wtorek, 9 października 2018

Rdzeń


Ciemność. Ciemność Pokrywała wszystko. Z całego Pozaświata pozostała tylko ciemność. I, nie wiedzieć czemu, dwa samotne schody, będące niegdyś częścią areny Pogranicza. Tam też u ich, z braku lepszej nazwy, szczytu, pojawiła się wyrwa. Przeszli przez nią.

Potrzebowała jego krwi. Potrzebowała jego mocy. I, jeśli miała rację, potrzebowała jego broni.

Jej czarne jak noc, długie jak peleryna ciągnące się za nią na prawie dwa metry włosy były już bardzo ciężkie. Czuła, że jest blisko pierwszego kroku. Moc i krew, którą zebrała do tej pory w połączeniu z dodatkową porcją jej gościa powinna przepełnić ją do tego stopnia, że będzie w stanie zacząć.

Zacząć zaczynać…

- Dlaczego tu? - zapytał białowłosy.
- Masz miecz? - odparła pytaniem.

Dotknął ziemi i w tym samym momencie jego ciało pokryło czarną jak noc idealnie dopasowana zbroją.

- Pięknie wtapiasz się w otoczenie – powiedziała z grymasem.

Podniósł brew hełm zasłonił mu twarz. Przez kilka otworów w przyłbicy rozświetliło się światło barwy kości słoniowej. Sam hełm wyglądał jak smukła czaszka z rogami wiodącymi od skroni w tył.

- No właśnie – dodała z przekąsem. - Czego się boisz?
- Kazałaś wziąć broń, więc mam też zbroje – odparł.
- Jeśli mam rację, to potrzebuję ostrza – powiedziała. - Nie musisz się obawiać, że coś cię zaatakuje.

Ruszyła przed siebie. Szedł za nią w milczeniu przekonany, że jego gospodyni wie, gdzie zmierza.
W istocie nie wiedziała. W zasadzie to po prostu szła. Jeśli dobrze wszystko wyliczyła musiała się jedynie oddalić od wyrwy. Jednak odległość w Pozaświecie czerni nie miała większego znaczenia. Nie dało się jej przecież obliczyć. Nie wiedziała ile czasu minęło zanim w końcu przystanęła.

- Może być tu. Miejsce dobre, jak każde inne – powiedziała.
- Dobre jak każde inne? - zapytał. - To po co szliśmy taki kawał?
- Bo czuje, ze to nie powinno być blisko wejścia – odparła, po czym dodała – Ready when you are.

Skinął głową. Miecz i zbroja zaczęły się rozpływać. Podeszła do niego i objęła go delikatnie. Nie lubiła tego. Nienawidziła prosić. Nie cierpiała potrzebować pomocy. Mimo to zwróciła się zarówno do niego jak i do Pani Krainy ponieważ wiedziała, że tylko ich moc i ich wieź jest na tyle silna, by pomóc jej cokolwiek zacząć. Zamknęła oczy i zbliżyła usta do jego szyi. Odchylił głowę posłusznie, a ona wbiła kły.

Czuła jak jego krew przepływa przez jej gardło, kropla za kroplą, jak naczynie się napełnia. Nie mógł być pewien, ale chyba zobaczył iskrę która pognała od nasady do końców włosów. Zamruczała. Kolejna iskra, pognała jeszcze dalej w ciemność niż poprzednia, czy to oznaczało, że włosy stały się jeszcze dłuższe..? Jeszcze jedna iskierka, tym razem jaśniejsza, popłynęła bardzo bardzo daleko. Vill jęknęła, ale nie z przyjemności. Usłyszał trzask, jakby łamane kości. Gwałtownie przycisnęła go do siebie. Kolejne krople, kolejny jęk, poczuł jak pazury jej się wydłużyły kiedy lekko zadrapała jego plecy. Jeszcze jeden trzask. Już prawie. Ból rozdarł jej plecy, krew pociekła po nich kiedy nieomal wrzasnęła. Białowłosy zobaczył wysuwającą się nad lewym ramieniem złamaną pod kątem 90 stopni kość. Jeszcze kilka łyków. Otworzyła szeroko czerwone oczy.

I wtedy naczynie się przepełniło. Oderwała się z wrzaskiem bólu, bo złamana kość nad lewym ramieniem wysunęła się całkowicie, ukazując okrwawione kościane skrzydło. Vill krzyknęła raz jeszcze, kiedy oderwało ją od niego. Zawisła w powietrzu z rozłożonym jednym okrwawionym skrzydłem. Jej włosy niesione siła zebranej mocy podzieliły się na trzy części. Trzy kolory.

Czerń nocy.
Czerwień krwi.
Fiolet magii.

Pociągnęły jak niewidzialnymi rękami zdenerwowanego dziecka i przy wtórze krzyku zaplotły się w ciasny, długi, bardzo długi warkocz.

- Odetnij! - wrzasnęła błagalnie. - Odetnij proszę!

Rękoma próbowała chwycić włosy, które już zaplecione, zaczęły ciągnąć ją w ciemność. Wykrzyknęła jego imię pełnym rozpaczy głosem. Nagle opadła na ziemię, usłyszawszy tylko jak trójkolorowy warkocz pognał gdzieś w ciemność. Białowłosy stał nad nią z mieczem w dłoni. Bezwiednie sięgnęła do swoich włosów i przeczesała je palcami. 

Były krótkie, obcięte nierówno i … czerwone.

6 komentarzy:

  1. uwielbiam Ciebie czytać i te niecodzienne historie...
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. No coś zaczyna się dziać w kierunku odbudowy myślę :)

      Usuń
  3. Świetnie piszesz :) ale nie rozumiem metafory tego tekstu ;) może za mało Cię "znam".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na kategorię POZAŚWIAT poczytaj inne notki, wyjaśniam też w kilku kometarzach o co chodzi ;-) Jakby co zawsze mogę napisać Ci szersze wyjasnienie jeśli naprawdę Cie to interesuje ;)

      Usuń
  4. Tyle emocji, że nie wiem, co napisać...

    OdpowiedzUsuń