wtorek, 5 września 2017

Jestę Urzędnikię

Sierpień ( nie wiedzieć czemu zawsze myli mi się z październikiem do tego stopnia, że potrzebuje 0,5 sekundy dłużej pomyśleć, za każdym razem jak wypowiadam to słowo) minął mi urzędowo. Jestę Urzędnikię chciało by się rzecz. Właściwie to powinnam to rzec, ale wciąż wisi nade mną widmo bezrobocia z początkiem listopada.

Trzeba Wam wiedzieć (a może nie trzeba, ale chcę się tym podzielić), że najszczęśliwsza jestem jak mam stos papierów do przerobienia, uporządkowania, weryfikacji i tym podobne. Tak też się działo przez ten szalony miesiąc, kiedy wszystkim się wydawało, że 500+ i zasiłki rodzinne koniecznie trzeba złożyć do końca zeszłego miesiąca. Patrząc na to, co było chociażby tydzień temu, teraz w MOPSie są pustki.

Jako, że widmo bezrobocia nade mną wisi, starałam się w międzyczasie o inną posadę. Pierwszy raz w życiu pisałam list motywacyjny. Kiedy do niego zasiadłam (skompletowawszy niezbędną resztę dokumentów) przejrzałam kilka rad i przykładowych listów i stwierdziłam... wszystko gówno warte (jak mawiał Jimy Gold, "Znalezione nie kradzione" - S. King). List napisałam od serca z dozą humoru nawet jak się potem okazało. Jakież było moje zdziwienie, kiedy znalazłam się na liście, bagatela, 108(!!!) osób zakwalifikowanych do drugiego etapu konkursu. Chociaż Katowice, chociaż samochód bym musiała kupić (tak, chce auto! :)), chociaż dojazdy i daleko i dużo tych chociaż. Etap drugi polegał na dyktandzie, czyli przepisywaniu ze słuchu protokołu. W życiu na oczy protokołu nie widziałam, więc me zdziwienie było tym większe, kiedy znalazłam się w gronie 14 szczęśliwców zakwalifikowanych do 3 etapu. Na dzień dobry rozmowy kwalifikacyjnej pochwalono mnie, że faktycznie prawdę pisałam w liście motywacyjnym. Klawiatura to rzeczywiście moja przyjaciółka, a moje palce po niej tańczą niczym wprawni dancerzy :P Rozmowa, bardzo ładnie i profesjonalnie trwała całe piętnaście minut (na co musiałam wziąć pół dnia wolnego) i zagięto mnie w sumie na jednej rzeczy. Mianowicie, gdy przyznałam się, że stażuje się w MOPSie zapytano jak się dyrektor owego urzędu nazywa. Nie będę ściemniać, bo świeżak byłam w tamtej chwili. Nawet nie wiedziałam jak dokładnie się nazywa szefowa mojego działu, bo do czynienia miałam tylko z zastępcą, a rzecznego dyrektora pewnie na oczy nie zobaczę do końca stażu. Ripostą po ryju dostałam, że "wypadało by znać nazwisko swojego pracodawcy" z czego zdaniem moim i Wiedźmy Rodzicielki zręcznie wybrnęłam mówiąc, że dyrektor MOPSu moim pracodawcą nie jest, bo to pan prezes firmy która mnie na kurs wzięła mi płaci. Niestety nie dość zręczny, jak się okazało, był to unik, gdyż nawet na listę rezerwową na stanowisko sekretarki sądowej łamanej przez protokolant, się nie dostałam (wygląda na to, że nawet zmiana koloru włosów nie pomogła).

Postanowiłam zatem urlop od szukania pracy wziąć do października i w swoją urzędową radość papierków wszelakich się zatopić. Tym bardziej, że dziołszki moje z działu ulubowały sobie rzucać we mnie stosami papierów które wręcz ubóstwiam. Czy jestem nienormalna? Bynajmniej. Po prostu lubię papierzyska (komuś posegregować domowe dokumenty? :P)

Na domiar tego pod koniec września zaczyna się moja szkoła, bo jak się edukować to na całego, po której, dostanę tytuł technika administracji. Fakt, że jest to całe dwa lata i, jak rzekła Wiedźma Rodzicielka, powielam średnie wykształcenie, ale na studia w chwili obecnej mnie nie stać, a skoro już odkryłam (to, co przede mną ładnych parę lat ukryte było skrzętnie), że chce być urzędnikiem, zamierzam przynajmniej spróbować wszelkich darmowych środków zanim za jakiekolwiek zapłacę.

Także, mili państwo, a co mi tam...

Jestę Urzędnikię ^^

5 komentarzy:

  1. Ja lubię papiery, ale nie w nadmiarze. Mogę Cię wynająć do porządkowania ich u nas w biurze? :)
    Trzymam kciuki, byś znalazła pracę, może w Mopsie uda się zostać?
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. oj jak ja pamiętam te stażowe klimaty:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Pracowałam kiedyś w Urzędzie. Statystycznym. Miałam im dane publikować miesięczne, co się nie podobało kierowniczce, bo starałam się rzetelnie, a ona że "statystyka nie apteka" :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodatkowy papierek potwierdzający kwalifikacje zawsze się przyda. :)

    OdpowiedzUsuń