Dniem dwudziestego pierwszego lipca zdałam egzamin zewnętrzny i stałam się absolwentem kursu na pracownika kancelaryjnego. Jak to, cholera, dumnie brzmi :P
Tak serio to poznałam fajne dziewuszki. W końcu mam jakieś realne koleżanki na miejscu. Babski wieczór w piątek, mimo ze krótki (jak powiedziała Dorota "normalnie jak jakieś gówniary wszystkie przez 22:00 do domu :P). Ale było fajnie :P A najlepsze, że oszczędności (najtańsze piwo kosztowało 6 zł) opłaciły się także brakiem kaca (no bo jak tu się skacować 2 % napojem ledwo wyskokowym ^^ )
W piątek też w trakcie obiadu zadzwoniono do mnie ze szkoły nauki jazdy która poza nauką jazdy ma cała masę innych rzeczy do roboty. Zaproszono mnie na rozmowę w poniedziałek (a żeby go demon prze chędożył) na szesnastą. Pół dnia siedziałam cała w nerwach (a on mnie pyta o odporność na stres hehe). Na rozmowę wparowałam pół godziny wcześniej czym niezmiernie zaskoczyłam pana... Piotra? Przyznam się bez bicia, że nie wiem.
Praca podobno polega na organizowaniu wycieczek dla oświaty. Dzwonienie, ugadywanie terminów i cała ta pikna organizacja (czy ja nie miałam czasem się stażować w PTTK?). Tak, czy inaczej pan mi kazał zrobić tabelkę w czymś, co wdzięcznie nazywa się LibreOffice Writer, co ma być podobno pochodną Worda. No zajęło mi chwile, bo weź sobie coś przepisuj na nie swojej klawiaturze, ale podołałam zadaniu.
Niestety na pytanie o negocjacje i odporność na stres postawiłam na szczerość i nie czarując pana dałam sobie mocne sześc i pół w skali od jeden do dziesięciu, a negocjacje niestety u mnie na zero bo styczności nie miałam. Ostatecznie pan powiedział ze pogada jeszcze z innymi i w razie co odezwie się w ciągu dwóch tygodni.
Czekać nie zamierzam, jeszcze tego samego dnia zaniosłam papiery na konkurs na sekretarkę do Sądu Rejonowego Katowice -zachód. Zanim weszłam to mnie przetrzepali, gaz z torebki poprosili zostawić, ale papiery udało mi się oddać :)
Uwieńczeniem dnia było siedzenie na ławce w parku z Zaklęciem i słuchanie młodocianego Sebixa w wieku nie więcej niż 11 wiosen jak to on wszystkich pierdoli i każdy mu może laskę zrobić (już widzę, jak się każdy w kolejce ustawia) przezabawnym było patrzeć jak się rzucał jak ten jebaniutki chiwawa, co wyżej sra jak dupę ma. Ja to może nie, ale jakby Zaklęcie mu wywinął to by się chłopak złożył. Gimbaza cholerna, więcej się rzuca niż to wszystko warte. Idzie z jakimś ziomkiem i pierdoli od rzeczy, a gość "weź kurwa zjedz se szare komórki i się w końcu zamknij" Takie małe, anorektyczne gówno z patykami zamiast ramion, aż się wyśmiałam.
Na sam koniec stercze na przystanku i rzeczę do Zaklęcia tymi słowy:
- Ech, Zaklęcie, co z nami będzie, jak się spotkamy na zakręcie?
- A to zależy czym jedziesz ^^

o gratuluję, jesteś teraz w pełni profesjonalistką! :)
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Jeszcze od września czeka mnie szkoła, chcę zrobić technika administracji, a potem może studia logistyczne, ale to może ;)
UsuńŁo matko i sórko. Łucz się łucz a wielbłądem ostaniesz he he he. A na poważnie to kursów nigdy dość. Mój niestety odwołali, w sumie to kto robi kursy w okresie urlopowym. No kto?
OdpowiedzUsuńGratulacje:)
OdpowiedzUsuń