Za to znów śpię na raty, bo:
- Ej, jestem głodna
- Ej, znów jestem głodna
- Ej, nudzę się
- Ej pomiziaj
- Ej, jest piąta rano, czemu jeszcze śpisz
- Miau, pomiziaj
We wtorek już poszłam na przystanek o odpowiedniej porze, toteż spokojnie wsiadłam do autobusu. Usadowiwszy się zaraz za kierowcą, odpaliłam sobie epic music (bo jestem na zastępczym to nie chce mi się książki odpalać, ze swoim LG jadę dopiero we wtorek do serwisu) i zamknęłam oczka pod okularami przeciwsłonecznymi. Jak słowo daje, ten wrzesień to gorzej jak czerwiec!
Po kilku przystankach wsiadł pan i do kierowcy coś tam mówił. Nie słyszałam co, otwierając tylko jedno oko zresztą. Gorzej, że potem pan mówił coś do mnie. No to zdjęłam słuchawki i grzecznie proszę by pan powtórzył.
- Czy mogłaby pani zadzwonić po karetkę bardzo boli mnie w klatce.
- Ojoj... - tyle mi się wyrwało.
Chwyciłam za telefon, ręce mi się zaczęły trząść, bo przecież kurde! Pani zadzwoni po karetkę, a my jedziemy w autobusie. Będę musiała z panem wysiąść i poczekać, a co jeśli pan zemdleje?! Przecież ja nie zdałam resuscytacji, bo miałam blokadę psychiczną i nie mogłam się za cholerę przekonać, by nadmuchać Adasia. Nie mówiąc już o tym, że spóźnię się do pracy, a jaki tam był numer? A już wiem 911, zaraz kutwa, Vill w Polsce jesteś! To 112 czy 999?! Help me someone!
Zanim się zorientowałam pan kierowca zjechał na pobocze i zadzwonił po karetkę. Moje telepotanie się jeszcze wzrosło nie wiedzieć, czy z obawy, że pan się źle czuje (przecież nie udzielenie pomocy jest karalne!) czy z tego ze spóźnię się do roboty. No nie tylko ja się spóźnię, bo spóźni się cały autobus. Zadzwoniłam więc do szefowej i powiedziałam, że mam postój autobusu i możliwe, że się spóźnię.
Po 17 minutach wyczekiwania zabrał nas drugi miętowy PKM jadący w tę stronę i stający na przystanku, który potrzebuje. Karetka przyjechała praktycznie w tym samym czasie. Do pracy na wpół biegłam (należy pamiętać, że od przystanku mam jeszcze kwadrans spaceru). Na pikaczu odbiłam się spóźniona dwie minuty, spocona zziajana i zdenerwowana.
Na koniec dnia dostałam SMSa, że paczka dla mnie czeka na poczcie. Kurde. Otwieram przymierzam. Za duże. Mattaku, kolejna odsyłka kolejne 11 zł w plecy. Nie kupię więcej spodni przez neta!
Idąc do pracy środowym popołudniem natknęłam się na przystanku na pana klęczącego i wywijającego wszystkimi kończynami. Pamiętaj Vill, że nie udzielenie pomocy jest karalne. Podeszłam więc do pana, smucąc się w duchu w stronę drugiego pana, który uciekł autobusem, a wcześniej tylko się przyglądał. Zapytałam, czy panu pomóc trzeba, po karetkę zadzwonić (Ichi mnie przestrzegł, żebym zawsze pamiętała, że karetka to NFZ, a NFZ to zło, a zło to 666 tylko zakamuflowane więc 999 xD). Pana za chiny zrozumieć nie można było, tak bardzo był niepełnosprawny. Sam na przystanku, bez opieki. Pomogłam mu wstać i posadziłam na ławce. Udzieliłam pomocy! Pytam po raz ósmy czy zadzwonić po karetkę, pan kręci głową przecząco, więc mówię mu, że idę do pracy, on pokiwał głową coś tam po bełkotał i poszłam.
W robocie złapałam koleżankę, która idzie na ten sam przystanek i z niego jedzie do domu. Ona mi powiedziała, że zna tego pana i że on jest niepełnosprawny, ale sobie radzi, także nie mam się czym martwić, ale przecież nie udzielenie pomocy jest karalne. Ale udzieliłam. Posadziłam pana na ławce. Dziś muszę zapytać koleżanki czy jeszcze był, jak szła na przystanek.
Za to ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, gdyż jest dopiero wrzesień, dostałam skierowanie na badania wstepne i kwestionariusz osobowy, znakiem, że chyba dostanę umowę.
In other news, mój Promyczek z fabryki z UK wyjeżdża do USA do chopa. Jestem w szoku, ale ona jest mocno przekonana. Zresztą co ja mogę marudzić? Sama zrobiłam coś podobnego. Mam tylko nadzieję, że pójdzie jej lepiej niż mnie z Krótkim.
A skoro już o chopach mowa. Wielkie dylematy mam przemeblowaniowe, bo Zaklęcie wprowadza się od października i potrzebujemy trochę mebli kupić.

o, czyli rozwój związku, to dobra rzecz :0
OdpowiedzUsuńJa panikuję w takich sytuacjach, to znaczy zawsze staram się udzielić pomocy, ale potem bardzo to przeżywam. Choć zaskakująco, że potrafię siłę w sobie znaleźć i pomóc, bo panikara ze mnie,że hej:)
okularnicawkapciach.wordpress.com
Chłop w domu dobra rzecz :D
OdpowiedzUsuńKocizna moja też lubi tak odwalać w nocy... Zamykam go w transporterze, nie zawiadamiaj TOZu :P
Ja choć byłam gotowa nie raz na sytuacje awaryjne (kilka razy dzwoniłam po karetkę dla brata) to nigdy nie wiedziałam jaki jest alarmowy... Tak stres mnie zżera.
Eh, chyba mam ten sam problem co Ty. Nigdy nie wiem jak zachować się w przypadku, gdy widzę potrzebującego. Oczywiście zawsze staram się pomóc, ale w sytuacjach "survivalowych" regułki z EDB na nic się zdają..
OdpowiedzUsuń