A co, a jak, a kto bogatemu zabroni? ;>
Wymyśliłam sobie jakiś czas temu, że do szkoły pójdę, kursów trochę porobiłam to sobie średnie do technika podniosę, coby na CV to lepiej wyglądało. Podobno na naukę nigdy nie jest za późno, a wiedza przychodzi z wiekiem (od trumny), a że ja w jego kwieciu (wieku nie trumny :P) to mogę jeszcze sobie (przynajmniej część) kluczy nazbierać do tej potęgi jaką jest wiedza, cobym na stare lata woźną zostać mogła. :P
Jeśli ktoś w moim bełkocie znalazł powiązanie do starego powiedzonka to gratki :)
Znalazłam sobie więc szkołę darmową z kierunkiem wdzięcznie brzmiącym - technik administracji - dwuletnim i mającym mi nieco porządnej wiedzy podarować, blisko od domu i dojeżdżać nigdzie nie trza. Cud, miód i malina ;P Jak wiadomo już z niejednych moich przygód, jak sknerą jesteś tak i skarbiec twardych monet masz.
Jako, że kierunek darmowy i bez żadnych restrykcji, z siedmiu osób zapisanych nań, w dzień pierwszy zajęć była....m jedynie ja ^^ Po drugim zjeździe zadzwoniono do mnie z zapytaniem, czy będę w ogóle do szkoły chodzić, wyjaśniłam grzecznie, że na wyjeździe jestem i tak chodzić będę jak wrócę.
Na zjeździe trzecim poznałam Marlenę, która podobno była na drugim. Z Marleną spędziłyśmy cztery urocze godzinki na zajęciach z podstaw działalności gospodarczej w jednostce organizacyjnej. Następny miał być długo wyczekiwany język obcy w administracji i tu... podwójne rozczarowanie. Moje i Marleny, choć w dwóch różnych kierunkach.
Pierwszym zaskoczeniem było to, że połączono nas - semestr pierwszy administracji , z nimi - semestrem czwartym nie wiem czego, bo się w końcu nie dowiedziałam. Drugie na liście rozczarowanie Marleny i moje to to, że angielski był podstawowy. Dla niej na semestrze czwartym za trudny, dla mnie - za łatwy (ot poliglotka się znalazła nie?). Pani nauczycielka jak dowiedziała się, że spędziłam prawie dekadę w UK to ciągle mnie odpytywała by po paru godzinach stwierdzić " pani się nie odzywa pani Bożeno" bo wyrywałam się do odpowiedzi nie dając innym szansy. Nie, żebym nie chciała ten szansy dać, ale cierpliwości nie mam za grosz, a na sześciu godzinach angielskiego wynudziłam się jak mops.
Marlena zapowiedziała zatem, że zadzwoni do sekretariatu i sprawę wyjaśni.
Mnie osobiście zadowalałyby dwa możliwe rozwiązania. Albo przejście do grupy, która czegoś mnie nauczy, albo napisanie jakiegoś testu z zwolnienie się z języka do końca semestru, zwłaszcza, że hej, "język obcy w administracji" a my się uczymy o relacjach rodzinnych od matki zaczynając, na prawnukach kończąc... (i present simple bo czemu nie)

Fajnie, że poszerzasz kwalifikacje ;) Ponoć dużo ludzi zapisuje się do takich szkół dla różnych zniżek ;)
OdpowiedzUsuńNiech sprawa z angielskim się wyjaśni :)
Akuratnie mnie, moja droga Leno, zniżki nie obejmują, bom za stara wiekiem (od trumny :P)
UsuńA nie mozesz sie przeniesc do jakiejs najwyzszej grupy z angielskim tylko?
OdpowiedzUsuńJeszcze nie wiem, może się dowiem na weekend :)
Usuń