Przez kilka dni po pogrzebie Lindy wpatrywała się tępo w skalpel. Nie było trudno go zdobyć, wszak pracowała z nożami i nożyczkami. Patrzyła na ostrze, jakby mogło jej odpowiedzieć dlaczego tak. Dlaczego Linda, ta, która tak cieszyła się każdym dniem. Ta, która miała męża, dzieci i wnuki, ta, która tryskała humorem mimo bólu jaki odczuwała.
Dlaczego ona...?
Dlaczego nie ja...?
Powinnaś być twarda, zakładać maski, przecież nikt nie może się dowiedzieć. Będą pytać, przecież im nie powiesz, co nie? Nikt nie weźmie Cie poważnie, jak bardzo trzeba być beznadziejnym człowiekiem, żeby nie radzić sobie do tego stopnia? Jakim gównem trza być, żeby dać się powalić jakiejś gównianej depresji?!
Skalpel leżał w dłoni idealnie. Zbyt idealnie. Wybrała miejsce w okolicach łokcia, nie chcąc by było to widoczne. Nikt nie może wiedzieć. Nikt jej nie pomoże...
Pięć długich nacięć, niby gwiazda, sykniecie z bólu i plaster wyjęty z szuflady.
Oszalałaś? Głupia, jesteś jakimś pieprzonym Emo czy co? Co za durny pomysł wpadł ci do głowy by się ciąć?! Nienormalna jesteś?! Zła, zła dziewczyna!
- Możesz mi coś obiecać? - zapytał Znaczek, gdy mu o tym powiedziała.
- Co takiego?
- Nie rób tego więcej proszę - rzekł lagodnym głosem - martwię się. Jestem przy tobie Vill, zawsze, pamiętaj. Jestem twoją siłą. Nie rób sobie krzywdy.
Krótki jedynie popatrzył i pokręcił głową z dezaprobatą. Poczuła wstyd i obiecała, że więcej tego nie zrobi...
Lekarka przypatrzyła się wybranemu miejscu i przepisała o połowę zwiększenie dawki leków.
Pani psycholog za to uspokoiła ja, że nie wyśle jej do wariatkowa.
W Polsce pewnie by ją wysłali.
- Pamiętaj Vill, jestem przy tobie, zawsze - powtórzył Znaczek.
Nikt nie jest w stanie być twardym cały czas. W końcu każda bariera pęknie pod naporem bólu czy łez. Tak naprawdę...ból po prostu domaga się, by go czuć.
OdpowiedzUsuń