Pojawił się znikąd, jak każdy z nich. Nefilim, złapany gdzieś na ukochanej wówczas grze. Od samego początku napawał ją strachem. Widziała w nim ból i ciemność, do której chciał ją wciągnąć. Stanęła okoniem. Nie tym razem, nie po Tomku, nie po Magu, dość... Nie będzie misji, nie będzie ratowania.
Na pierwszym, jakże przypadkowym, spotkaniu Poza Światami, próbował ją pocałować. Mimo ostrzeżeń zrobił to, więc przebiła go mieczem. Padł u jej stóp brocząc krwią, ale nie umarł.
Gabriel go nie cierpiał, od samego początku ostrzegał ją, że to się źle skończy, tak jak z Tomkiem, tak jak z Magiem, tak jak... zaraz, przecież mylił się co do Pani Krainy!
Nie będę go ratować, nie będę znów przechodzić tego samego, wmawiała sobie, przecież to już się działo, nie raz. Przecież wiedziała jaki będzie tego scenariusz, ile bólu jej to przyniesie. Wiedziała, że podobnie jak przez Tomka i przez Maga - umrze.. rozerwana na miliard srebrno złotych kryształów.
Wzbraniała się rękoma i nogami, Gabrielem, Panią Krainy i nawet Molly. Wzbraniała się najmocniej jak mogła, nie chcąc po raz n-ty przechodzić tego samego. Smutnym ludziom nie warto ufać, ciągną nas w swoją ciemność, otulają sobą, zaplatają łańcuchy... Broniła się mieczami i sztyletami.
Ale on wciąż trwał.
Wciąż był.
Nie chciała go ratować.
Ale on wciąż trwał.
Był obok, nawet jak kazała mu odejść. Był obok nawet gdy sama odeszła. Był obok nawet gdy wszystkim na około mówiła jaki jest zły bo ciągnie w stronę ciemności. Był obok... kiedy zasypiał Gabriel i wtedy...
... gdy pierwszy raz sięgnęła po skalpel.

Mam nadzieję, że piszesz to z perspektywy czasu... i już u Ciebie lepiej...
OdpowiedzUsuńZ perspektywy ostatnich... no ostatniego prawie roku, tak..
Usuń