Normalnie powodzi mi się, tak sobie pomyślałam. To już trzeci wyjazd do rodzinnego miasta w tym roku. Kiedy mieszkałam w UK to się nie zdarzało. Ale kiedy mieszkałam w UK to kosztowało dwa razy więcej. I było 4 razy dalej. Jednak mimo, że bilety nie są tanie bo podróż w tą i z powrotem kosztuje bagatela 120 zł, to i tak nie jest tragicznie.
Tym razem pojechałam na urodziny do siostry Wiedźmy Rodzicielki, mojej ukochanej cioci Toć to Anioł Nie Kobiety.
(Szkoda Tylko, że ciocia nie ogarnęła, że laktoza jest nie tylko w mleku i porobiła same ciasta ze śmietanami :P Nie pojadłam nic a nic! )
Nocowałam w domu rodzinnym, czyli u Łojca. Jak zwykle kiedy tam jestem powoli zabieram wszystkie swoje rzeczy. Nie wiem dlaczego, może ma to związek z tym, że podświadomie czekam na moment kiedy znów się pokłócimy?
Anyway.
Pogrzebałam w swoich starych półkach, których większość zajmuje już kobita mojego Łojca, i wygrzebałam stare pamiętniki. No nie powiem niezłe to były historie, choć sposób pisania mocno dziecinny, no ale trudno się dziwić skoro czytałam zapiski z pół życia temu.
Liceum to był naprawdę aktywny czas dla mnie, aż dziwne, że miałam na to wszystko siłę. Ciągłe wyjścia, ciągła nauka, rozwód rodziców, koledzy, harcerze (sama nigdy nie dałam się namówić na bycie harcerką), trochę koleżanek i wieczna rozkmina czy temu albo owemu się podobam. Niby normalne problemy nastolatki, ale czy na pewno?
Dowiedziałam się przez to czytanie kilku rzeczy.
1) Rozwód rodziców trochę bardziej mnie trzepnął niż gotowa to byłam przyznać wtedy.
2) Odkąd zasmakowałam możliwości bycia w towarzystwie innych ludzi, nigdy już nie chciałam być sama
3) Naprawdę pragnęłam wtedy miłości i zauroczyłam się dosłownie kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt razy. Aż mi wstyd jak to czytam, jaka naiwna czasami byłam.
4) Moi znajomi chodzili ze sobą a potem przeplatali się z kimś innym a ja byłam zazdrosna, że co rusz ten, czy owa mają kogoś.
5) Wiecznie brakowało pieniędzy, nawet na nowy zeszyt to pamiętnika.
6) Wtedy już byłam mocno internetowa i chociaż obecnie zamieniłam Irca i GG na FB i gry online, w zasadzie nic się nie zmieniło w tej kwestii.
7) Nie pamiętam dwóch osób o których pisałam i za chiny nie mogę sobie ich teraz przypomnieć.
Pamiętniki moje urywają się na Blondim (strasznie rył beret z tymi swoimi krzyczącymi wierszami), bo w tamtym okresie chyba już dostałam neostradę (o rety jestem dzieckiem neo :P) i przeniosłam się na bloga, któremu notabene dawałam max trzy miesiące życia.
Ciekawie jest poczytać tak stare czasy.
Choć czasem szkoda, że z nikim stamtąd nie mam już kontaktu...

ja mam swoje pamiętniki w piwnicy, jeszcze chyba nie chcę ich czytać, a może?:)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Mój Narzeczony wziął sie ostatnio za czytanie moich starych blogowych postów. I już mam ciarki żenady, a co dopiero jakbym wzięła swój superstary pamiętnik ;)
OdpowiedzUsuńMoje gdzies wybyly, ale co sie dziwic jak sie z domu wyprowadzilam trzydziesci lat temu :-)
OdpowiedzUsuńMoj Chlop za to trzyma swoje dzienniki (tak, dzienniki!) od osiemdziesiatego szostego. Niezla biblioteczka. Mowie, ze poczytam jak bede na emeryturze i nie bede miala nic innego do roboty.
Mam pamiętniki z podstawówki i liceum. To były czasy prehistoryczne dla ciebie, bo ja 50+ jestem. Ale kiedy je czytam teraz wiele mi wyjaśniają skąd moje problemy z depresją i nerwicą. Trzymaj je, nie wyrzucaj. Za jakiś czas będą potrzebne, Mała Vill pomoże Starszej Vill. I szanuj Małą Vill, ona jest silna, nadal tobą rządzi ;)
OdpowiedzUsuńMiałam pamiętniki, głównie internetowe... Może gdzieś dalej mam to zapisane... Ale tak często wracałam do nich i przeżywałam, że gdzieś to (chyba) skasowałam :P Ryło mi to beret...
OdpowiedzUsuńJa nigdy nie prowadziłam papierowego pamiętnika. Ale uważam, że warto taki mieć, ponieważ człowiek widzi jak się zmieniał i jak się zmieniało jego życie na przestrzeni lat. A o tym, czym jest blog dowiedziałam się od kolegi na studiach [Bo założył i prowadził jeden], więc wtedy zaczęłam pisać na portalu Onet :-D
OdpowiedzUsuń