Widmo, widmo straszne pojawia mi się przed oczami za każdym razem kiedy dzieje się coś takiego. Widmo powrotu do UK, gdzie być nie chce i nigdy w zasadzie nie chciałam lub wyjazdu do taty, gdzie także być nie chcę (mimo że doceniam propozycję). Widmo widmo i widmem pogania i próbuje, jak ten wilk z bajki o trzech świnkach, dmuchać chuchać i wywiać te obawy i te widma, ale dmuchanie nie pomaga.
Od początku jednak:
Wydębiłam kolejne kierowanie.
Podologia. (dobrze, że nie Patologia ;P)
Ej, żaden ze mnie lekarz, ale rejestratorka to zupełnie inna para stóp,
Właśnie, stóp, bo podologia się stopami zajmuje.
Wiedziona poprzednim doświadczeniem i tym, że zupełnie się nie przygotowałam do tamtej rozmowy (a także pojęcia nie miałam, ze to aż tyle ludzi będzie na te cztery stanowiska), tym razem postanowiłam się obkuć. Nie, nie zrobiłam magistra z zakresu zarządzania stopami. Po prostu zasięgnęłam języka i rad wujka google. Ogarnęłam samą placówkę jak i charakterystykę pracy rejestratorki medycznej. Dowiedziałam się ciekawych rzeczy na temat tego czym taka klinika się zajmuje i generalnie obkułam się z czego się dało, ażeby zabłysnąć na rozmowie kwalifikacyjnej i pobić swym cekinowym blaskiem tę drugą osobę (bo podobno wysłano nad osób dwie). Pół nocy nie spałam ze stresu i wymyślania cóż też innego mogę zrobić i więcej, by okazać się lepsza i warta zatrudnienia.
Od szóstej rano już na nogach skierowałam swe skołowane kroki do łazienki by kudły wyprać, Strój starannie dobrałam, biżuterie także (przez którą czułam się zupełnie jak nie ja, bo gdzie ja bez moich pentagramów w uszach czy Ankh'u na szyi). Opachniłam się różami i kroki swe do Centrum Zdrowia Stopy skierowałam.
Dotarłszy tam ledwie po dziewiątej minut dwadzieścia raźnym krokiem weszłam do miejsca, które najwyraźniej nie do końca jeszcze zostało zrobione, bo tu i ówdzie niedziałające neony leżą i inne dziwności. Wpakowuje się do tego mini gabineciku i od razu napataczam się na pana Dariusza - mojego rekrutora.
I na tym generalnie skończyły się wysiłki moje, nim jeszcze dobrze się zaczęły. Nie miałam szansy ni słowa powiedzieć, ni CV wyciągnąć. Jedynie pan wziął ode mnie skierowanie i napisał zgrabnym pochyłym pismem lewej ręki, że wybrano już innego kandydata.
I tak oto rozbiłam sobie ryj o kolesiostwo polskie i tworzenie stanowisk stażowych, a także wyciąganie pieniędzy unijnych na rzecz znajomości.
Znajomości, których ja nie mam.
Pięknie, kurwa, pięknie,..

Przykro mi. Ale nie poddawaj sie, szukaj dalej. Wierze ze Ci sie uda.
OdpowiedzUsuńkochana próbuj dalej. U mnie na każdym sklepie są informacje,że szukają do pracy. Trafisz na coś :) Trzymam kciuki mocno.
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com
U mnie tyż, ale ja do handlu ni che
UsuńTeż sobie ostatnio zadaję to pytanie...
OdpowiedzUsuńCo do Pyrkonu: Nie, nie mówiłam, że Pyrkon nigdy więcej. Po prostu źle przeczytałaś.
A to jest bardzo możliwe ^ ^
OdpowiedzUsuń