Mijają dni, których staram się nie liczyć. Całą swoją energię próbuje przekierować na sprawy bieżące.
Pierw humor mi zepsuł bank, bo okazało się, że jeśli pragnę wypisać się ze wspólnego konta muszę z Krótkim stawić się na spotkanie. Dopiero jak wyznałam, że będzie rozwód i że wyjeżdżam, gdzieś w zakamarkach papierologii znalazła się forma, która nie wymaga naszej obecności, Wypisałam swoją część i wczoraj wysłałam do niego. Powiedział, że nie będzie mi robił z tym problemów. Cóż, pozostaje mi trzymać za słowo.
Powiedział również, że bierze antydepresanty, że idzie na terapię, co mnie osobiście dobiło maksymalnie i pękł mój łańcuszek dni bez płaczu, który i tak póki co składał się z całego jednego dnia...
Od wczoraj usiłuje sprzedać moje srebrne dziecię. Wydałam niebotyczną sumę dwunastu funtów na wypucowanie mojej KA-chan i wystawiłam ją za śmieszną cenę 350 funtów do negocjacji. Sama kupiłam ją za jakieś 1200 trzy lata temu, ale cóż. niestety wartości aut spadają wraz z wiekiem a moje dziecię ma już jedenaście lat. Mam nadzieję, że ktoś się nią zaopiekuję, bo wiem, że będzie mi jej brakować. Przywiązałam się, co tu dużo gadać, w końcu to moje pierwsze auto.
Jako, że moje nowe mieszkanko cud, miód i orzeszki po remoncie, ma nawet w zestawie meble, pozostaje mi dokupić tylko rzeczy użytku codziennego. I tak w tej kwestii wychodzi na jaw mój brak cierpliwości, bo zamiast kupować plastikowe łyżki do gotowania w Wilko, powinnam zerknąć co do zaoferowania ma amazon. Gdybym to zrobiła bogatsza bym była o piękny sylikonowy zestaw kuchenny, do tego czerwony, ale nie, ja musiałam już. Nie wiedzieć czemu, zaprzątnięta myślami kupiłam aż trzy duże deski do krojenia, zamiast trzech w różnych wielkościach. do tego kilka innych drobiazgów które są ledwie wierzchołkiem góry lodowej.
Ogólnie plan był taki, by zaopatrzyć się w rzeczy codziennego użytku w UK po czym wysłać je do polski firmą przeprowadzkową. Pierwsi znalezieni w necie usługodawcy wywalili z dupy cenę 270 funtów. Potem było już gorzej. Ostatni pan, który początkowo wydawał mi się dość ułożony i konkretny wycenił przewóz rzeczy, które upchnęłam w fordzie KA na 1250 euro. Podziękowałam ładnie i z ciężkim sercem postanowiłam wysłać swoje dobra kurierem. Przeraża mnie fakt, że w związku z tym będę musiała wyplątać z komputera obie moje karty graficzne i dysk, co poleci ze mną samolotem. Zgroza.
Najbardziej z UK będzie mi chyba brakować charity (są to sklepy z używanymi rzeczami , głownie odzieżą, z których dochód idzie na cele charytatywne.). Moja tradycja i pasja wyszukiwania spódnic i bluzek w owych niestety będzie musiała zostać w kraju wyspiarskim.
Póki co staram się jakoś trzymać i nie zważać na jego listy i prośby, na jego mocne postanowienie poprawy i długi oraz bolesny rachunek sumienia. Próbuje się skupić na rzeczach w tej chwili do zrobienia i załatwienia, wczoraj był kolejny dzień bez płaczu. Yay, brawo ja. Oby tak dalej...
Wrócisz, znienisz środowisko i spróbujesz zacząć układać puzzle na nowo...
OdpowiedzUsuńBrawo ty.
OdpowiedzUsuńPo prostu zaczynasz nowe życie. To nigdy nie jest łatwe, ba, jak każdy wręcz...poród, musi być bolesne. Ale z czasem jest coraz lepiej, coraz piękniej. Będzie dobrze.
OdpowiedzUsuńNowe życie, nowe wyzwania, nowa przyszłość, zupełnie nieznana... Jest czego wyczekiwać. Brawo Ty!
OdpowiedzUsuń