Pełnia.
Najbardziej magiczny czas miesiąca. Zwykle sypiam wtedy źle, energia przepływa natchniona przeze mnie i moje sny, budząc co kilka godzin, jakby miała przedstawić odkrycie na miarę nobla.
Kiedyś, kiedy jeszcze Wilk był przy mnie, widząc pełnie kojarzyłam ją jedynie z nim. Patrząc przez okno samochodu, jadąc późnym wieczorem z zakupów, albo wczesnym rankiem do pracy szeptałam słowa przywołania "ni-san", jakby miały sprawić, że byłby bliżej, bardziej realnie, namacalnie niż tylko przez internetowy kabel i literki komunikatora.
Swego czasu nie miałam chyba nikogo bliższego od Wilka, a i on darzył mnie uczuciem braterskiej miłości (o ile można kogoś kochać przez internet). Spędzaliśmy razem dużo czasu, rozmawiając o wszystkim i o niczym zarazem. Sprawiał, że potrafiłam jakoś przetrwać lata angielskiej emigracji... Sprawiał, że śmiałam się, a gniew i żal jakoś ze mnie spływał. Mimo, że jest między nami siedem lat różnicy Wilk sprawiał, że wytrzymywałam z Krótkim. Sprawiał, że miałam po co iść do innych światów, że przygody tam przeżywane były warte zapamiętania.
Wilk miał piętnaście lat kiedy go poznałam. Dla mnie stał się kimś ważnym w przeciągu kolejnych trzech. Kibicowałam mu w szkole, z pierwszą dziewczyną, w sporcie z kolegami w próbach dogadania się z matką, w tęsknocie za ojcem i chęci ponownego połączenia z rodzonym bratem. Płakałam wraz z nim, kiedy umarł mu piesek i darłam japę, kiedy sięgał po trawę. Wysłuchiwałam lamentów gdy odeszła dziewczyna oraz opowiadań o akcjach którymi później raczyła go A. (której notabene nie cierpię).
Byłam i wtedy i później, gdy chłopiec stał się mężczyzną, gdy próbował znaleźć szansę na zarobek, gdy zamieszkał sam i gdy adoptował pierwszego kota. Piszczałam do kamerki na widok białego Shiro, który miauczał do mikrofonu.
A potem odszedł. Jak każdy, Mimo, że byłam pewna, że Wilk jednak ze mną zostanie. Przecież był mi bratem. Ale odszedł, jak Wiedźmin, jak Gabriel, jak prawie każdy, którego pokochałam. Odszedł jak wszyscy inni bez słowa, bez wzmianki, bez najmniejszego znaku.
Za pierwszym razem bolało mocno. Gdy wrócił, płakałam, a strach ściskał mi gardło. Tłumaczeń Wilka już nawet nie pamiętam. Nie wiem czy miały jakikolwiek sens. Płakałam skrzywdzona i porzucona, wygrzebana z mogiły niepamięci i smutku z nadzieją na lepsze jutro.
Nie pamiętam ile razy odchodził, nie pamiętam ile razy wracał. Pamiętam, ze ostatni raz powiedziałam mu, że to jego ostatnia szansa. Że jest moim bratem i tylko dlatego wciąż przyjmuje go z powrotem. Obiecał poprawę...
...a potem odszedł ponownie.
Dzisiejsza pełnia przyniosła mi go z powrotem. Mówił, że sam mi doradzał, bym nie utrzymywała kontaktu z ludźmi, którzy mnie zawodzą, a teraz sam przychodzi, że rozumie, jeśli odmówię. Była siódma rano kiedy zastanawiałam się usilnie nad tym co może oznaczać jego powrót. Czy czegoś jeszcze, poza wypuszczaniem ludzi bez żalu może mnie ów Wilk nauczyć? Czy kiedykolwiek mogłabym go jeszcze pokochać jak brata, którego nigdy poza nim nie miałam?
Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wiem jedynie, że nie czuje nic. Podobnie jak do Wiedźmina Marnotrawnego. Żaden z nich już mnie nie obchodzi. Nie w stopniu większym niż zwyczajnej znajomości. Przyznałam się Wilkowi do tego, grając w otwarte karty.
Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale Wilk już nie jest tym chłopcem którego pokochałam. Nie jest 15-latkiem lubiącym ogień, który w wieku lat 18 napisał dla mnie piosenkę. Nie jest tym, który sprawiał, że się szczerzyłam do monitora i na chwile zapominałam, że jestem nie tam gdzie chcę być. Ale i ja nie jestem tym kim wtedy byłam.
A zatem pozwoliłam Wilkowi powrócić na karty mojej historii, mając na uwadze to, że znów może odejść, uprzedzając, że w chwili obecnej nie czuje nic - ani przyjaźni, ani rozpaczy, ani tęsknoty ni dawnej siostrzanej miłości. Pozwoliłam Wilkowi wrócić beznamiętnie obserwując gdzie zaprowadzi go ta ścieżka. Czy będzie kolejnym Marnotrawnym Wiedźminem? Czy może na powrót stanie się ukochanym Wilczym bratem Wampirzej Wiedźmy?
Czas pokaże Wilku.
Należy jednak pamiętać, że nic nie dzieje się bez przyczyny...

Oj nic nie dzieje się bez przyczyny... A pełnia? Cóż, niesie wiele tajemnic.
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Oj, tak. Tylko prosze Cie, nie daj sie wciagnac w jakas manipulacje, daj sobie czas na pobycie z sama soba przede wszystkim. Szczescie czai sie czasami tuz za rogiem, podczas gdy my szukamy nie wiadomo gdzie.;-)
OdpowiedzUsuńDobrze, że byłaś z nim szczera i że jesteś szczera ze sobą. Nic na siłę.
OdpowiedzUsuńJa też zawsze fatalnie śpię podczas pełni...