Trochę miałam załatwiania w tym tygodniu. Między innymi kolejna kroplówka (i kolejne kolosalne hajsy u Weta). W środę rano wstałam grzecznie zapakowałam Miziakę do transporterka i zabrałam ją na spacer. Siedząc już w poczekalni głaskałam ją delikatnie celem uspokojenia jej palpitacji serca i całej tej tachykardii, bo mnie serducho zaraz wyskoczy!
W poczekalni nikogo, nawet mojej ulubionej Pani Kasi dla której przyniosłam leki na nerki (gdyż dla Miziaka mieliśmy zmieniać bo to strasznie jedzie rybą, a ona nie lubi). Nagle wpada jakaś słusznej budowy kobiecina z zdecydowanie nie słusznej budowy psiakiem, mniejszym od mojej Mizi nawet.
- O jaki zmarznięty jestem... - zagajam do psa bo trzęsie się jak galareta.
No kuźwa nic dziwnego przeca pizga wiatrem jak w kieleckim, dobrze, że ja miałam niedaleko (normalnie nie mieszkam w centrum, a wszędzie mam blisko ^^). Piesek się telepie, słusznej budowy pani od pieska odpowiada mi, że no tak bo wieje mocno (no mówię, pizga jak w kieleckim :P). I tak sobie zapadła cisza. Ja z ręką w transporterku głaskając kota, ona stojąc z owiniętym w kocyk piesełkiem na środku poczekalni.
- O cholera! Muszę wrócić do auta! - woła nagle kobieta - Zapomniałam kupy!
Po tej uwadze następuje kolejnych kilka minut ciszy kiedy ona wymownie wzrokiem, a nie mową, wręcz nakazuje mi bym jej pomogła, a ja sobie spokojnie głaskam kota i patrzę na trzęsącego się pieseła. W końcu skapitulowałam.
- A boi się obcych? - pytam, zamykając transporterek.
- No właśnie, gdyby pani była tak miła...
Kobieta wcisnęła mi psa i poleciała do auta. Stoję więc z tym psiakiem i tulę zmarzniętą kulkę do siebie (dopóki on nie zaczyna się wyrywać, ale ma się te wprawę :P) i nagle z gabinetu wychodzi pani doktor widzi mnie z tym piesem w rękach i rzuca mi takie zdziwione spojrzenie, jakby nagle odkryła, że jest w innym uniwersum.
- Przecież to nie pani kot.
- No to w ogóle nie jest kot. My jesteśmy tam - wskazuje na transporterek na krześle - a to jest piesek jakiejś pani, która pobiegła do auta po próbkę, a nie chciała już chłodzić maleństwa.
Pani doktor popatrzyła na mnie z ulgą, bo chyba już miała wrażenie, że od soboty poczyniłam jakieś dziwne experymenta generyczne i zamieniłam kota na psa, albo co gorsza wymieniłam się na Jaworznickim portalu "oddam/kupie/sprzedam/zamienię" :P
P.S Dodam, że pańcia pieseła wróciła po czasie dłuższym niż ja bym dotarłą do domu i z powrotem. niestety aż do ostatniej chwili nie wierzyłam, że nie zrobiła mnie w jajo i naprawdę wróci. Także wiara w ludzi przywrócona ;P

Uśmiałam się :)))Nieustannie życzę jak najlepszego zdrowia kotuni.
OdpowiedzUsuńzdecydowanie masz kotopsa! :)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Dużo zdrowia dla Mizi i tego małego (prawie Twojego :D) psiaczka :)
OdpowiedzUsuńDobrze chociaż, że po zwierzaka wróciła. Ludzie już nie takie rzeczy robili i robią.
OdpowiedzUsuńDid you realize there's a 12 word phrase you can say to your partner... that will trigger intense emotions of love and instinctual attraction to you buried inside his heart?
OdpowiedzUsuńThat's because hidden in these 12 words is a "secret signal" that fuels a man's impulse to love, please and care for you with his entire heart...
12 Words That Fuel A Man's Desire Instinct
This impulse is so built-in to a man's brain that it will drive him to try better than ever before to take care of you.
Matter-of-fact, fueling this powerful impulse is so important to getting the best ever relationship with your man that as soon as you send your man one of these "Secret Signals"...
...You will instantly find him expose his heart and soul to you in such a way he haven't experienced before and he'll perceive you as the only woman in the world who has ever truly appealed to him.