Na miejsce dojechałyśmy z Wiedźmą Rodzicielką pół godziny przed czasem. Okazało się, że dziś otwieramy z Krótkim menu.
Nie było początkowego wejścia samemu. Od razu we dwoje. Niestety pani
- Kiedy ostatni raz współżyła pani z mężem? - zapytała.
- Hmm... nie wiem, w październiku? - zastanowiłam się na głos.
- To mnie pani pyta?! - z wielkim fochem, jakby serio myślała, czy ją pytam.
- Nie, po prostu głośno się zastanawiam, bo to było dawno.
Była to moja pierwsza sprawa tego typu, ba, była to moja pierwsza sprawa w ogóle. Nie kminiłam co znaczy "obciążyć kosztami rozprawy" skoro koszty zostały już pokryte. Sędzina nie potrafiła mi wyjaśnić o co jej dokładnie chodzi i im mocniej próbowałam zrozumieć, tym więcej się darła. Nawet Krótki uznał, że przegięła (
Wbrew pozorom i temu, czego się obawiałam okazał się całkiem w porządku. Nie wyciągał nic nie potrzebnego i po piętnastu minutach zostaliśmy zaproszeni na odczytanie wyroku.
Na koniec Krótki podszedł do mnie, objął mnie po przyjacielsku, poklepał po plecach i powiedział, że dziękuje za wszystko i przeprasza za wszystko co złe.
A zatem jestem wolna. Rozwódka. Po około dekadzie z Krótkim, w tym nie całych czterech latach małżeństwa. Po depresji, terapii i ucieczce. Po pyskówkach, fochach i milionów litrów łez wylanych pod prysznicem. Po strachu i miliardzie różnorakich myśli. Po żalu i niewybaczonych krzywdach jestem rozwódką z dziesięcioletnią przerwą w życiorysie, spędzoną za granicą.

gratulacje, to mądra decyzja! I najlepsza.
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Gratulacje! :-)
OdpowiedzUsuńNo to gratulacje! Już nie mrs tylko miss - od razu lepiej brzmi;)
OdpowiedzUsuńZaczynasz od nowa... dobrze.
OdpowiedzUsuńGratuluję,to jak nowe życie. Dobrze, że chociaż na zakończenie postarał się o dobre wrażenia. A w sądach jest nieprzyjemnie, bez wzgledu na charakter w jakim się tam występuje. Byłam na dwóch rozprawach w charakterze świadka, a pytania były zadawane w takim tonie i z takim fochem w głosie, jakbym była to ja oskarżona i oni zaraz mnie na czymś przyłapią. Ja wiem, że sąd to nie przedszkole, ale bez przesady - jakaś kultura, chociażby służbowa grzeczność, na pewno by nie zaszkodziła. Pamiętam, że na drugą rozprawę załatwiłam sobie jakąś mocniejszą pigułkę na uspokojenie i dałam rady.
OdpowiedzUsuńGratulacje :) Możesz teraz zacząć od nowa.
OdpowiedzUsuń