Poniedziałek to powinien mieć w swej definicji na wikipedii zawarte zdanie, że jest to dzień, który daje ulgę, jak już się kończy. Zwykle właśnie w poniedziałki zdarzają się jakieś masakryczne rzeczy, które w skali tygodnia są najbardziej zapamiętane.
U mnie zaczęło się od nocy. Kot mój pięć razy (i wcale nie koloryzuje) był w toalecie. Przy moim słabym śnie za każdym razem, gdy próbowała się po tym dokopać do chin, dokopywała się jedynie do większych moich nerwów.
Nerwów, które przerodziły się w przerażenie, gdy już obdarta ze snu zauważyłam, że kota moja ma biegunkę. Oczywiście naczytałam się w internecie przeróżnych rewelacji na ten temat i, swoim zwyczajem, podniosłam alarm.
Wszystko jednak po kolei. Kiedy w końcu usnęłam (chwała mojej robocie za popołudniówki w tym tygodniu) obudził mnie nie dźwięk budzika a cholerne nachalne wibracje. Zdziwiona przeogromnie postanowiłam sprawdzić o co kaman. Ustawiłam budzik na za pięć minut i zadzwonił normalnie. Po czym okazało się, ze jak chciałam sobie puścić książkę na głośnik to usłyszałam głuchą ciszę. Ponowne uruchomienie telefonu dało pięć może dziesięć sekund dźwięku po czym głośnik wysiadł na ament. W związku z powyższym, jako, że do otwarcia banku miałam jeszcze trochę czasu, zrobiłam format systemu (jak radziło mi LG) . Niestety najwyraźniej mój Windows na kompie ma się nijak do androida i format dysku C nie pomógł. ŻARCIK :P A tak poważnie to format telefonu nie dał zupełnie nic (poza tym, że wsio należy poustawiać na nowo), czyli nie oddał mi dźwięku w głośniku (o dziwo na słuchawkach działa), a zatem w przyszły wtorek zamierzam się napaść na serwis LG i ładnie ich poprosić by wzięli i się moją gwarancją grzecznościową zajęli (dochodzę do wniosku, że więcej LG nie kupię, opatuliłam go pancernie by mu się krzywda nie stała, a on już drugi raz wyląduje w serwisie nie mając jeszcze dwóch lat na karku!).
Podczas gdy kota moja odpoczywała po nocce w kuwecie, ja poleciałam do banku dowiedzieć się co u licha za aneksy oni chcą bym podpisywała. Na sam przód dowiedziałam się, że zielony bank zachodni od wczoraj stał się czerwonym bankiem Santander. Na dzień dobry pani mnie zagadała z ofertą nowego konta (nie po to przyszłam kurde) po czym kazała mi się zalogować do internetowego konta tego co mam, żebym jej pokazała o jaki mail od nich chodzi (no sorki nie pamiętam hasła, a wy nie macie wejścia od swojej strony?), na koniec zostało o mnie wysłane hasło re-startowe na SMSa (które nie dotarło do mnie do dziś:P) i jednak udało się ujrzeć (od strony pani Joanny - doradcy) co to za aneksy oni ode mnie chcą. Reasumując: Są to dokumenty (odświeżenia umowy?) dla osób które zakładały konta przed 2014 (no ja to konto zakładałam jeszcze jak oni byli kredyt bankiem i byli niebiescy), jeśli je podpiszę (oczywiście bezpłatnie) nic się nie zmieni dla mnie z tego tytułu. Jeśli je nie podpiszę (również bezpłatnie) tak samo nic się nie zmieni. Jednym słowem - zawracanie dupy.
Straszliwie przerażona apatią mojego kota i wkurzona na LG za ponowne zepsucie się, poczłapałam się na przystanek do pracy, by dowiedzieć się, że zaczął się rok szkolny i mój autobus jest przestawiony o całe 10 minut (jak ja uwielbiam kwitnąć na przystanku, takie ładne kwiatki mi wtedy rosną z paznokci :P).
Kiedy już w końcu dojechałam do roboty, po drodze pisząc SMSa do Taty z serdecznym podziękowaniem za Szajsunga J3 który jest obecnie moim telefonem zastępczym, dowiedziałam się, że magazyn znów coś popierdolił. I tak pierwszą godzinę roboty wyjaśniałam sprawy: braki które byłam pewna, że włożyłam do pojemnika nadwyżki które przyszły cholera wie dlaczego skoro korekta była zrobiona poprawnie i tego typu bezedury. Słowem zawracanie dupy . Jak tak dalej pójdzie szefowa znów mi przyjdzie, że mało korekt robię, ale jak tu robić więcej, jak się takie cyrki dzieją?
Miejmy nadzieję, że wtorek przyniesie mniej spraw i więcej korekt. Kota wygląda na zdrową, więc dałam jej tylko lekarstwo na dolegliwości jelitowe i miejmy nadzieje, że jej się poprawi.
A co u Was słońca i skarby? Jak Wam minął poniedziałek?

A mój mąż tak sprawdzał balkon, że zamknął na całą noc kota, spałam tak wyjątkowo twardo, że po piątej dopiero dobiegła mnie jego rozpacz z balkonu :P pominę, że nocą padał deszcz...
OdpowiedzUsuńJa wczoraj upiekłam ciasto, zrobiłam dobry obiad, przeleżałam pół dnia... A tego co trzeba nie zrobiłam :P Teraz siedzę i próbuję :p słabo.
Biedna kota, mam nadzieję, że będzie zdrowa.
OdpowiedzUsuńLG? Też miałam i to ex flagowca, dziadostwo jakich mało. Współczuję walki z tym cholerstwem.
Uuuu, to grubo;)
OdpowiedzUsuńU nas jelitówka Maluchów trwała ostatnio ponad 2 tygodnie!!! Co cztery dni jak w mordę jeża. Nawet się MąŻ załapał:(
A poniedziałek? Przyniósł łóżko piętrowe, zmiany u dzieci w pokoju i mega dobre wieści. Tfu,tfu aby nie zapeszyć;))
ja do listy dorzucam wtorek, poniedziałek super, ale wtorek? masakra.
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.co
Mam nadzieję, że z kotem będzie wszystko w porządku.
OdpowiedzUsuńI...rzeczywiście garfieldowa klątwa poniedziałku nieźle cięv dopadła.