Ciemność. Ciemność
Pokrywała wszystko. Z całego Pozaświata pozostała tylko ciemność.
I, nie wiedzieć czemu, dwa samotne schody, będące niegdyś częścią
areny Pogranicza. Tam też u ich, z braku lepszej nazwy, szczytu,
pojawiła się wyrwa. Przeszli przez nią.
Potrzebowała jego
krwi. Potrzebowała jego mocy. I, jeśli miała rację, potrzebowała
jego broni.
Jej czarne jak noc,
długie jak peleryna ciągnące się za nią na prawie dwa metry
włosy były już bardzo ciężkie. Czuła, że jest blisko
pierwszego kroku. Moc i krew, którą zebrała do tej pory w
połączeniu z dodatkową porcją jej gościa powinna przepełnić ją
do tego stopnia, że będzie w stanie zacząć.
Zacząć zaczynać…
- Dlaczego tu? -
zapytał białowłosy.
- Masz miecz? -
odparła pytaniem.
Dotknął ziemi i w
tym samym momencie jego ciało pokryło czarną jak noc idealnie
dopasowana zbroją.
- Pięknie wtapiasz
się w otoczenie – powiedziała z grymasem.
Podniósł brew hełm
zasłonił mu twarz. Przez kilka otworów w przyłbicy rozświetliło
się światło barwy kości słoniowej. Sam hełm wyglądał jak
smukła czaszka z rogami wiodącymi od skroni w tył.
- No właśnie –
dodała z przekąsem. - Czego się boisz?
- Kazałaś wziąć
broń, więc mam też zbroje – odparł.
- Jeśli mam rację,
to potrzebuję ostrza – powiedziała. - Nie musisz się obawiać,
że coś cię zaatakuje.
Ruszyła przed
siebie. Szedł za nią w milczeniu przekonany, że jego gospodyni
wie, gdzie zmierza.
W istocie nie
wiedziała. W zasadzie to po prostu szła. Jeśli dobrze wszystko
wyliczyła musiała się jedynie oddalić od wyrwy. Jednak odległość
w Pozaświecie czerni nie miała większego znaczenia. Nie dało się
jej przecież obliczyć. Nie wiedziała ile czasu minęło zanim w
końcu przystanęła.
- Może być tu.
Miejsce dobre, jak każde inne – powiedziała.
- Dobre jak każde
inne? - zapytał. - To po co szliśmy taki kawał?
- Bo czuje, ze to
nie powinno być blisko wejścia – odparła, po czym dodała –
Ready when you are.
Skinął głową.
Miecz i zbroja zaczęły się rozpływać. Podeszła do niego i
objęła go delikatnie. Nie lubiła tego. Nienawidziła prosić. Nie
cierpiała potrzebować pomocy. Mimo to zwróciła się zarówno do
niego jak i do Pani Krainy ponieważ wiedziała, że tylko ich moc i
ich wieź jest na tyle silna, by pomóc jej cokolwiek zacząć.
Zamknęła oczy i zbliżyła usta do jego szyi. Odchylił głowę
posłusznie, a ona wbiła kły.
Czuła jak jego krew
przepływa przez jej gardło, kropla za kroplą, jak naczynie się
napełnia. Nie mógł być pewien, ale chyba zobaczył iskrę która
pognała od nasady do końców włosów. Zamruczała. Kolejna iskra,
pognała jeszcze dalej w ciemność niż poprzednia, czy to
oznaczało, że włosy stały się jeszcze dłuższe..? Jeszcze
jedna iskierka, tym razem jaśniejsza, popłynęła bardzo bardzo
daleko. Vill jęknęła, ale nie z przyjemności. Usłyszał trzask,
jakby łamane kości. Gwałtownie przycisnęła go do siebie. Kolejne
krople, kolejny jęk, poczuł jak pazury jej się wydłużyły kiedy
lekko zadrapała jego plecy. Jeszcze jeden trzask. Już prawie. Ból rozdarł jej plecy, krew pociekła
po nich kiedy nieomal wrzasnęła. Białowłosy zobaczył wysuwającą
się nad lewym ramieniem złamaną pod kątem 90 stopni kość.
Jeszcze kilka łyków. Otworzyła szeroko czerwone oczy.
I wtedy naczynie
się przepełniło. Oderwała się z wrzaskiem bólu, bo złamana
kość nad lewym ramieniem wysunęła się całkowicie, ukazując
okrwawione kościane skrzydło. Vill
krzyknęła raz jeszcze, kiedy oderwało ją od niego. Zawisła w
powietrzu z rozłożonym jednym okrwawionym skrzydłem. Jej włosy
niesione siła zebranej mocy podzieliły się na trzy części. Trzy
kolory.
Czerń nocy.
Czerwień krwi.
Fiolet magii.
Pociągnęły jak
niewidzialnymi rękami zdenerwowanego dziecka i przy wtórze krzyku
zaplotły się w ciasny, długi, bardzo długi warkocz.
- Odetnij! -
wrzasnęła błagalnie. - Odetnij proszę!
Rękoma próbowała
chwycić włosy, które już zaplecione, zaczęły ciągnąć ją w
ciemność. Wykrzyknęła jego imię pełnym rozpaczy głosem. Nagle
opadła na ziemię, usłyszawszy tylko jak trójkolorowy warkocz
pognał gdzieś w ciemność. Białowłosy stał nad nią z mieczem w
dłoni. Bezwiednie sięgnęła do swoich włosów i przeczesała je
palcami.
Były krótkie, obcięte nierówno i … czerwone.

uwielbiam Ciebie czytać i te niecodzienne historie...
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Czyli znów coś jest na rzeczy?
OdpowiedzUsuńNo coś zaczyna się dziać w kierunku odbudowy myślę :)
UsuńŚwietnie piszesz :) ale nie rozumiem metafory tego tekstu ;) może za mało Cię "znam".
OdpowiedzUsuńZapraszam na kategorię POZAŚWIAT poczytaj inne notki, wyjaśniam też w kilku kometarzach o co chodzi ;-) Jakby co zawsze mogę napisać Ci szersze wyjasnienie jeśli naprawdę Cie to interesuje ;)
UsuńTyle emocji, że nie wiem, co napisać...
OdpowiedzUsuń