We wtorek rano zadzwoniła Pani z Kursu i poinformowała mnie, że kurs oczywiście się odbędzie, tylko nastąpiły pewne zmiany. Przede wszystkim został on przechrzczony, jest teraz kursem na pracownika kancelaryjnego, miast biurowego. Drugą zmiana było zwiększenie godzin, natomiast trzecią podzielenie na dwa moduły. Ja oczywiście zainteresowana nadal, a wręcz mocniej jak tylko usłyszałam magiczne słowo exel ;-) Kurs ma się rozpocząć jeszcze w maju. Czekam na kolejny telefon z harmonogramem.
Parę godzin później poszłam na rozmowę o staż. Jaworznickie PTTK jest naprawdę biedne. Ma mnóstwo pucharów, ale na ścianie przedpotopową meblościankę rodem z PRLu, biurka z odzysku, jeden komputer i siedzibę w miejscu, w którym na pewno będę marzła. Pan Prezes bardzo ucieszył się na wieść, że posiadam własnego laptoka i mogę go swobodnie targać codziennie do pracy. Zadzwonił ponownie dwie godziny po spotkaniu i powiedział, że mnie chce. Zapytałam, czy szuka pracownika po stażu czy jeno stażysty. Odparł szczerze, że ino stażysty. W związku z czym ja również byłam z nim szczera co do kursu (w rezultacie czego zostanę wypisana z PUP a staż i tak miał być od lipca dopiero). Ostatecznie ustaliliśmy, że jeśli po kursie (który staż mi gwarantuje) nie zaproponują mi (lub sama nie znajdę) miejsca, które po stażu może chcieć również pracownika, spokojnie do Pana Prezesa mogę się zgłosić, on mnie przyjmie i usadzi obok tej stażystki z pup, co ją własnie zamiast mnie wybierze.
Tego samego dnia zobaczyłam na internecie ogłoszenie, że ktoś poszukuje domku dla kotka. Przy czym ten ktoś za tego kotka może płacić, utrzymywać i tak dalej. Skontaktowałam się z Dorotą od Kota i okazało się, że babcia Doroty zmarła pozostawiając w spadku nie młodą już koteczkę (która w rzeczywistości wygląda na 10 miesięcy a nie na 10 latek). Jako, że mąż Doroty od Kota nie życzy sobie kota, a ciotka, u której owy przebywa, także jej nie chce na dłuższą metę, wstępnie ustaliliśmy, że Kicia wyląduje u mnie, a na mocy podpisanej umowy Dorota od Kota będzie przynosić żwirek i jedzonko oraz pokrywać ewentualna opiekę weterynaryjną, dopóki nie znajdę stałego zatrudnienia.
Wygląda na to, że moje przestrzenie wariantów wedle Zelanda zaczynają się poruszać, czy też ja zaczynam przeskakiwać na inne linie życia i może w końcu coś się wyklaruje w tą pozytywną stronę ;-)
Uwieńczeniem ostatniego tygodnia jest zatroskany operator mojej angielskiej komórki na kartę, który zadryndał z zapytaniem lekko jakby przestraszonym, czy nadal jestem zadowolona z ich usług. Odparłam, że jak najbardziej jestem, a co się stało? Pan po drugiej stronie rzekł, że w bazie danych widnieje jako nie doładowująca konta już spory kawał czasu. Powiedziałam grzecznie, że jestem w Polsce już ładny kawał czasu (swoją drogą angielskie karty nie mają ważności, nie trzeba lądować by móc dzwonić jeśli masz kasę na koncie.), na co on podziękował i pożegnał się pośpiesznie :)
Piosenka, która chodzi mi po głowie cały czas:
Grzegorz Hyzy - o Pani
Fajnie,że coś zaczyna się dziać. Taki kurs to fajna sprawa, jak rozumiem on nie jest z urzędu pracy?
OdpowiedzUsuńKotek cudowny :)
https://sweetcruel.wordpress.com/
W końcu tu trafiłam:) Przez telefon nie mogę:((( I nie mam pomysłu dlaczego?!?!? Więc raczej nie będę tu regularnie, bo laptopa odpalam niezbyt często...
OdpowiedzUsuńJak widzę u Ciebie - światełko w tunelu:)) Nic, tylko się cieszyć! Powodzenia:)))