O Hajdi chciałam Wam już wcześniej opowiedzieć, ale jakoś nie mogłam się zebrać.
Dziewczynę poznałam w pracy. Szkoliła mnie i początkowo miałam wrażenie, że mnie nie lubi. Może to za sprawą miliona pytań, które zadawałam, bo chłonna byłam wiedzy i wszystko chciałam mieć zapisane na już. Z czasem jednak okazało się, że mamy trochę wspólnych zainteresowań, a szczytem było kiedy Hajdi miała wysłać mi coś na messangera.
Wiecie wszak, bo wspominałam nie raz, że na Facebuku jestem poukrywana jak się tylko da, więc gdy podałam Hajdi nazwę mojego konta była troszkę zaskoczona. Ja byłam bardziej kiedy zawołała mnie na antresole i konspiracyjnym szeptem zapytała, czy lubię anime.
I tak pojawiła się miedzy nami więź. Więź łącząca wspólną tajemnicę "chińskich bajek". Pojawiło się zaufanie i coś w rodzaju kumplowania.
I tak się to rozwijało. Ta dziewczyna jak nikt inny potrafi sprawić, że dni w pracy bywają znośne, a na spacer z nią w stronę przystanku czekam z utęsknieniem. W końcu umówiłyśmy się na piwo, które jeszcze nie doszło do skutku, ale mam nadzieję, że soon.
Jednak nie ze wszystkimi dziołchami w pracy da się dobrze żyć. Jak to z kobietami jest, jedna na drugą nagaduje. Nie jestem lepsza, ale zdaje sobie z tego sprawę przynajmniej i potrafię wytknąć także własne błędy. Tak czy owak Hajdi jest specyficzna, wesoła i pozytywna, na popołudniówkach zachowuje się inaczej niż na rankach, zresztą, jak my wszystkie.
Nie obyło się jednak bez donoszenia i jakimś cudem szefowa wie, że Hajdi podśpiewuje w pracy (dziwne bo ja śpiewam na rankach i jeszcze nikt na mnie nie doniósł) i parę innych rzeczy. Skąd? Wniosek nasuwa się sam. Ktoś chlapie.
Nawet wiemy kto. Z Hajdi doszłyśmy do wspólnego wniosku. I właśnie wczoraj ta osoba jakimś cudem domyśliła się/dowiedziała, że jest podejrzewana. Wygłosiła mowę. Zupełnie z dupy i nie do tematu który był poruszany chwilę przed tym. Mowa miała na celu niby udowodnienie, że rzeczona osoba nie jest kablem (czy wspomniałam jak nie cierpię pracować z babami?), zwróciła się zresztą bezpośrednio do Hajdi z tekstem, że to nie od niej szefowa wie, że Hajdi podśpiewuje. Niby nic, bo Hajdi podśpiewując też pracuje, zresztą tak samo jak ja, ale chodzi o fakt.
W związku z powyższym Hajdi napisała do mnie, że ktoś musiał tej osobie powiedzieć i ona już nikomu nie ufa. Więc siła rzeczy zapytałam, czy mnie również. Zdążyłam się prawie popłakać w kącie zanim odpisała, że mi ufa.
Dlaczego czułam się tak podle?
Nie, nie dlatego, że ja powiedziałam tej osobie, bo tajemnice Hajdi trzymam głęboko ukryte. Poczułam się podle, bo poczułam się bezsilnie. Bo ktoś namieszał, a ja przez to mogłam stracić zaufanie Hajdi, zaufanie, którym i ja ją obdarzyłam pokazując jej "Melodie" i moje wydane opowiadanie Yuri. Zaufanie które w jakiś sposób jest mocno dla mnie ważne.
I powiem szczerze, że jestem przerażona.
Przerażona faktem, że Hajdi może tyle dla mnie znaczyć, mimo, że znam ją rok.
Przerażona faktem, że ja dla niej nie znaczę tyle co ona dla mnie.
Przerażona faktem, że mogę przekroczyć jakąś granicę, jak kiedyś pewna mała Asurka i stać się dla Hajdi ciężarem.
Przerażona tym, że chciałabym mieć w Hajdi przyjaciółkę...

mam nadzieję, że Hejdi też ma Ciebie za wyjątkową koleżankę, może i przyjaciółkę i dalej będzie Wam obu miło w pracy:)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Ach ta bliskość i pragniemy jej, i boimy się jej. Niezaspokojone pragnienia z dzieciństwa, mogą naprawdę dać w kość. Zwłaszcza te nieuświadomione. Znam z autopsji, żeby nie było :)
OdpowiedzUsuńOj! Relacje z innymi kobietami czasami są ciężkie. Ja chodziłam do technikum ekonomicznego i miałam tylko same dziewczyny w klasie. Także 33 osoby a 34 plotki na każdym kroku. Wytrzymać się nie dało. Nie cierpię i nie toleruję plotek oraz mówienia za czudzymi plecami. Człowiek jest przecież dorosły, więc powinien być na tyle odważny i asertywny, żeby powiedzieć prosto w oczy drugiej osobie co mu nie pasuje lub jaki ma do niej problem. A nie robić przedszkole w naszym wieku. Wróciłam. Z nowym blogiem i pomysłem na samą siebie. No wiesz, kobieta zmienną jest :-D
OdpowiedzUsuńOstatnio znajomemu mówiłam, że praca z samymi babami to koszmar! Przedszkole to mało powiedziane...
OdpowiedzUsuńTak, że ten - rozumiem co piszesz;)