Znaczek zawsze.. był. Pisałam o nim kiedyś. To taki typ człowieka, który jak już się przyczepi to rozpuszczalnikiem nie oderwiesz. Pech chciał, że Znaczek, jakoś niefortunnie ulokował we mnie swoje uczucia. W związku z powyższym był jeszcze bardziej i bliżej. Będąc na drugim końcu świata, a gdy wróciłam do kraju, na drugim końcu Polski usilnie udowadniał jak bardzo mu zależy.
No i zależało.
Aż za bardzo.
Jestem osobą, która ma dużą cierpliwość do ludzi. Osobą, która szczyci się dużą tolerancją. Osobą wyrozumiała, ciepłą i wybierającą zawsze rozmowę nad fochem, czy to z przytupem, czy bez.
Charakter Znaczka jest...depresyjny. Ten chłopak, mimo swego młodego wieku (23 lata, ale przecież nie wiek czyni człowieka), przeżył już w życiu swoje "piekło" i co najgorsze nadal w nim tkwi. To taki typ człowieka, który będzie się użalał, marudził, narzekał i czekał aż poczujesz choć nutkę współczucia.
Jego "piekło" to jego własna rodzina.
Siostra, która się wypięła i wyjechała.
Matka, która go nie zauważa, a w chwilach nawet przytakuje ojcu.
I ojciec, który się na nim wyżywa, wyzywając od pedałów, bo zapuścił włosy, od kurew i tym podobnych.
Tak wiem. ZGROZA. Jak można żyć w takim domu? Jak można sobie na to pozwalać? Jak można...? No właśnie najwidoczniej można. Znaczek jest taką osobą, która dupy nie ruszy z piekła dopóki ktoś czegoś za niego nie zrobi, albo solennie mu czegoś wielkiego nie obieca.
Zatem znaczek, przez lata swego dorosłego już życia siedział jak ten nolife, we własnym pokoju, grał i wieszał się na ludziach w internecie. Nie szukał pracy, bo i po co, nie próbował z domu wyjść, bo nie miał pracy. Przyzwyczaił się wszak, że ojciec tak, a nie inaczej się do niego odnosi.
Pech chciał, że Znaczek złapał i mnie na to swoje uwieszanie.
Niestety moja cecha głębokiego współczucia dla ludzi cierpiących tym razem nie przyniosła nic dobrego. Ja, mając swoje własne problemy z Krótkim, nie byłam w stanie obronić się przed nadchodzącą katastrofą.
I nie chodzi nawet o to, że Znaczek jest osobą dalece nieporadną, której ja musiałam powiedzieć co i jak zrobić, by znaleźć jakiekolwiek zatrudnienie, a nawet napisałam mu CV. Chodzi raczej o to, że on zwyczajnie woli siedzieć i narzekać.
A potem wszystko nagle ucichło. Znaczek znalazł staż, poszedł do pracy, skupił się na mnie i moich problemach. Pomagał, wspierał, doradzał, głaskał. Snuł plany, na które ja - będąc zaślepioną własnym cierpieniem i wizją tego, że jednak ktoś inny poza Krótkim mnie chce - pozwoliłam. A zatem "ustalone zostało", że Znaczek uzbiera pieniądze przyjedzie, zamieszka ze mną i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
I wtedy dostałam nagrodę SUKI ROKU.
Jakoś dotarło do mnie, że nie mam najmniejszej ochoty w nowy związek teraz wchodzić. Że chcę być wobec Znaczka fair i nie wykorzystywać go w ramach zastępstwa za Krótkiego. Że potrzebuje czasu, że potrzebuje pomyśleć, odbudować własną wartość i generalnie swoje życie, które przecież właśnie rozsypało się na kawałki.
I wtedy się zaczęło. Zazdrość, wypominanie, wymuszanie poczucia winy. Jak ja w ogóle śmiem się teraz od niego odwracać, on tak bardzo mi pomógł. Miał przecież przyjechać na moje urodziny, mieliśmy mieć kotka. Miało być nasze wspólne niebo. W ogóle jak śmiałam się spotkać z kolegą we Wrocku na 20 (słownie dwadzieścia) minut, skoro ze Znaczkiem nie chcę się spotkać, bo nie chcę teraz mieć faceta. Na nic były tłumaczenia, że przecież kolega ów jest moim znajomych od blisko 4 lat, ma dziewczynę i generalnie nic ode mnie nie chce. W końcu jednak jakoś sprawa ucichła, choć moje zszargane nerwy nie. Znaczek na nowo zaczął snuć plany, jak przyjedzie do mnie na urodziny, jak obejrzymy sobie film, jak mnie dotknie przytuli i tym podobne. Nieopatrznie (o ja nierozważna!) powiedziałam wtedy, że miło byłoby się do kogoś przytulić. I ponownie się zaczęło. Że jak to do KOGOŚ?! Skoro on wie, że on chce się tulić do mnie, a ja do byle kogo! Tłumaczę spokojnie, że tak, do kogoś, bo sorry kolego, ale nie znam cie na żywo, nie dotknęłam, nie utuliłam, jeszcze nie wiem czy tym kimś jesteś ty, aczkolwiek jest spora szansa, ze owszem możesz być ty, po spotkaniu się dowiem. Ale przecież jak to do kogoś, skoro on chce się do mnie przytulać...
Jestem osobą tolerancyjną. Dużo rozumiem. Potrafię ogarnąć lęki innych ludzi, wytłumaczyć na kilka różnych sposobów, aż jeden w końcu dotrze. Ale do Znaczka nie dotarło...Zresztą nie pierwszy raz, bo w przeszłości również były podobne akcje, kiedy to nie chciałam zgodzić się na coś, czego chciał on.
Więc się odcięłam, bo toksyczność tej znajomości zaczęła mi mocno nie leżeć. Kły mnie świerzbiły, nóż sprężynowy w kieszeni (którego nie mam) się sam otwierał, a szpony i magia chciały wyskoczyć do przodu i zwyczajnie pociąć go na kawałeczki. Odcięłam się zatem bez słowa od toksyczności Znaczka, który tak naprawdę nie rozumiał nic, ani z żadnej strony.
I tak oto zostałam suką roku, bo on przecież tyle mi pomógł: był, wspierał, wysłuchiwał. Bo on przecież nie może być smutny, nie może czuć, nie może mi o niczym mówić. Bo ja mu zatrzasnęłam drzwi i uwięziłam w jego piekle. Bo on przecież tak bardzo kocha.
Dlaczego ja trafiam na takich ludzi?

Ulala, z deszczu pod rynnę...
OdpowiedzUsuńDobrze,że się od niego odcięłaś. Tolerancja wobec taki ludzi też ma swoje granice...
OdpowiedzUsuńAż przypomniała mi się moja sytuacja z czasów studenckich, kiedy to znajomy zbyt bardzo starał się być i w końcu skończyło się na tym, że zaczął mnie prześladować - masz szczęście, że on mieszka w całkiem innym miejscu od Ciebie.
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem zrobiłaś dobrze, bo to mogło się naprawdę źle skończyć + nie warto otaczać się toksycznymi osobami.
Pozdrawiam serdecznie,
Mona [Blog]