Miejsce: pokój, wygodny fotel, odpalony laptok
Czas: gdzieś popołudniem dnia zaraz po zamówieniu.
Zacząć należny od tego, ze dnia następnego po wysłaniu zawrotnej sumy EMPIKowi, nasza bohaterka przezornie zajrzała na stronę komputronika.(możecie to nazwać kobiecą intuicja) i oczom jej okazało się...?
Jeśli ktoś potrzebuje telefonu do przyjaciela lub 50 na 50 służę uprzejmie, a prawidłowa odpowiedź pojawi się już za 3...2...1... TAK! Na stronie Komputronika to jej upatrzone cudo w niższej cenie było dostępne. Zaciekawiona iście diabelsko odpaliła life chat i pyta kulturnie o co kaman. Tym bardziej, że dnia poprzedniego wyraźnie napisane było, że produkt TRWALE niedostępny. Pani jej (równie kulturnie) tłumaczy, że produkt owszem jest, ale w jakimś tam sklepie w Jarocinie czy innym "gdzie diabeł mówi dobranoc". Że jeśli chce, owszem zamówić może, ale będzie to trwało co najmniej pięć dni. Nie na magazynie nadal TRWALE nie ma. Ogarnęła więc bohaterka swym skromnym umysłem sytuacje i pytanie wystosowała do rzeczonej pani, czy ten dostępny produkt to przypadkiem nie zwroty jakieś, bo nie było a jest, to jakaś magiczna sztuczka pewnikiem.Pani ją poinformowała, że takie rzeczy przy zamówieniu właściwym weryfikują. Na co ona, że zamówienia właściwego być nie bydzie, bo skoro trwale to ona sobie poszła do konkurencji.
Miejsce akcji: zaciemniony pokój, oświetlony jedynie nikłymi światłami monitora i liter klawiatury.
Czas akcji: czwartek godzina siedemnasta zero trzy.
Telefon położony na ławie dzwoni oznajmiając nadejście SMS'a. Głowna bohaterka tejże opowieści zdecydowanie niczego się nie spodziewa, więc jej zaskoczenie jest dość widoczne. Chwyta telefon i oczom jej ukazuje się informacja od kuriera, że paczka zostanie przywieziona dnia następnego między 10:00 a 14:00. Kilka chwil rozkminiania i już jest na stronie DHL'u. Pierwsze co przychodzi jej do głowy, to zmiana dnia przyjazdu paczki. Można zmienić i owszem. Najbliższy termin poniedziałek... między 10:00 a 14:00... O...okey... na stronie napisane jest, że w razie nieobecności adresata kurier podejmie próbę dostarczenia paczki do sąsiada (można podać adres), zaznaczenie jednak przy tej opcji należyte, że sąsiad bądź co bądź musi być z definicji sąsiadem czyli mieszkać dość blisko. Jeśli będzie za daleko kurier próby nie podejmie. Ile to jest za daleko nie zostało sprecyzowane.
Leci więc nasza bohaterka do najbliższej znanej sąsiadki (wszak pól roku tu mieszka ponad i serio mało ludzi zna), przeprasza na wstępie rzewnie jakoby okropna z niej samej jest sąsiadka bo na kawę nie wpadnie do siebie nie zaprasza i w ogóle jest taka antyspołeczna bardzo, bardzo mi przykro. Po jakich piętnastu minutach dyskusji o kotach i ich zwyczajach dochodzą do meritum spotkania. Sąsiadeczka, jako, że emerytka w kwiecie wieku powiedziała iż w domu będzie, żadnego problemu nie ma.
Wpada nasza bohaterka do siebie i własnego kompa, dane zmienia adres sąsiadeczki wrzuca, w między czasie rozmawiając z Zaklęciem, który w sumie ma urlop, więc mógłby przyjechać i sprawę ogarnąć, ino musiałby się z łózka zwlec wcześnie, bo inaczej do urzędu będzie gonił po klucze. Zaklęcie - dobra dusza - stwierdza, że jasne, przyjedzie, da rade, można na niego liczyć, toteż nasza bohaterka leci do sąsiadeczki i tłumaczy, ze chop będzie u niej w mieszkaniu piątkowym przedpołudniem i paczkę odbierze. Niestety, na stronie DHLu zmiany już nie dało się zrobić, więc w sumie i tak sąsiadeczka w domu siedzieć musi... a przynajmniej dobrze by było, by siedziała.
Dnia następnego punkt piąta trzydzieści (kto wstaje o takich bezbożnych porach?) Zaklęcie drynda do drzwi
- wcześnie wstałeś - mówi ona.
- w ogóle się nie kładłem ^^
i w opiece dostaje klucze, kota i lodówkę ^^
O 13:24 nasza bohaterka dostaje SMSa od Zaklęcia, że paczka odebrana, prosi więc go, by w swej dobrotliwości zaszedł do sąsiadeczki i powiedział jej, że czatowanie na zwierzynę skończone, co też Zaklęcie czyni i dowiaduje się, że ona już to wie, bo przecie kurier pierw był u niej a ona go wysłała do Zaklęcia ^^
Pytanie za milion: dlaczego ja zawsze muszę mieć jakieś przygody? ^^

mamy podobnie, przyciągamy przygody:)
OdpowiedzUsuńsweetcruel.wordpress.com
witaj w klubie!
OdpowiedzUsuńja dziś dostałam POLECONY z sądu w PL, że jestem spadkobiercą ciul wie po kim?!?!?
Czyli próbują mi wlepić jakieś długi kogoś, kogo nie widziałam na oczy ani nawet nie wiedziałam, że taka osoba żyła:(((
Rzeczywiście, dość skomplikowanie to brzmi :-) u mnie mąż ma zawsze przygody z paczkami zamawiając coś na tydzień przed naszym wyjazdem z niezachwiana wiarą, że sklep na pewno się wyrobi. Sklep nigdy się nie wyrabia ale to niczego go nie uczy. Piszę z sarkazmem bo niedawno znów przez niego wykonywałam kombinacje alpejskie żeby paczkę jakoś odebrać.
OdpowiedzUsuń