Czasem mam wrażenie, że napisanie maila po angielsku jest łatwiejsze niż napisanie notki tutaj. Dzieje się tak wiele i jednocześnie nic, że nie bardzo wiem jak to ubrać w słowa. Po kolei zatem zacznijmy więc od pracy.
Od ostatniego felernego spotkania, na którym bez znajomości nie dało się powiedzieć więcej niż dzień dobry, miałam:
1) Jeden telefon z zaproszeniem na rozmowę, na którą się nie stawiłam gdyż
a) wysłałam tam CV tylko w przypływie przygnębienia
b) jak się doczytałam opinii jak tam się traktuje ludzi to aż mi się odechciało
c) to była cholerna fabryka...
2) Jeden e-mail o przejściu do drugiego etapu rekrutacji z zapytaniem czy nie zechcę im powiedzieć na jakim poziomie są moje umiejętności worda i exela. Owy e-mail był odpowiedzią na CV wysłane, uwaga, 57 dni wcześniej. Mają rozmach i zapłon szachisty. Na maila odpisałam, do tej pory cisza i świerszcze ^ ^
3) Jedną rozmowę na staż do Miejskiego Zarządu Mieszkań Komunalnych, na które dwa miejsca wysłano nas siedem osób (w tym samym czasie były też rozmowy do ZUSu , też na dwa miejsca z tym, że tam posłano osób dwanaście). Podobno dobrze mi poszło, ale przegrałam z panią po szkole administratorskiej i druga po znajomości.
4) Rozmowa (to dziś) do Stacji Kontroli Pojazdów na pracownika biurowego. odpowiedzi jeszcze nie ma, ale podobno zachwyceni są moim zakrzanianiem na klawiaturze (jak ostatnio mierzyłam 213 znaków na minutę) oraz lubowaniem się w dokumentacji. Pan przeczytał moje CV od deski do deski zaskoczony żem pisarka i jeszcze pytał w jakie gram gry. Kto pyta o takie rzeczy na rozmowie kwalifikacyjnej? :P Tak czy owak na dwa miejsca póki co było nas dwie. Odpowiedź w czwartek rano.
W sprawach życiowo - egzystencjionalnych uznałam, że należy poznać nowych ludzi. Przerażające jaka bieda z nędzą pojawia się teraz na GG. Swego czasu miałam debatę z dwoma panami jak to nie istnieję, bo nie dam im zdjęcia, a skoro nie wiedzą jak wyglądam,(a przecież to jak wyglądam powie im z pewnością jaka jestem) to przecież z kim oni rozmawiają i w ogóle to powinnam się pokazać, a powiedz jeszcze na jakiej ulicy mieszkasz i w ogóle najlepiej numer konta i pesel od razu. Mattaku. Jednak wszystko w życiu jest nauka - to była cenna lekcja asertywności :)
Spotkanie z kolegą od spacerów w Jaworznie okazało się przyjemne (a to pierwsze wyjęło z życiorysu aż trzy godziny), jednak po czasie doszłam do wniosku, że kolega mało ma ze mną wspólnego i tematy kończą się w zastraszającym tempie. Nie mniej jednak spotkać się od czasu do czasu można (ostatnio wydębiłam pączki domowej roboty :P) dla samego połażenia i pogadania xD
Zaklęcie za to okazał się chyba strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o ilość wspólnych tematów do rozmowy, jak również wymianą opinii na tematy serialowo filmowe xD Spędziliśmy cały dzień na oglądaniu gry o tron (bo chłopak musi nadrobić zaległości) i było całkiem miło.
Status mój obecnie brzmi - nie szukam już znajomych - bieda kole w oczy. Serio żeby z czterdziestu ludzia ogarnąć dwóch w miarę normalnych, to to jest jakieś nieporozumienie. Nie wiem, może ja mam dziwne gusta, a może ja faktycznie nie istnieje, jak to mówią coponiektórzy którzy bez fotki życ nie umieją? xD Dobrze, że chociaż mam facebuka, bo bym całkiem jak duch była :P
P.S. Ostatnio jak pisuje maile do Promyczka, czytam je na głos, żeby wiedzieć czy w miarę czytelnei je napisałam - mam okropnie płaski akcent ^ ^
P.S (2) Niestety w sobotę padło na mnie jak grom z jasnego nieba potwierdzenie, że za cholerę cela nie mam, a czasem i kij od bilarda się omsknie , ale ciii... nikt nic nie widział :P

To trzymam kciuki za pracę, byś więcej na rozmowy nie musiała chodzić :)!
OdpowiedzUsuń