Między okiem a łzą
Świat się rozszczepia.
Między sercem a krwią
Między Tobą a mną -
Zieje przepaść!"
Gdy meldowałyśmy mnie tymczasowo na nowym mieszkaniu, Wiedźma Rodzicielka stwierdziła, że w ogóle nie widać po mnie zdenerwowania. Rano tego samego dnia dowiedziałam się, ze Krótki podjął decyzję, a rozmowę mamy przeprowadzić dnia następnego wieczorem. Odparłam spokojnie, że przecież nerwy nic nie zdziałają. Ani nie przyśpieszą, ani owej decyzji nie zmienią (czyta się trochę tych mądrych książek od czasu do czasu :P )
Tak czy inaczej dzień następny zaczęłam od spędzenia całego ranka w PUPie, przedstawiłam całe mnóstwo papierzysk moja rejestracja trwała coś koło godziny. Podobno nawet dostałam własnego "doradce klienta" bo termin "pośrednik pracy" to już widocznie przeżytek. Spotkanie mam 17stego stycznia i zobaczymy do jakiej kategorii się nadaje (bo teraz bezrobotny nie jest po prostu bezrobotnym, teraz jest dumnie bezrobotnym z kategorią! :P)
Wieczorna rozmowa trwała całe pięć minut. Płakanie po niej było nieco dłuższe.
Krótki, ten, który jeszcze miesiąc temu zarzekał się, że wróci do polski byśmy zaczęli wszystko od nowa. Który twierdził, że pójdzie na terapię, że się zmieni, by dać mi szczęście. Z którym tego przedostatniego dnia roku rozmawiało mi się tak długo i szczerze jak nie rozmawiało się od kilku lat. Ten, który twierdził, że jestem jego Wampirką, jego Vill, który mówił, że nie wyobraża sobie, by się ze mną rozwieść ani tego, że jakiś inny facet jest koło mnie a koło niego inna kobieta.... Hyp... zapowietrzyłam się...
Ten sam Krótki w ciągu tych pięciu minut oznajmił bardzo rzeczowym tonem (na ile może być rzeczowy ton na czacie facebuka), że z całym szacunkiem i dobrymi wspomnieniami, on nie żywi do mnie negatywnych uczuć, dziękuje za wszystko co dla niego zrobiłam, oraz za to, że otworzyłam mu oczy i pokazałam mu jaki jest i czego pragnie od życia i od siebie. Na koniec, podobnie jak i na początek powiedział, że skoro oboje nie możemy dać sobie tego, czego pragniemy to najlepiej będzie, byśmy się rozstali w szacunku i przyjaźni.
Jak z jednej strony mnie to zabolało okrutnie bo to jednak osiem lat i fakt, że to ja od niego odeszłam jakoś tego bólu nie łagodził...
... tak z drugiej strony wcale mu się nie dziwie (O ironio: ma dobrą pracę, taką, z której nie chce rezygnować dla ukochanej kobiety, mimo, że kilkakrotnie zdarzało mu się rezygnować bo "ludzie go wkurwiali". Siedzi w Kraju, który mu w sumie nie utrudnia a wręcz ułatwia życie. Zona, która od niego uciekła przestała go wkurwiać za głośnym mieszaniem herbaty. Poza tym, jeśli tak bardzo pragnie potomka to faktycznie powinien innej pani do tego celu poszukać.)
Nie wiem ile prawdy i szczerości było w tym, co mówił przed tygodniem, ale i to nie ma większego znaczenia już teraz. Jedyne co, to muszę ogarnąć biurokracje rozwodową (zaoferował, że poniesie połowę kosztów) i rozejdziemy się w szacunku i przyjaźni.
"Nad tą przepaścią, tą rozpadliną
Tylko nabierać tchu...
Na takiej grani - kto jest bez winy:
Ty tam? Ja tu?
Nic tylko szukać, szukać w otchłani
Ścieżek, mostów i bram...
Byle nie zatrzeć granic:
Kto tu! - Kto tam!"

Trzeba wierzyć,że ten koniec jest początkiem. I tak go traktuj, jako początek nowej podróży. Wierzę, mocno wierzę,że los Ci szykuje miłe chwile, i ciekawych ludzi. Tylko cierpliwości. Swoje trzeba przepłakać, ale to minie. Będziesz silniejsza.
OdpowiedzUsuńŚciskam,
https://sweetcruel.wordpress.com/
Tylko teraz nie zawracaj. Głowa do góry i do przodu! CAŁE życie przed Tobą!
OdpowiedzUsuńMimo wszystko dobrze, że ta rozmowa, mimo że trwała 5 minut przyniosła zakończenie a nie rozwlekanie tego co nieuniknione...
Widać to nie był Wasz czas...
Był przez osiem lat, terazz juz nagle nie jest..? Trochę Kicha.. tak czy owak nie mam dokąd zawracać już..
UsuńZatem...to już definitywny koniec? Może...i lepiej? W sensie, gdy mamy jasny koniec, w tym momencie naprawdę możemy zacząć na nowo.
OdpowiedzUsuń