Frida nominowała mnie na festiwal dobrych myśli. Jestem pewna, że zdecydowanie mi to potrzebne, ale jakoś nie mogę znaleźć nic, czym chciałabym się dzielić z uśmiechem...
Cały grudzień prawie czułam się jak w tej piosence [KLIK]. Do tego wszystko było pusto mechaniczne i nawet jak starałam się uśmiechać, nie trwało to zbyt długo. Słońce za oknem jednak poprawiało humor, spacery jakoś mijały i zabijały czas. Nie siedzieć w domu i nie rozpaczać - taki był plan. Realizowałam go nawet, jeśli nie bardzo miałam na to ochoty. Codzienna lista rzeczy do zrobienia stawała się jednak coraz krótsza...
Trzydziestego grudnia postanowiłam odezwać się do Krótkiego. Porozmawiać z nim, powiedzieć mu co i jak czuje, wysłuchać jego racji i ustalić co dalej robimy z naszą sytuacją. Rozmowa przyniosła pewny.. Ulga to chyba za dużo powiedziane, ale przyniosła pewien wylew rzeczy, które od lat nie były wyjaśnione.
Ostatecznie powiedziałam, że moglibyśmy spróbować jeszcze raz, ale są warunki, dwa z nich dość mocne i zmieniające życie.
1) Nie chcę wracać do UK (choćby mnie wołami ciągnęli, jeśli nie będę absolutnie zmuszona, nie wrócę.. )
2) Nie chcę mieć dziecka. Nie, że z nim. W ogóle nie chcę. Nie uważam, że mogłabym, mimo, że on uważa, że byłabym cudowną mamą.
Ostatecznie stanęło na tym, że pomyśli i podejmie jakąś decyzję, wtedy będziemy myśleć co dalej i czy jest jakieś dalej.
Od tego czasu, czekając na jego decyzję i na to by ktoś w końcu do mnie zadzwonił w sprawie pracy (zostawiłam CV w salonie T-mobile, a dziś albo jutro idę do Play, bo w necie jest oferta), czuje, że coraz bardziej zapadam się w poczucie beznadziei. Wczorajszy atak paniki i ogólnego mega zdołowania mi to uzmysłowił.
Przeczytałam masę literatury na temat pozytywnego myślenia, jak również obejrzałam parę filmów. Mam wiedzę i świadomość, że moje szczęście i lepsze samopoczucie jak również przyciąganie dobrych rzeczy zależy wyłącznie ode mnie. Od moich emocji i nastawienia. I .. przez jakiś czas udawało mi się nawet to nastawienie utrzymać ale..
Znowu coś pękło...
Część mojego Ja pragnie spakować się, poprosić Krótkiego by po mnie przyjechał, wrócić do UK, do starej fabryki i do końca życia przepraszać za ten wybryk...
Druga część, ta rozsądna, twierdzi, że w takim razie wszystkie moje dotychczasowe działania, które doprowadziły mnie do Polski z dwupokojowym mieszkaniem, w ogóle nie miały sensu.
Trzecia część twierdzi, że cokolwiek byleby on znów był obok, byleby przytulił, byleby było dobrze (na chwilę?).
Ta paniczna część przekonuje mnie, że nie znajdę pracy, że będę musiała złapać coś na rozkładaniu towaru, albo w jakiejś fabryce, a nie po to uciekłam z dobrze płatnej fabryki, by tyrać w gówniano płatnej..
I czuje się winna, bo kazałam mu wybierać w tak poważnych sprawach, bo niezależnie co wybierze zapewne będzie nieszczęśliwy, a to wszystko przeze mnie i nawet świadomość, że mam pełne prawo nie chcieć tego dziecka, w ogóle nie pomaga...
O ironio...
Zamieszkałam w mieście, którego kiedyś nienawidziłam, w którym stoi wieżowiec, ten, który wybrałam by ze sobą skończyć zanim (znów o ironio) uratowała mnie postać z japońskiego anime. Jestem w kraju do którego jeszcze parę lat temu nie chciałam wracać, bo po co (a teraz wcale nie jest lepiej), głównie chyba dlatego, że tęsknota po prostu mnie zabijała i tutaj przynajmniej jeśli czuję się idiotką, to czuje się idiotką we własnym języku...
Mieszkam bez mężczyzny z którym trzy lata temu brałam ślub myśląc ze teraz będzie między nami lepiej i że do końca życia będę miała jego ciepłe ramiona na własność..
Siedzę i pytam siebie co ja takiego wyprawiam ...?
.. I czy faktycznie prowadzi to ku lepszemu...?
Kochana, ja myślę,że pomocna byłaby wizyta u psychologa. Tak by się wygadać, niech ktoś mądry spojrzy z boku, sprawi,że będzie Ci lżej i z większym optymizmem spojrzysz na to co przyniesie los. Zasługujesz na wiele szczęścia, a czasem trzeba mu po prostu nieco pomóc.
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
U psychologa to ja już byłam przez pół roku chodziłam na terapię. Tutaj w Polsce jeszcze darmowego psychologa nie znalazłam a jako, że jestem bez pracy to na płatnego mnie nie stać..
UsuńA może ulokuj swój czas gdzieś jako wolontariuszka? Schronisko dla zwierząt, dom opieki społecznej, hospicjum? Może poczucie, że Jesteś komuś potrzebna przyniesie Ci zadowolenie z życia...
OdpowiedzUsuńBardzo chciałam do schroniska, ale najbliższe jest w Katowicach i ponownie jak wyżej nie pracuje więc nie stać mnie na jeżdżenie, auta nie mam (jeszcze)
UsuńJakoś nie wiem, co mogę Ci napisać... Trzymaj się.
OdpowiedzUsuńNie dziwię się, że do dobrych wspomnień nie masz głowy wcale...
OdpowiedzUsuńI..dobrze, że porzmawialiście i ustaliliście jakieś warunki ale...właśnie. Nikt nie ma prawa ciebie zmusić do posiadania dzieci, a też i jemu nie można jakoś tego odebrać...taki trochę pat :X
I każda droga po prostu gdzieś prowadzi...
Trzymaj się jakoś :*