piątek, 20 stycznia 2017

Jak stara zużyta szmata rzucona pod stół

- Jak się czujesz? - zapytała mnie dziś Pani Krainy
- Nijak... - odparłam - Jak stara, brudna, zużyta szmata rzucona pod stół.
- To nie brzmi jak nijak.
- Myślę sobie, że kiedy widzę taką starą, brudną szmatę rzuconą pod stół to ona wygląda właśnie nijak. Tak, jak ja się czuję.

To jest dziwne i nie mogę przestać tego rozkminiać. Fakt. Traktował mnie jak gówno. Darł się, nie szanował, był egoistą i tak dalej etc. Jednak, gdy już zebrałam się, by odejść (a samo zbieranie się do podjęcia takiej decyzji trwało w cholerę długo), obiecał, że się zmieni. Deklarował, że kocha. Nawet przy tej rozmowie naszej przed nowym rokiem rzekł, że nie może sobie wyobrazić rozwodu ze mną. Ani innego mężczyzny koło mnie. Ani innej kobiety koło niego. Zapewniał, że kocha, że tęskni, za głosem, zapachem, ciepłem...

Tydzień później jego postępowanie całkowicie się zmieniło. Podjął decyzję, że jednak nie ma sensu tego ciągnąć. I ja rozumiem, mimo, że w sumie nie powiedział mi co przeważyło. I ja się nawet cieszę, bo nie wiem czy bym potrafiła się znów przy nim swobodnie poczuć. I ja rozsądnie wiem, że to najlepsze wyjście, tylko...

No właśnie tylko co...?

Nie mogę wyzbyć się uczucia... jakiegoś dziwnego podszeptu, że to co mówił, dwa miesiące wcześniej, miesiąc wcześniej, czy nawet tydzień wcześniej to były zwykłe bujdy... A ja naiwnie uwierzyłam, że on tak mocno i bezgranicznie kocha, jak ja kochałam...

Kiedy wysłał mi pieniądze na rozwód, jakoś mnie to dobiło.

Po pierwsze, bo sama nie jestem w stanie za to zapłacić, co jeszcze bardziej mnie wkopało w nastrój całkiem oddalony od tego jaki powinna posiadać kobieta wolna. Zwłaszcza, że nasiliło się myślenie typu "nadal nie masz pracy". Po drugie, kiedy powiedział "podjęte decyzje trzeba realizować" jakoś dziwnie odniosłam wrażenie, że śpieszy się do tego rozwodu. Że teraz już nie tęskni a wręcz chce mnie jak najdalej, jak najszybciej, jak najmniej formalnie...

Nie daje mi to spokoju...

Zapłaciłam więc przelewem, napisałam ten pozew i wysłałam go dziś.

- Żałujesz? - zapytała mnie Pani Krainy
- Żałuje, że tak szybko przestał walczyć. Żałuje, że tak chujowo się przez to czuje, jakbym nie była warta. Żałuje, że uwierzyłam, że możne się zmienić, jak również tego ze nie mam pracy. Żałuje, że jestem sama, ale nie żałuje, że od niego odeszłam. Przegrałabym życie, gdybym została...

Tymczasem za horyzontem, zatapiam się w muzykę i próbuje z całych sił unosić kąciki ust, przy każdym kolejnym dniu...
Kari Sigurdsson - Beyond The Horizon

4 komentarze:

  1. Trwaj w postanowieniach... Nie poddawaj się i trwaj.
    Przesyłam dobre myśli!

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie decyzje bolą, nie ma co się oszukiwać, w końcu biorąc ślub,to miało być na zawsze. Ale nie traktuj tego jak koniec, tylko nowy początek. Daj sobie szansę na szczęście w przyszłości. Teraz jest źle i smutno,ale tak ten świat jest ułożony,że po złych dniach są te dobre:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Szybko mu się odwidziało... No ale może dzięki temu nie będziesz myśleć o powrocie do niego. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaloba za jakis czas minie i bedzie dobrze, zobaczysz. Musisz to przejsc, nie da sie inaczej. Trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń