic, jeśli nie licząc bólu głowy (ostatnio często się zdarzają) i przez ten jeden dzień nie miałam parcia na czas. Byłam tu i teraz. To piękne ;)

3 komentarze:

  1. trzeba zbierać te małe radości, bo z nich potem rodzi się po prostu poczucie szczęścia :)
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby więcej takich zwykłych-niezwykłych dni, zasługujesz :)

    OdpowiedzUsuń