Wprowadziłam się wczoraj. Jako, że w piątek czeka mnie podroż na dolną partię polskiej mapy postanowiłam jeszcze nie włączać lodówki, bo jaki sens jest, by teraz tydzień chodziła, a potem dwa tygodnie biegała na darmo. Funkcję lodówki zatem pełni parapet za oknem.
Molly dziś do mnie przyjechała, więc wybrałyśmy się na spacer. Trafiwszy do jednego z francuskich marketów od razu rzuciły mi się w oczy czerwone talerze. Co tam, że wczoraj w Ikei wydala tyle forsy, że nie chcę o tym myśleć. Z drugiej strony nie dalej jak dziś rano stwierdziłam, że racja w tym iż dom to nie rzeczy, a ludzie. A te talerze z Ikieły to przecież tylko rzeczy. (Nie nie kupiłam kolejnych. )
Idąc dalej tym tropem przejrzałam dostępne w owym markecie kolorowanki antystresowe, które mnie coraz to bardziej stresują ostatnim czasem, bo przecież ŻADNA nie jest taka jak ta, co miała Pani Krainy. Każda jedna ma zawijasy i te inne farmazony zamknięte w kształcie zamiast kształt z tego stworzony. Po marudziłam trochę i poszłyśmy dalej. W oczy rzucił mi się mikser, który miałam sobie kupić. Był w promocji więc się skusiłam.
Szukając mięsa mielonego, potraw i innej maści rzeczy, a także trochę leków i zmiotki z szufelką (moja niestety okazała się złamana) opowiadałam jaka to radocha, że w środę jak Molly znów przyjedzie, to sernik zrobimy i będzie fajnie bo w czwartek Wiedźma Rodzicielka wpada to też się załapie i w ogóle super wypas, bo już mam ten mikser.
Kolejka była długa, niemal na całą sklepu długość. Stoimy w tej kolejce patrze po produktach i nagle jak mnie coś nie trafi.
Przecież ten sernik jest na zimno.
A ja nie mam lodówki :P
Zatem sernik dopiero po powrocie z domu rodzinnego, a tymczasem sama siedzę już w domu czekając na panów z moimi gratami z UK i zastanawiam się, czy dam radę cokolwiek dziś rozpakować, bo oczy mi się zamykają.. a ciało wciąż pragnie ciepła drugiego człowieka.. a co Krótki..? Podobno zapisał się na siłownie i terapię. Podobno chce o mnie walczyć. Podobno ważna jestem dla niego...
A ja tęsknie.. tylko nie wiem czy za nim czy za wspomnieniem ciepła..
Edit: Przyjechali parę minut po północy. Ma ktoś ochotę powciskać sobie milion kilometrów folii bombelkowej? :P

Daj, daj. Wciskanie uzależnia. :D
OdpowiedzUsuńCzestuj sie :P
UsuńTeż zawsze w Ikei wydaję fortunę.
OdpowiedzUsuńHah, mój kumpel z robty z zasady żyje bez lodówki XD
ja mogę tę folię powciskać, jak ja to lubię :)
OdpowiedzUsuńI jak tam rozpakowywanie rzeczy?
https://sweetcruel.wordpress.com/
Widze że folia przemawia nie tylko do mnie :D Al można by sie napić przy okazji miodu i wina :) O!
OdpowiedzUsuń