środa, 12 października 2016

A działo się cz 2 - Tik tak

Tik tak, tik tak, zegar tykał, kiedy pani doktor czytała list napisany niezgrabną angielszczyzną. Tik tak, tik tak, czas mijał, a ona siedziała wpatrując się we wskazówkę sekundnika, ledwo powstrzymując łzy. Pani Doktor kiwała głową za każdym akapitem. To był stary, sprawdzony sposób, napisać list ze słownikiem, wtedy miała pewność, że niczego nie zapomni, bo medyczny angielski nie był jej najlepszym. Zresztą żaden nie był, była przecież taka beznadziejna..

Pani doktor podniosła na nią oczy i dała kartkę z testem. Zegar tykał, a słowa odmierzały czas.

Dwadzieścia pięć punktów - wynik maksymalny. Jak wyrok. To, czego się obawiała stało się faktem. Dopadło ją i puścić nie chciało. Jaki sens z tym walczyć, jaki sens robić cokolwiek? A może by tak po prostu to skończyć, zejść wszystkim z drogi, odpocząć, zasnąć.. już się nie obudzić.

Zmęczenie dawało o sobie znać nawet, gdy wypełniała test.

Wstyd nałożył na nią swój płaszcz, gdy szła do apteki po przepisane leki. Pierwsze dwa tygodnie okazały się koszmarem. Łazienka w domu i w pracy stała się stałym świadkiem płynących łez. Wewnętrzny ból aż piszczal i ranił od środka krwawiąc myślami niewypowiedzianymi. Klatka. Gdzieś głęboko w środku, klatka i łańcuchy,

Tik tak, zegar tykał. Minuty jak godziny. W środku całe dni, miesiące, lata tortur, rozrywane bólem istnienia. Tik tak, dwa tygodnie do kosza. Ból i łzy. Zmiana leków.

Dwadzieścia miligramów na początek i jakoś powoli zaczyna się uspokajać. Obojętność otula delikatnym swetrem całość jestestwa. Wszystko i nic przestaje obchodzić.

Pierwsza wizyta u psychologa, półtorej godziny płaczu i żalu. Diagnoza na odpowiednią terapię i kolejne tygodnie czekania. Nadzieja, która wyrywa się jak z procy, lecz gaśnie bardzo szybko, jakby nigdy nie istniała, jak płomień zapałki, nie zostawiając po sobie nic..

Tik tak, ten czas i ten wyrok.

Depresja...

1 komentarz: