czwartek, 13 października 2016

A działo się cz 3 - Schowaj się

Schowaj się, zniknij, nie mów nikomu. Wyjawić nie możesz, to zło. To wstyd, to hańba. Nie radzisz sobie. Schowaj się, bo to Twoja wina.

Biła się z myślami, skulona siedząc przy biurku, kuląc się jeszcze bardziej, gdy Księżna darła o coś ryja. W myślach w wyobraźni stawała przed Księżnej gniewem, z wymyśloną ripostą, z gotowymi odpowiedziami. W myślach, w wyobraźni pokazała jej, jaka jest silna. Wziąc tylko oddech i wypuścić słowa, tyle musiała..

I nie podołała.

Jesteś beznadziejna, nie razisz sobie. Jak mogłaś w ogóle iść po pomoc? Co Ci to da? Przecież i tak nie ma to sensu. Do końca życia będziesz na psychotropach, do końca swoich dni, będziesz kulić się przed krzykiem.

Nie mów nikomu, nie możesz. Zrobisz sobie jedynie więcej problemów i po co? Mało ich masz? Księżna na pewno wykorzysta to przeciwko Tobie. Wszyscy będą patrzeć w politowaniem, pogardą, nikt nie rozumie.

Krótki przecież nie rozumie.

On, ten, który powinien być najbliżej Ciebie, ten, który powinien najbardziej Cię rozumieć. W końcu ten, który chełpi się zawsze tym, że jak czegoś nie wie to zawsze doczyta, bo rozwój jest ważny...

Krótki nie poczytał. Krótki nie przyswoił. Krótki nie zrozumiał.

Więc biła się z myślami sama, żyjąc z człowiekiem, który pojęcia nie miał jak postępować z kimś kto ma tak silną depresję, że miejscami marzy o wieżowcu, a czasami tylko o ostrym nożu.

Ale udawała, że wszystko jest w porządku. Mimo, że wiedział, mimo, że widział, że brała leki - udawała. Nie mogła nikomu powiedzieć, przecież to oznaka słabości. Krótki nauczył ją, że radzić trzeba sobie samemu, że liczyć nie może na nikogo. A już na pewno nie na niego. Płakała więc w łazience zagłuszając łzy prysznicem.

Kiedy umarła Linda, koleżanka z pracy, która przegrała walkę z rakiem, myśli nasiliły się. To Ty powinnaś umrzeć, to Ty powinnaś być chora. Linda cieszyła się życiem, Ty nigdy sobie nie radziłaś. Ty jesteś beznadziejna. A gdybyś tak zachorowała, może w końcu wszyscy daliby Ci spokój i pozwolili w końcu umrzeć...

Księżna tuliła, gdy Vill płakała w łazience z powodu Lindy, poczęstowała papierosem, gdy trzęsącymi się rękoma trzymała zapalniczkę. Jo stala obok i pilnowała, by nie straciła przytomności od nadmiaru emocji i fajek. Na pogrzebie Vill płakała jak bóbr. Siedząc w ostatniej ławce biła się z emocjami, jednocześnie czując ulgę. Ulgę, że otwarcie może płakać i nikt nie dowie się, co jest jednym z powodów. Nikt nie zapyta, nikt nie odkryje...

Bo to taki wstyd...

4 komentarze:

  1. Bardzo dobrze, że poszłaś do lekarza... Mam bliską osobę, która leczy się na depresję i też była na psychotropach...
    Moim zdaniem to duży krok w przód dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  2. Walka z samym sobą prowadząca w czeluście piekła... Znam to. Ale czasem trzeba przejść ognie piekielne, zahartować się w nich i potem zmierzać już tylko w góre w kierunku nieba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. pewnie,że proszenie o pomoc ma sens,kiedy jest źle się dzieje. To oznaka wielkiej siły,przyznanie się do bezsilności rodzi siłę!
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń