czwartek, 9 marca 2017

Porażka przygnębienia i przygnębienie porażki

Jak zwykle skoro świt zerwałam się z wyra, bo spać nie mogę, a jak już mogę to i tak z przerwami. Doprowadziłam się do ładu i składu, śniadanie wprzódy obaliwszy i z miną nietęgą, bo deszcz siąpił, z parasolką (prawie) czerwoną ruszyłam do wspomnianego wcześniej potencjalnego pracodawcy. Na dworze zimno mnie zastało i lodowate krople, ale dzielne przed siebie kroczyłam, co parę kroków wyrzucając z butów kamyki które nie wiedzieć jak się tam znajdowały.

Na miejscu okazało się, iż szefowie podjęli decyzję odmowną. W rubryce powodu wpisali, że kryteriów nie spełniam. Ciekawam jakich to, niestety tej informacji mi nie udzielono, zapewne dlatego, iż nie spytałam, będąc w zbytnim szoku po odmowie (o powrót własnego CV także nie poprosiłam ;/).

Drogą więc pod górkę, dławiąc gniew i zniechęcenie ruszyłam do urzędu pracy z obowiązku dostarczenia karty stażysty się wywiązać. Na miejscu okazało się, że nie mogę wysłać smsa (dziwne, bo ładowałam telefon jakieś dwa tygodnie wcześniej, a internet używany na pakiecie miałam), ale to problem był na później. Wychodząc od pani Ani spotkałam nowo poznaną przed dwoma dniami koleżankę B., która oznajmiła mi, że jej również nie przyjęli, uprzedzając moje gratulacje. Zaraz zaraz. Było nas tam dwie, a widziałam papierzysk na trzy osoby (wnioskuje że po nas jeszcze jedna przyszła), więc logicznie rzecz biorąc... B. jednak szybko pośpieszyła z wyjaśnieniem. Podobno żadna z nas - kandydatek - nie spełniała wymogów. No kurwa, ciekawa jestem jakież to WYGÓROWANE wymogi może mieć stacja kontroli pojazdów na przyszłego stażystę!

Jestem osoba rozsądną i myśleć logicznie umiem. Jednak logika sobie, rozsądek nieraz sobie, a emocje w rzyci mają cała resztę. W związku z powyższym znów wylądowałam z kolorowanką antystresową i przygnębieniem na cały dzień. Zaklęcie chciał przyjechać, ale mu powiedziałam, że jaja mu urwę jak będzie się targał z Katowic po osiemnastej tylko po to by zastać mnie w przygnębieniu.

I ja wiem, że to nie moja wina, ja wiem, że ze mną nic nie jest nie tak (chociaż po ilości odmów aż ciężko sobie tego nie wmawiać) i ja wiem, że to z nimi coś nie halo i że ślepi są, bo przecież wiem, że dobry, porządny, punktualny i lojalny ze mnie pracownik. Tym razem jednak nie przegrałam nawet ze znajomościami tylko ze zwyczajnym wybrzydzaniem. Więc to nie moja wina. Nikogo nie przyjęli.

Jednak jak już wspominałam: rozsądek sobie, a emocje sobie. Dobrze, że chociaż mam kredki...

P.S. Sprawę niemożności wysłania SMSa rozwiązałam w salonie Play. Mój błąd oczywiście, okazało się, że wysłałam SMSa na dowiedzenie się jaką mam taryfę. SMSa, który kosztował bagatela 17 zł.. Zeżyrając tym samym cała pozostałą ilość kasy jaką miałam na koncie. Brawo Vill... ;/

2 komentarze:

  1. kochana będzie lepiej. Będzie. Trzymaj się.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. No nic, trzeba próbować dalej...

    OdpowiedzUsuń