poniedziałek, 26 czerwca 2017

Uwolnienie

Noc była koszmarna, jak zwykle. Od dwóch dni nie byłam w stanie spać normalnie. Każdy najmniejszy dźwięk lubił być piętnaście razy głośniejszy w mojej głowie. Najdrobniejszy szelest stawiał mnie na nogi, a potem atakowały myśli. Myśli które za diabła nie chciały sobie pójść, bez względu na to co robiłam. Siedziały sobie i buszowały w mojej głowie co najmniej dwie godziny.

Na miejsce dojechałyśmy z Wiedźmą Rodzicielką pół godziny przed czasem. Okazało się, że dziś otwieramy z Krótkim menu.

Nie było początkowego wejścia samemu. Od razu we dwoje. Niestety pani gówno dowodząca zdecydowanie pałała do mnie niechęcią, mimo, że nie zrobiłam jej nic. Krzyczała na mnie. Urzędnik państwowy, który powinien być miły dla petenta darł na mnie ryja tak, że aż słychać ją było na korytarzu. Wygląda na to, że coś definitywnie jej się we mnie nie podobało, bo gdy rozmawiała z Krótkim ton jej się zmienił z nienawistnego na olewatorski.

- Kiedy ostatni raz współżyła pani z mężem? - zapytała.
- Hmm... nie wiem, w październiku? - zastanowiłam się na głos.
- To mnie pani pyta?! - z wielkim fochem, jakby serio myślała, czy ją pytam.
- Nie, po prostu głośno się zastanawiam, bo to było dawno.

Była to moja pierwsza sprawa tego typu, ba, była to moja pierwsza sprawa w ogóle. Nie kminiłam co znaczy "obciążyć kosztami rozprawy" skoro koszty zostały już pokryte. Sędzina nie potrafiła mi wyjaśnić o co jej dokładnie chodzi i im mocniej próbowałam zrozumieć, tym więcej się darła. Nawet Krótki uznał, że przegięła (choć nie wiem na ile szczerze to powiedział).

Wbrew pozorom i temu, czego się obawiałam okazał się całkiem w porządku. Nie wyciągał nic nie potrzebnego i po piętnastu minutach zostaliśmy zaproszeni na odczytanie wyroku.

Na koniec Krótki podszedł do mnie, objął mnie po przyjacielsku, poklepał po plecach i powiedział, że dziękuje za wszystko i przeprasza za wszystko co złe.

A zatem jestem wolna. Rozwódka. Po około dekadzie z Krótkim, w tym nie całych czterech latach małżeństwa. Po depresji, terapii i ucieczce. Po pyskówkach, fochach i milionów litrów łez wylanych pod prysznicem. Po strachu i miliardzie różnorakich myśli. Po żalu i niewybaczonych krzywdach jestem rozwódką z dziesięcioletnią przerwą w życiorysie, spędzoną za granicą.

6 komentarzy:

  1. gratulacje, to mądra decyzja! I najlepsza.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. No to gratulacje! Już nie mrs tylko miss - od razu lepiej brzmi;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczynasz od nowa... dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję,to jak nowe życie. Dobrze, że chociaż na zakończenie postarał się o dobre wrażenia. A w sądach jest nieprzyjemnie, bez wzgledu na charakter w jakim się tam występuje. Byłam na dwóch rozprawach w charakterze świadka, a pytania były zadawane w takim tonie i z takim fochem w głosie, jakbym była to ja oskarżona i oni zaraz mnie na czymś przyłapią. Ja wiem, że sąd to nie przedszkole, ale bez przesady - jakaś kultura, chociażby służbowa grzeczność, na pewno by nie zaszkodziła. Pamiętam, że na drugą rozprawę załatwiłam sobie jakąś mocniejszą pigułkę na uspokojenie i dałam rady.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje :) Możesz teraz zacząć od nowa.

    OdpowiedzUsuń